ActinaGamingRecenzja

Zdumiewająco skromny i posępny dodatek – recenzja Assassin’s Creed: Valhalla – Oblężenie Paryża

-

7 min czytania

Oblężenie Paryża jest jednym z najmniejszych dodatków w historii serii Assassin’s Creed i wiele na tym traci, zwłaszcza jeśli chodzi o fabułę.

(Tytuł ogrywaliśmy na komputerze dostarczonym przez firmę Actina – i5 9600K, 16GB Ram, GeForce 2060 6GB)

Seria Assassin’s Creed przez ostatnie lata przyzwyczaiła nas do ogromnych rozmiarów nie tylko podstawowych wersji poszczególnych odsłon, ale i dodatków do nich. Ukryci dla Assassin’s Creed: Origins czy Los Atlantydy dla Assassin’s Creed: Odyssey to zarówno tytuły rozbudowujące daną odsłonę o dodatkowe mechaniki, jak i całe uniwersum o wiele dodatkowych informacji. Wspomniana opowieść o pobycie Kasandry na mitycznej wyspie to w dalszym ciągu jedna z najlepszych odsłon całej serii, zaraz po Origins, Assassin’s Creed 2 i Assassin’s Creed: Black Flag.

Większość takich rozszerzeń zabierała nas na całkowicie odrębną mapę, na której można było znaleźć nowe aktywności, sekrety, misje i wiele innych. Do czasu Assassin’s Creed: Valhalla jednak wszystkie z nich funkcjonowały jako kontynuacja wątków znanych z podstawki. Saga o nordyckiej wojowniczce Eivor jest tutaj wyjątkiem. Zarówno Oblężenie Paryża, jak i wcześniejszy dodatek, Gniew Druidów, są całkowicie oderwane od głównej opowieści i, poza kilkoma niewielkimi informacjami o szerszym uniwersum, nic do niej głębszego nie wnoszą. Pomimo tego warto było odwiedzić Irlandię, głównie za sprawą celtyckiej atmosfery, krajobrazów i przeciwników. A jak jest z Paryżem? Czy warto podążyć ścieżką Ragnara? Niestety nie do końca.

Zdumiewająco skromny i posępny dodatek - recenzja Assassin's Creed: Valhalla - Oblężenie Paryża

Wyruszając do Paryża spodziewałem się przepychu i bogactwa, a zastałem wojnę, smutek i zarazę.

FABUŁA

Oblężenie Paryża rozpoczyna się tak samo jak Gniew Druidów – do Kruczej Przystani przybijają nowi goście. Są nimi Toka, siostrzenica Zygfryda, jarla rezydującego na terenie Francji oraz Pierre, ich francuski sprzymierzeniec. Podczas powitalnej uczty zapraszają oni Eivor i Klan Kruka do siebie, aby pomogli im w walce z Karolem Otyłym, królem Franków, który zdołał zjednoczyć całą ludność przeciwko normańskim osadnikom – król Karol obrał sobie za cel pokonanie wszystkich barbarzyńców na terenie najpierw Francji, a następnie Anglii, co pozwoliłoby mu przejąć nad nią władzę. Eivor bez mrugnięcia okiem decyduje się na podróż w celu zapewnienia bezpieczeństwa swojej osadzie.

Przyznam, że kompletnie się nie spodziewałem, że Oblężenie Paryża przyjmie taką, a nie inną formę. Po naprawdę wielu godzinach bycia obrońcą miejscowej ludności i bohaterem pieśni skaldów, do którego każdy podchodził z uśmiechem i chwalił za czyny, Francja wita nas szarością nie tylko pod względem krajobrazu, ale i całej atmosfery. Cała kraina jest ogarnięta wojną pomiędzy Normanami a frankijskimi armiami i nikt nie bierze w niej jeńców, jak zresztą pokazują nam liczne stosy ciał, wisielce i spalone wioski, na które trafiamy na swojej drodze. Dodatkowo całą krainę toczy zaraza.

Nic więc dziwnego, że absolutnie każda postać, jaką spotykamy, nie ma zbytnio pozytywnego nastawienia do życia i innych osób. Nikt nie traktuje tu Eivora jak legendy, nie chwali go za wykonane zadania, ani nie żegna go uściskami z uśmiechem na ustach. Przez każdego, z kim rozmawiamy dłużej niż kilka sekund i dialogi osób postronnych, które możemy podsłuchać podczas eksploracji, przemawia desperacka chęć przeżycia i brak nadziei. Co prawda Zygfrydem kieruje pragnienie zemsty, a Toka jest jedyną pozytywną osobą w całej frankijskiej krainie, to jednak nie wpływa to zbytnio na odbiór dość ponurej całości.

Zdumiewająco skromny i posępny dodatek - recenzja Assassin's Creed: Valhalla - Oblężenie Paryża

Przez ponurość całego rozszerzenia momenty chwilowego piękna są bardzo odprężające.

ROZGRYWKA

Klimatyczną odmianę, jaką jest scenariusz, uznaję za pozytywny aspekt dodatku, jednak jeśli chodzi o samą rozgrywkę, to mam bardzo mieszane odczucia i jestem nim trochę rozczarowany.

Po pierwsze mapa – jest to chyba najmniejszy teren, jaki dostaliśmy do zabawy, od czasu wejścia serii w epokę Playstation 4 i Xbox One. Nie spodziewałem się czegoś ogromnego, ale nie dość, że Paryż jest niesamowicie mały, to i teren dookoła nie jest jakoś zbytnio wielki. Do tego stopnia, że spokojnie możemy po nim poruszać się na piechotę.

Po drugie przeciwnicy – nie mam tutaj takiego zróżnicowania co podstawce, ani tym bardziej w Gniewie Druidów, który właśnie pod tym względem zaskakiwał, że twórcom udało się do gry wprowadzić wtedy nowych i interesujących przeciwników. Frankijskie wojska to po prostu mocniejsze jednostki angielskie w nieco innych konfiguracjach uzbrojenia. I nic poza tym. Nie zrozumcie mnie źle, są twardzi jak skała i walki z większą ich ilością nawet bardzo wysokopoziomowej postaci będzie sprawiać kłopoty, jednak nie tego spodziewałem się po twórcach. Nawet jedna czy dwie całkowicie nowe jednostki załatwiłyby sprawę – danie w ręce ciężkozbrojnego halabardy zamiast topora to nie to samo.

Po trzecie długość – Oblężenie Paryża jest kryminalnie wręcz krótkie jeśli skupimy się tylko na misjach infiltracji (o nich za chwilę) i wątku głównym. Twórcy próbowali rozciągnąć trochę czas rozgrywki oddając w nasze ręce system rebeliantów, którym możemy pomagać w misjach. Jest on jednak zbyt rozciągnięty i wymaga sporej ilości grindu, aby cokolwiek nam dał. To, co nam pozostaje, to zabawa na cztery godziny z hakiem, na dodatek wykonując wszystkie dodatkowe cele w ważniejszych misjach.

Jest jednak pewien aspekt rozgrywki, który uratował dla mnie cały dodatek i mam nadzieję, że powróci on w następnych odsłonach. Są to wspomniane misje infiltracji, które fani serii mogą pamiętać jako misje czarnej skrzynki. Ostatni raz pojawiły się one w dziś już świetnym Assassin’s Creed: Unity. Dawały nam one za zadanie zabicie konkretnego celu, bądź celów, bez żadnych ograniczeń w ramach wykonania zlecenia. Dodatkowo otrzymywaliśmy kilka ścieżek, którymi mogliśmy podążyć, aby ułatwić sobie całą misję. W Oblężeniu Paryża te mini misje wewnątrz większej całości są również wplecione w historię całego dodatku i opowiadają nam co nieco o świecie przedstawionym. Jest to bardzo fajny zabieg i trzeba przyznać, że ogromnie ich we franczyzie brakowało.

Zdumiewająco skromny i posępny dodatek - recenzja Assassin's Creed: Valhalla - Oblężenie Paryża

Assasin’s Creed: Valhalla w dalszym ciągu zachwyca ilością detali.

PODSUMOWANIE

Niestety nie jestem w stanie wam polecić Assassin’s Creed: Valhalla – Oblężenie Paryża, a przynajmniej nie w momencie premiery. Jest to dodatek zbyt krótki i za mało zróżnicowany pod względem rozgrywki i bardzo cierpi na tym zarówno odświeżająco ponury i pesymistyczny scenariusz, wykreowany świat i jego atmosfera oraz świetnie zaprojektowane misje infiltracji. Podczas gdy Gniew Druidów również nie miał za dużo nowości, to jednak tam dało się odczuć kreatywność i konkretną wizję deweloperów z Ubisoft Montreal. Tutaj nie mogę odnieść wrażenia że, poza pięcioma zaledwie misjami, zabrakło im pomysłu na to, jak lepiej przedstawić nam wczesnośredniowieczny Paryż i jego mieszkańców. W porównaniu do Norwegii, Anglii czy nawet Nowej Fundlandii, Frankii brak jest po prostu głębszej duszy i czasu na jej poznanie.

Zamiast być dodatkiem z krwi i kości, jak Assassin’s Creed: Odyssey – Los Atlantydy czy nawet Wiedźmin 3: Serca z Kamienia, Assassin’s Creed: Valhalla – Oblężenie Paryża stwarza wrażenie bycia jedynie zestawem kilku dodatkowych misji.

czytaj też: QuakeCon 2021 – pełny harmonogram wydarzenia plus ciekawe plotki!

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina