AnimacjaOd redakcjiSerial

Zdumiewająco głębokie – recenzja Władcy Wszechświata: Objawienie Część Pierwsza

-

7 min czytania

Zakończenie opowieści o He-Manie, Szkieletorze i Eternii zaskakuje w wielu aspektach. Nie każdemu jednak przypadnie do gustu.

(Tekst zawiera ogólny opis fabuły pierwszego odcinka i początku drugiego bez wchodzenia w szczegóły.)

Są dwa ważne powody, dla których w tytule najnowszej animacji Netflixa brakuje imienia jednego z najsłynniejszych bohaterów popkultury. Jeden to chęć twórców do powrotu do oryginalnej nazwy linii zabawek, na której kultowy serial z lat 80 jest wzorowany. Drugi ukryty jest w fabule pierwszych pięciu odcinków finałowego sezonu, który zamyka historię Eternii, księcia Adama i jego przyjaciół oraz Szkieletora i jego popleczników. Ma on tak duże znaczenie, że od niego zależeć będzie czy ta produkcja przypadnie wam do gustu,

Zdumiewająco głęboki - recenzja Władcy Wszechświata: Objawienie Część Pierwsza

Ładunek nostalgii w pierwszym odcinku jest poza skalą. Fot by Netflix.

Starcie, na które czekaliśmy prawie 40 lat

Opowieść rozpoczyna się atakiem Szkieletora na Zamek Posępnego Czerepu. Czarnoksiężnik z czaszką zamiast głowy ma zamiar w końcu poznać tajemnice Miecza Mocy i zagarnąć je dla siebie. W międzyczasie Teela, wojowniczka i przyjaciółka księcia Adama, zostaje mianowana na Zbrojnego Rycerza Królestwa Eternii. Cała uroczystość nie trwa jednak długo.  Z Adamem kontaktuje się telepatycznie Czarodziejka, władczyni Zamku, prosząc go o pomoc. Nie mija chwila, kiedy Adam sprytnie wysyła wszystkich do walki przed sobą i zmienia się w He-Mana, wojownika zdolnego dzierżyć Miecz Mocy, broń gromadzącą i przekazującą właścicielowi energię z magii obecnej na całej planecie.

Po kilkunastu minutach pełnych nostalgii i nawiązań do wielu kultowych momentów z oryginału, które przysporzą fanów o szybsze bicie serca, trafiamy na przysłowiowego słonia w sklepie z porcelaną. Z końcem odcinka serial robi obrót o 180, aby przedstawić znanych nam bohaterów z kompletnie innej perspektywy.

Zdumiewająco głęboki - recenzja Władcy Wszechświata: Objawienie Część Pierwsza

Nowa drużyna, nowy rodzaj opowieści. I wiecie co, ja to kupuję. Fot by Netflix.

Nowe status quo

Drugi odcinek rozpoczyna się rok po wydarzeniach z poprzednika. Z powodu pewnych Eternię opuszcza magia i chyli się ona powoli ku upadkowi. W tym też momencie zaczynamy śledzić całą opowieść z perspektywy Teeli, która odeszła z Gwardii Królewskiej i teraz poszukuje na zlecenie ostatnich przedmiotów przesiąkniętych magią. Jedno z nich rzuca ją w podróż na ratunek całemu królestwu. Na swojej drodze spotka sojuszników, którzy wcześniej byli wrogami i odkryje w sobie niespodziewaną moc.

Muszę przyznać, że trochę spodziewałem się takiego obrotu sprawy po materiałach promocyjnych i wypowiedziach showrunnera produkcji, Kevina Smitha, ale i tak byłem zaskoczony rozwojem całej fabuły. I doskonale rozumiem, jeśli komuś taki scenariusz nie przypadnie do gustu. Przyznać to trzeba od razu – każdy z nas czekał na ten serial ze względu na He-Mana, Szkieletora i ich wieczne starcia w takiej formie, w jakiej pamiętamy. Dostajemy to jedynie w pierwszym odcinku. Potem skupia się on bardziej na samych postaciach, co absolutnie nie jest wadą. Wręcz przeciwnie, jest to jeden z największych pozytywów całej produkcji. Każda znana nam postać, która pojawia się dłużej niż w jednym odcinku, ma tu głębię, której dotychczas w nich nie widzieliśmy. Teela nie jest już ładną buźką w seksownym stroju, Evil-Lyn nie jest schematycznie zła, a Płoszek – zielony tygrys Adama, nie akceptuję nowego tłumaczenia z  angielskiego Cringer na Kiciuś – czy Orko nie są już tylko od bycia tymi zabawnymi. Orko szczególnie ma tu taki moment, że od razu można mu wybaczyć wcześniejsze porażki w każdym odcinku. To nie wszystko, nawet głupi dotychczas wojownicy Szkieletora mają tu swoje pięć minut – kto by przypuszczał, że Człowiek Bestia może mieć tak uroczy cel swoich działań albo że twórcom uda się tchnąć w postać bardzo poboczną, jaką był Roboto, tyle serca.

Jedyny problem jaki mam ze scenariuszem to nowa postać wprowadzona do opowieści. Jest nią Andra – jej żarty są za każdym razem nietrafione i nie pasują do tonu całej opowieści, a jej związek z Teelą nie jest ani ważny, ani nic do historii nie wnosi. Nie wiem jaki jest cel twórców z wprowadzeniem tej postaci, może będzie ona miała większe znaczenie w drugiej połowie sezonu, ale jak na razie mogłoby jej nie być i nie miałoby to żadnego wpływu ani na pozostałe postaci ani na samą fabułę.

Zdumiewająco głęboki - recenzja Władcy Wszechświata: Objawienie Część Pierwsza

Jedyne, czego mi tak naprawdę pod koniec Części Pierwszej brakowało, to bardzo suche odzywki Szkieletora. No cóż, nie można mieć wszystkiego. Fot by Netflix.

Produkcja warta obejrzenia, niestety jest tylko dla fanów

Jestem pozytywnie zaskoczony nie tylko samą produkcją, ale i faktem, że skupienie się twórców na Teeli i nadanie wszystkim głównym bohaterom głębi nie przeszkodziło Władcom Wszechświata być też klasycznym He-Manem. Okej, nie jest to poziom Szekspira, ale, w porównaniu do klasycznego serialu, Władcy Wszechświata: Objawienie pokazuje, że to uniwersum ma potencjał na opowiadanie dojrzalszych i bardziej rozbudowanych historii niż “Jak w tym odcinku Szkieletor będzie próbował wygrać?”. Bardzo ubolewam nad tym, że jest to zakończenie, na które niektórzy czekali prawie 40 lat, a nie początek czegoś nowego.

Niestety nie mogę polecić wam tej produkcji, jeśli nie znacie oryginalnej animacji albo zabawek. Cała produkcja nie powstała zresztą dla was. Od samego początku twórcy serialu, z Kevinem Smithem na czele, wspominali, że tworzą ten serial dla fanów. Oglądając bez wiedzy o tym, kto jest kim itp., nie będzie was obchodzić los postaci ani to co się może wydarzyć. Nie zrozumiecie, co jest tak fajnego w nagłej mądrości Płoszka, a wspomniana scena z Orkiem nie będzie miała dla was takiego znaczenia.

Tym jednak z was, którzy kiedykolwiek He-Mana i Władców Wszechświata widzieli i miał on, bądź ma, jakiekolwiek dla was znaczenie, powiem jedno – nie sugerujcie się niektórymi opiniami w Internecie od osób, które ubolewają, że He-Mana nie ma w każdym ujęciu. Decyzja podjęta przez twórców względem kierunku, jaki obiera fabuła, jest bardzo odważna i jestem pewny, że spodziewają się oni burzy, jaka zapanuje przez kilka najbliższych dni na YouTube czy Reddicie. Podejdźcie do serialu z otwartą głową. Władcy Wszechświata: Objawienie to produkcja zrobiona z miłością do oryginału, którą dodatkowo starano się zrobić dla osób starszych i dojrzalszych. Zadajcie sobie to pytanie – czy naprawdę chcielibyście oglądać tamtego księcia Adama i spółkę przeniesioną jeden do jeden? No dobra, suchych tekstów Szkieletora naprawdę może brakować, ale ja fakt, że He-Man troszkę dojrzał i stał się czymś więcej, niż potyczką tygodnia, witam z otwartymi ramionami. I nie mogę się doczekać drugiej połowy, za takie cliffhangery powinno się iść do więzienia.

czytaj też: Oto zwycięzcy iPhone Photography Awards 2021

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Animacja