KomiksySerial

Zdumiewająco dobry Superfamilyman od CW – recenzja pierwszego odcinka Superman i Lois

-

7 min czytania

Czy serial o Supermanie i jego rodzinie ma szansę działać? Okazuje się, że tak. Superman i Lois to zaskakująco dobra i wierna komiksowemu oryginałowi produkcja. 

W porównaniu do adaptacji animowanych, które wyprzedzają o lata świetlne wytwórnię Marvel, ekranizacje aktorskie postaci z DC Comics nie mają się za dobrze. Z filmów, pomimo względnie udanych Aquaman i Shazam!, jedynie The Joker wybił się ponad przeciętność. Niestety sekwencja z Batmanem, spuszczającym srogi łomot przestępcom w magazynie portowym, nie klasyfikuje się jako cały film. W niedalekiej przyszłości dostaniemy The Suicide Squad, o poziom którego, na szczęście, można być spokojnym. James Gunn swoimi Strażnikami Galaktyki udowodnił, że potrafi zrobić film o grupie super-łobuzów. Nie zmienia to jednak faktu, że filmowe uniwersum DC wydaje się być tworzone bez jakiegokolwiek planu działania i jak na razie nic nie zapowiada zmiany.

Seriale od stacji CW to kompletnie inna para kaloszy. Można je albo lubić, albo szczerze nienawidzić. Obejrzałem prawie całe Arrow, Flash i Legends of Tomorrow i przyznam, że dawno nie widziałem ani tak dobrych materiałów filmowych z tego uniwersum, głównie chodzi tu o specjalne wydarzenia, tzw. crossovery, jak i najgorsze gówno scenariuszowe, od którego więdną uszy praktycznie co minutę. Ok, przyznam pierwszy sezon Arrow był rewelacyjny, podobnie Flash. Podobnie w Legends of Tomorrow zdarzały się przecudne perełki – odcinek z George’m Lucasem, pluszakiem Deebo czy jakakolwiek scena z Wenthworthem Millerem i Dominiciem Purcellem, których postaci, pomimo supermocy, są idealnymi parodiami ich bohaterów z Prison Break. Ten drugi, w szczególności, kradnie cały serial swoim małym rozumkiem mięśniaka. Ale to, co dzieje się w Supergirl, albo Batwoman woła o pomstę do nieba w prawie każdym odcinku.

Jest jednak, w obydwu spektrach aktorskiego DC Comics, postać, która od 2013 roku jest kryminalnie pominięta jeśli chodzi o swoje własne produkcje. Mowa oczywiście o Ostatnim Synu Kryptona, Supermanie. Tak, miał swoje kilkanaście minut w Batman v Superman, Justice League i serialach CW. Nigdy jednak, od czasu, rewelacyjnego swoją drogą, Man of Steel, nie dostał własnej, pełnoprawnej produkcji. Najwidoczniej nikt nie miał pomysłu jak poprowadzić fabułę takiej opowieści. Superman ma to do siebie, że jego pojedynki stają się dopiero interesujące, jak mierzy się z kimś na swoim poziomie – na Ziemi jest to jedynie Lex Luthor. Inne siły zazwyczaj pochodzą z kosmosu, są istotami o niemal boskiej sile i takie wątki wymagałyby ogromnego budżetu i nakładu pracy. Z drugiej strony można stworzyć też historie znacznie bardziej przyziemne i ludzkie, wystarczy mieć tylko pomysł i rozumieć postać.

Kiedy CW ogłosiło, że mają zamiar stworzyć serial o Supermanie, na dodatek przez pryzmat jego małżeństwa z Lois Lane, to fani mieli tylko jedno przed oczami – połączenie typowej telenoweli a’la Flash ze starym serialem Lois i Clark – czyli dużo maślanych oczu, romantycznych dialogów i więcej Lois, niż skauta z kosmosu. Pierwszy trailer nie pomógł rozwiać wątpliwości.

Na pierwszy rzut wygląda to na typowy serial o problematycznej rodzinie. I taki, w gruncie rzeczy, jest i taki był zamiar twórców. Ale, ku zdziwieniu nawet najzagorzalszych fanów, to działa. I w ogóle nie przypomina dotychczasowych produkcji CW. Ale zacznijmy od początku.

Kal-El, superbohater i głowa rodziny

Na papierze cała historia prezentuje się bardzo sztampowo – Clark Kent, wraz z żoną Lois i dwójką bliźniaków, wraca do Smallville. Podczas gdy dalej możemy zobaczyć Supermana jako bohatera ratującego wszystkich na lewo i prawo, to serial jednak bardziej skupia się na aspekcie rodzinnym naszego bohatera. Jego dwaj synowie, oczywiście całkowicie od siebie różni – jeden to popularny sportowiec, drugi to mruczek z fobią społeczną – nic nie wiedzą o sekretnej tożsamości ojca i sami powoli zaczynają odkrywać swoje moce. Bardzo wpływa to na kontakty pomiędzy członkami rodziny, zwłaszcza między zakompleksionym synem i Clarkiem. Nasz bohater, jako głowa rodziny, nie wie jak postępować z młodzikami i ewidentne jest, że sposób, w jaki wychowali go jego przybrani rodzice, nie zda, w wypadku młodych Kentów, egzaminu.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o fabułę pilota. Dodatkowo mamy jasno zarysowanego przeciwnika dla Supermana (fani zgadną jego tożsamość od razu) i dziennikarski problem dla Lois Kent do rozwiązania. Niby nic specjalnego i cholernie to przewidywalne, ale oglądało mi się to z ogromną przyjemnością.

Może sprawiło to postawienie Kal-Ela w nowej sytuacji, z nowymi problemami gdzie bycie superbohaterem nie jest najważniejsze. A może to fakt, że cały serial, nie dość, że nie wygląda jakby w powstał w stacji CW, to na dodatek jest napisany z szacunkiem do materiału źródłowego. Nieważne, czy oglądamy ratowanie potrzebujących czy Clarka będącego ojcem. Przy każdej minucie można odnieść wrażenie, że cała historia jest przeniesiona wprost z kart komiksu. Bez trudu mogłaby się pojawić w jednej z serii Elseworlds, czyli odrębnych opowieści niezwiązanych z głównym światem multiwersum DC (w skrócie – jest wiele Ziem, a każda z nich ma swoją wersję Supermana, Batmana etc).

Wszystko to, co robi Clark, jak mówi i się zachowuje, krzyczy wręcz najsłynniejszym bohaterem z kart komiksów. Podobnie Lois czy jej ojciec, generał Lane, który w tej wersji wie, kim jest jego zięć. Jest to bardzo odświeżające po skonfliktowanym Supermanie Snydera czy z DC Rebirth. Kal-El to tutaj prosty, lekko naiwny chłopak z Kansas, który dalej nie wie wszystkiego na temat życia. To dokładnie ten Clark, który za każdym razem doprowadza swoim dobrym sercem Batmana do szewskiej pasji i mrukliwego zachowania. Pasjonaci uniwersum wiedzą o co chodzi.

Przewidywalne, ale ciekawe

Każdy, kto kiedykolwiek widział lub czytał podobne historie, doskonale zgadnie większość fabuły. Nawet plot twist. Dla niektórych może to być ogromna wada. Z drugiej strony fakt, że mowa tu o Człowieku ze Stali, sprawia, że cały wątek konfliktu dojrzewających młodzików z ojcem i ich tożsamością może być ciekawy i fajnie poprowadzony. Biorąc pod uwagę naprawdę dobry poziom aktorstwa, wierność pierwowzorowi i naprawdę solidny warsztat techniczny, widzę tu sukces i produkcję, na którą Supcio zasługuje. Tu naprawdę czuć klasyczną atmosferę opowieści o Supermanie, prostą z wierzchu, ale złożoną w środku. Oby nie stało się to samo, co z Flash-em. Ten serial już od dawna jest jedną wielką telenowelą.

Ostatni Syn Kryptona naprawdę potrzebował takiej produkcji.

Pierwszy odcinek dostępny jest na platformie HBO GO, każdy kolejny pojawiać się będzie co tydzień. Do serialu wrócimy z recenzją na półmetku.

Zdumiewająco dobry Superfamilyman od CW - recenzja pierwszego odcinka Superman i Lois

Synowie Supermana – jeden popularny, drugi z fobią społeczną. Chyba oczywiste jest, jak wszystko się potoczy. Fot by CW

czytaj też: Stawiasz na Godzille czy Konga? Stworzenia zostały dodane do kursów bukmacherskich

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Komiksy