GaleriaGaming

Z głową w chmurach… imponująca technologia Microsoft Flight Simulator (galeria, część pierwsza)

-

2 min czytania

Od kilku dni gram… A właściwie staram się grać w Microsoft Flight Simulator 2020. Nie zrozum mnie źle, najnowsza wersja, wychodzącego od 1982 roku, symulatora lotnictwa to niesamowity tytuł. Gram, z większym lub mniejszym skutkiem, w tego typu gry od czasu ”X-wing Alliance” (1999) i najnowsza produkcja Microsoftu sprawiła, że odkurzyłem swoje HOTAS – Hands on throttle and stick – joystick i przepustnica, najczęściej z wystarczająco ilością przycisków aby dotykanie klawiatury nie było wymagane. Przywróciła także złe wspomnienia. Gry tego typu mają to do siebie, że w dniu premiery są pełne błędów, są źle zoptymalizowane itp. Takiej ilości wyjść do pulpitu nie miałem od bardzo dawna. W każdej innej grze byłoby to nie do przyjęcia. Tutaj, biorąc pod uwagę rozmach i złożoność produkcji, trzeba na to przymknąć oko.

MFS2020 to prawdziwy otwarty świat i, technologicznie gra z przyszłości. Można nawet powiedzieć, że to nowy Crysis czyli benchmark, na którym będzie się testować komputery. Asobo Studio oddało nam bowiem do dyspozycji Ziemię w skali 1:1. Wybieramy sobie punkt – dowolne lotnisko albo start w powietrzy – i lecimy. W czasie rzeczywistym. Gra wykorzystuje technologię chmury, Azure – przez połączenie z serwerami i mapami Bing, dostajemy niesamowicie dokładne mapowanie terenu, pogodę i czas. Możemy zauważyć zwierzęta czy pojazdy na drodze, na prąd wody wpływa wiatr. Trawa ma pojedyncze źdźbła trawy, a drzewa mają pojedyncze liście, co tworzy iluzję spójnego świata. Świat gry wypełniony jest ponad 2 milionami miast, 2 bilionami drzew i do dyspozycji mamy 37,000 lotnisk, z czego największe i najbardziej znane są pieczołowicie odwzorowane. Algorytm, który odpowiada za to wszystko, to coś niesamowitego. 

Zdjęcia, które zrobiłem, mówią same za siebie. Z racji chwiejnej stabilności gram na miksie ustawień wysokich i średnich, a gra i tak wygląda imponująco. Nie wszystkie miejsca są odwzorowane 1:1 – budynki różnią się teksturami, ale rozmiar i układ zgadza się z tym co znajdziemy na mapach. Koło własnego domu mogłem nawet zauważyć ścieżki, którymi zdarza mi się chodzić. Ukształtowanie terenu, chmury i oświetlenie to natomiast bajka.

 

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Galeria