FilmOd redakcji

Wszystkie drogi prowadzą na Arrakis – 10 filmów hard sci-fi, które warto obejrzeć przed Diuną

-

9 min czytania

Hard science fiction – podgatunek fantastyki naukowej cechujący się naciskiem na naukę, technologię i, w wielu przypadkach, poruszający tematy natury filozoficznej i egzystencjalnej. Przez wielu pasjonatów jest także nazywane „thinking man’s sci-fi”.

Moim zdaniem, jest to deprymujące dla pozostałych odnóg tego gatunku. W porównaniu do np. Star Wars czy Kronik Riddicka, które koncentrują się na przygodzie i akcji, opowieści te cechują się powolnym tempem, nastawieniem na dialogi czy rozterki bohaterów. Opisy technologii są obszerne, dokładne i w zgodzie z, ówczesnymi dla autorów, stanami wiedzy, głównie z zakresu fizyki czy biologii. Sprawia to, że hipotezy, snute przez autorów, mogą być prawdziwe i mogą istnieć w naszym Wszechświecie, a nawet być podejmowane w dyskusjach akademickich. Zdarza się również, jak to było w przypadku praw robotyki Isaaca Asimova, że mają bezpośredni wpływ na naukę i trafiają do podręczników.

W tym roku premierę ma jeden z najważniejszych filmów dla tego gatunku – Diuna w reżyserii Denisa Villeneuve’a i na podstawie książki Franka Herberta. Jest to pierwszy film hard sci-fi o takiej skali i takim budżecie. Można się kłócić, że takie było też Arrival (również Villeneuve’a), jednak tam budżet był znacznie mniejszy a sam film był ogromnym ryzykiem dla Paramountu.

O samej Diunie piszę w innym artykule, tutaj chciałbym wam przedstawić 10, moim zdaniem, najlepszych filmów które warto znać, a wręcz powinno, jeśli w jakikolwiek sposób ktoś interesuje się sci-fi. Enjoy.

s

W stronę Słońca (2007)

W stronę Słońca (reż. Danny Boyle, scen. Alex Garland)

Jeden z najbardziej niedocenionych filmów na liście. Historia podróży statku Icarus II w celu ponownego rozpalenia naszego umierającego Słońca. Garland inspirował się przy pisaniu scenariusza artykułem naukowym o ”cieplnej śmierci wszechświata”, tzw. Big Freeze/Chill i wpływie, jaki miałaby nasza gasnąca gwiazda na Ziemię. Tak, rozwiązanie problemu gasnącej gwiazdy jest niezgodne z nauką. Tak, space walk wygląda troszkę inaczej i nie słychać by było dźwięku statku, jednak nie ujmuje to w żadnym stopniu kontekstowi całej historii – „boskość” Słońca, fanatyzm czy konieczna arogancja świata nauki w obliczu zagłady Ziemi to niektóre z tematów, które film porusza. Zdecydowanie najłatwiejszy w odbiorze film na liście.

s

Kontakt (1997)

Kontakt (reż. Robert Zemeckis, scen. James Hart i Michael Goldenberg)

Film powstał na podstawie książki jednego z największych umysłów astrofizyki, Carla Sagana. SETI odbiera sygnał z Wegi, najjaśniejszej gwiazdy gwiazdozbioru Lutni. Transmisja zawiera przemówienie Adolfa Hitlera z igrzysk olimpijskich w Berlinie (był to pierwszy na tyle silny sygnał aby mógł wydostać się w przestrzeń kosmiczną) i nie tylko. Dr. Ellie Arroway – w tej roli Jodie Foster – odkrywa w przekazie schemat budowy ”statku kosmicznego” (cudzysłów celowo) dla jednej osoby. Film, w którym dużo się gada (punkt kulminacyjny to malutki ułamek całego filmu) ale za to jak! Nauka kontra religia – spór stary jak świat, który zabierzemy ze sobą w gwiazdy – to motto tej produkcji.

s

Gattaca (1997)

Gattaca (reż. i scen. Andrew Nicoll)

Krytyka klonowania i ingerencji w ludzkie DNA. W dystopijnym świecie, gdzie można zaprogramować genom swojego dziecka (naturalne zapłodnienia to rzadkość) i gdzie każdy ma swoje miejsce w oparciu o budowę łańcucha DNA, obserwujemy naszego bohatera (Ethan Hawke) z nizin społecznych. Spłodzony na tylnym siedzeniu samochodu i z wykrytą wadą serca nie ma szans na świetlaną przyszłość. Marzy jednak o zostaniu astronautą i, w pewnym momencie, dostaje szansę życia. Wiem jak to brzmi ale to, bez dwóch zdań, jeden z najlepszych filmów na liście!

s

Marsjanin (2015)

Marsjanin (reż. Ridley Scott, scen. Drew Goddard)

Na podstawie książki Andy’ego Weira. Jedyne miejsce na liście, gdzie musiałem wybierać – Marsjanin albo Interstellar. Nie zrozumcie mnie źle, film Nolana jest cholernie dobry, jednak zbyt mocno stara się być ”2001 Space Odyssey” XXI wieku. Dlatego padło na Matta Damona na Marsie.

Załoga pierwszej marsjańskiej bazy musi przerwać misję i ewakuować się z powodu burzy piaskowej. Jeden z nich, dziełem przypadku, zostaje sam na planecie. Podążamy dwoma torami – na Ziemi NASA i naukowcy pracują nad misją ratunkową a na Marsie widzimy, jak Mark Watney próbuje przeżyć do czasy przybycia kolejnego statku. Prawdziwa nauka, realne problemy, z którymi mogą się zmagać pionierzy na Czerwonej Planecie czy praktyczne i realistyczne rozwiązania tychże. A wszystko okraszone minimalistycznym designem, którego od dawna brakowało w filmach Ridleya Scotta. Czego chcieć więcej?

s

Nowy początek (2016)

Nowy początek (reż. Denis Villeneuve, scen. Eric Heisserer)

Na podstawie opowiadania Teda Chianga. Rzadko kiedy film gatunkowy, a zwłaszcza sci-fi, jest jednocześnie doceniony przez krytyków, widzów i środowisko naukowe. ”Nowy początek” to właśnie tego typu produkcja.

Historia kontaktu naszej cywilizacji z pozaziemską. Nie oglądamy jednak kolejnego Dnia Niepodległości, a coś bardziej zbliżonego do ”Bliskich Spotkań Trzeciego Stopnia”. Lingwiści wiodą tu prym, a rozmowy z przybyszami opierają się na wzajemnym zrozumieniu. Film bardzo spokojny, w odcieniach szarości, jednak pełen pozytywnego przesłania. Inteligentny blockbuster to rzadkość.

s

Wynalazek (2004)

Wynalazek (reż i scen. Steve Carruth)

Jedna z najlepszych łamigłówek w historii kina, zrealizowana za 7 tysięcy dolarów. Film który, nawet po kilku seansach, sprawia, że mój mózg chce uciec i się schować. Po ekspercku napisany scenariusz wymaga cierpliwości i inteligencji, tech talk jest tu na takim poziomie, że bez wujka Google nie da rady. Zdradzę tylko tyle – dwóch przyjaciół przypadkowo buduje wehikuł czasu. Multum naukowej gadki, ryzyko i skutki podróży w czasie, a wszystko podane jak najtrudniejsze równanie jakie widzieliście w życiu. Lynch, jeśli chodzi o mindfuck, może się schować. UWAGA – naprawdę wymaga kilku podejść!

s

Ex Machina (2014)

Ex Machina (reż. i scen. Alex Garland)

Kolejne dzieło Garlanda na liście (jest autorem także Niebiańskiej Plaży i 28 dni później i reżyserem Judge Dredd i Anihilacji). Młody chłopak zostaje zatrudniony przez wynalazcę do przeprowadzenia testu Turinga – def. sposób określania zdolności maszyny do posługiwania się językiem naturalnym i pośrednio mającym dowodzić opanowania przez nią umiejętności myślenia w sposób podobny do ludzkiego – na sztucznej inteligencji o twarzy niewinnej dziewczyny. Świetne kreacje aktorskie, lekko psychodeliczne wizuale (znak rozpoznawczy Garlanda, czy to w formie pisanej czy wizualnej) i mocny, aktualny temat. Najbardziej przerażający film na liście, a wcale nie jest horrorem.

Solaris

Solaris (1972)

Solaris (reż. i scen. Andriej Tarkowski)

Rosyjska odpowiedź na 2001 i adaptacja powieści Stanisława Lema. Wersja amerykańska z George’m Clooneyem jest dobra jednak, przez kunszt reżyserski Tarkowskiego, film z 1972 roku to dzieło gatunkowo wręcz idealne. Ten ekstremalnie powolny i oniryczny film hipnotyzuje obrazem, długimi ujęciami, scenografią i oszczędnością w dialogach. Przez pryzmat historii o stacji orbitującej dookoła planety Solaris, Tarkowski snuje filozoficzny traktat o ludzkich marzeniach, żądzach i lękach. Bardzo wysoki próg wejścia ale, jak już się dacie mu porwać, absolutnie magiczny.

Moon

Moon (2009)

Moon (reż. i scen. Duncan Jones)

Jeśli miałbym laikowi polecić jakiś film na początek, to zdecydowanie byłby to Księżyc. Ma on wszystko co w hard sci-fi najlepsze i jest podręcznikowym przykładem gatunku. Film jednego aktora (fenomenalny Sam Rockwell!) i głosu (ledwo rozpoznawalny Kevin Spacey) opowiada o, mającej podłoże w nauce, bazie kopalnianej na księżycu. Jedynym operatorem jest Sam, którego 3-letni kontrakt dobiega właśnie końca. Jak niedługo się dowie, nic nie jest takim jakie się wydaje. W mojej opinii najlepszy współczesny film tego typu i rewelacyjny debiut reżyserski Duncana Jones. Nic dziwnego, w końcu to syn Davida Bowie, Człowieka który spadł na Ziemię.

s

2001 Odyseja Kosmiczna (1968)

2001 Odyseja Kosmiczna (reż. Stanley Kubrick, scen. Stanley Kubrick i Arthur C. Clarke)

Odyseja Kosmiczna to film, który ciężko opisać w kilku zdaniach. Historia ludzkości na przestrzeni dziejów – poznajemy nasz początek, środek i ewentualny koniec – jest niezmiernie bogata w niuanse, symbolizm i możliwości interpretacji. Kubrick, znany ze swojego umiłowania do doskonałości, sprawił że jest to dzieło ponadczasowe, które prawie w ogóle się nie zestarzało – efekty dalej imponują! Na temat tego arcydzieła będziecie jeszcze mogli u nas przeczytać, więc zostawię was z tym – jest to jeden z najważniejszych filmów w historii kina, zmuszający nas do refleksji na wielu płaszczyznach (o ludzkiej naturze, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy, jakie jest nasze miejsce w tym wszystkim). Jak zapytacie każdego fana hard sci-fi o ten gatunek, pierwsze co do głowy przyjdzie to właśnie 2001. Grzech śmiertelny nie znać.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Film