LifestylePodróże

Jak wygląda praca we francuskiej winnicy i jak ją zdobyć?

-

8 min czytania

Sezon na winobrania oficjalnie został rozpoczęty. Tysiące vendangeurów rusza co rano na pole niezależnie od pogody zbierać winogrona, abyśmy my mogli potem popijać pyszne, francuskie wino. Jak wygląda ich dzień i jak załapać się do takiej pracy? Wyjaśniamy!

Vendange to francuskie słowo, które oznacza “zbiory winogron”, z kolei vendangeur to osoba, która je zbiera. Zbiory we Francji to trochę takie narodowe święto. Bo niemalże równocześnie zbierają wszystkie regiony winiarskie, od Szampanii, przez Bordeaux, aż po Korsykę. To wyjątkowy czas, w którym na ulicach miasteczek oraz wiosek nieustannie przejeżdżają busy wypełnione pracownikami, a także przyczepy po brzegi załadowane dorodnymi kiściami winogron. Jeśli ktoś lubi spacerować po lasach, czasem może przypadkiem natknąć się na mieszkających w nich vendangeurów, którym nie zostało zapewnione zakwaterowanie. W takim wypadku zwykle kończy się właśnie w lesie. Bardziej lub mniej legalnie. Najczęściej jednak zakwaterowanie w formie pola namiotowego lub pokoi pracowniczych nieopodal winnicy jest zagwarantowane. Tak samo, jak i jedzenie. I wcale nie jest to marny posiłek pracowniczy. Bo mało gdzie tak się najadałam, jak w mojej ulubionej winnicy w Vougeot.

Sama praca, nie ma co ukrywać, zwykle lekka nie jest. Pierwsze kilka dni po prostu boli. Bolą kolana, bolą plecy, bolą ramiona. A potem człowiek się już przyzwyczaja. Co więc sprawia, że mimo iż praca nie należy do najlżejszych i że czasem mieszka się w lesie bez sanitariatów, ludzie rok w rok wracają do Francji pracować przy zbiorach? Jak w ogóle znaleźć pracę na winobraniu? Postaram się przybliżyć nieco temat na podstawie własnego, pięcioletniego doświadczenia. Nie zawsze kolorowego.

Travail, travail! – czyli najgorsze winobranie, na które możesz, ale nie chcesz trafić

Na swoje pierwsze winobranie wybrałam się w 2016 roku. Kontakt dostałam od znajomego, który był w tym miejscu parę lat wcześniej i bardzo sobie chwalił. Po wymianie kilku maili z właścicielką winnicy udało się dostać pracę dla mnie i trójki znajomych. Na miejsce dotarliśmy autostopem. Już od początku miejsce te nie wzbudziło mojej sympatii. Właścicielka okazała się niezbyt miła i na start kazała nam się rozbić 10 minut spacerkiem od winnicy na kawałku pola. Tak też zrobiliśmy. Zbiórka była o 6:30, więc kiedy wstawaliśmy, było jeszcze dosyć zimno, ponieważ pracowaliśmy nieopodal Alp. Nikt z nas nie spodziewał się, że praca będzie łatwa. I choć samo zbieranie winogron okazało się wcale tak straszne, jak myśleliśmy, to gorzej było już z atmosferą na polu.

Właściciele biegali za nami i krzyczeli “travail, travail”, co oznacza po prostu “pracuj, pracuj”. Więc pracowaliśmy. Zarówno podczas kilkugodzinnych ulew, jak i podczas upałów, kiedy to byliśmy karceni za jakąkolwiek próbę napicia się wody w trakcie pracy, a nie przerwy. W środku dnia zjeżdżaliśmy z pola na godzinę, która była czasem na przygotowanie i zjedzenie obiadu. W jednej polowej kuchni, na około 40 osób. Pracę kończyliśmy często dopiero po 18, a po niej czekała na nas jeszcze kolejka do prysznica, który był zwykłym natryskiem w betonowym, zgrzybiałym domku, a ciepła woda kończyła się po kąpieli trzech osób.

Z uwagi na to, że było to moje pierwsze winobranie, myślałam sobie, że tak to po prostu wygląda i że jakoś damy radę. Dopiero po 10 dniach, kiedy byłam już kompletnie wykończona, podjęłam decyzję o powrocie do Polski. Obiecałam też sobie wtedy, że już nigdy nie pojadę do tego typu pracy. Nie wytrwałam jednak w tym postanowieniu zbyt długo.

Jako przykrą ciekawostkę zostawiam LINK do artykułu o drugiej winnicy należącej do tych samych ludzi u których pracowałam. Na kolejnym winobraniu, które odbywało się w 2017 roku, na ich polu zmarł Polak, któremu odmawiano wody podczas upału. Jak widać, można więc trafić na bardzo złe warunki i ludzi.

Winobranie podejście numer dwa

Jakimś cudem dałam się namówić na kolejny winobraniowy wyjazd zaledwie rok po tym, jak obiecałam sobie, że już nigdy więcej tego nie zrobię. Mieliśmy jechać ekipą około 20 osób. Wahałam się do ostatniej chwili, ale ostatecznie stwierdziłam, że dam Francji jeszcze jedną szansę. I było warto. Byłam zszokowana tym, jak bardzo warunki pracy i mieszkaniowe różniły się od tego, z czym spotkałam się poprzednim razem. Nasz nowy, tymczasowy dom znajdował się tuż za murem winnicy. To właśnie tam od rozpoczęcia, do samego końca pobytu paliło się ognisko, które nigdy nie gasło.

Może cię zainteresować: Wenecja zacznie pobierać opłaty od jednodniowych wycieczkowiczów

Nasz dzień rozpoczynał się około 7:30 rano. Po szybkiej porannej toalecie zbieraliśmy się na parkingu, skąd o 8 odjeżdżaliśmy na pola. Czas, który mijał do pierwszej przerwy, był dosyć elastyczny, ale zwykle do 10 byliśmy już po śniadaniu, na które składała się (a jakżeby inaczej) bagietka, ser i szynka, oraz kawa lub herbata do wyboru. Później pracowaliśmy dalej w akompaniamencie muzyki lecącej z głośników vendangeurów. Można było również słuchać własnej muzyki, czy też podcastów na słuchawkach. Bywało to jednak problematyczne z uwagi na możliwość nieusłyszenia, że tuż obok nas jest porter, który prosi o nasze pełne winogron wiadro.

winnica

Jedno z pól należących do winnicy w Vougeot

Kim jest porter? To osoba, która podchodzi do ludzi zbierających winogrona, zabiera je od nich i transportuje do przyczepy, która kiedy już się zapełni, pojedzie do winnicy. Sposobów na przenoszenie jest wiele. Najczęściej porterzy noszą w formie plecaka wielkie, plastikowe kubły. Udają się z nimi do przyczep i przechylając się, pozbywają się ich zawartości. To, czy łatwiejsza jest praca jako porter, czy vendangeur ciężko rozstrzygnąć. Bo co człowiek, to opinia. Jest ona natomiast zwykle odrobinę lepiej płatna (kwestia dosłownie kilkunastu, lub kilkudziesięciu eurocentów na godzinę).

Dalszy dzień pracy vendangeura

Około 12:30 zjeżdżaliśmy do winnicy na obiad. I jak już wspomniałam wyżej – mało gdzie się tak najadałam jak w Vougeot. Obiad jedliśmy wszyscy razem – Polacy, Francuzi, Hiszpanie i Włosi – przy wielkim stole. Na każdy z obiadów składała się przystawka, danie główne, deser i wino. Dużo wina. Bo dla Francuzów to żaden problem, żeby pracować po alkoholu, o ile ścina się dobrze. Choć po takiej uczcie wrócić do pracy łatwo nie było, to po chwili przerwy na ułożenie się jedzenia w brzuchach, wracaliśmy na pole. Tam ścinaliśmy winogrona jeszcze przez około 3 godziny, z małą przerwą, po czym wracaliśmy na kemping. Co ciekawe, czasem podczas naszej pracy na polach pojawiali się Azjaci. Płacą oni niemałe pieniądze za to, żeby zobaczyć i sfotografować to, jak wyglądają zbiory.

Aby opisać wszystkie rzeczy dziejące się na takich winobraniach z prawdziwego zdarzenia, musiałabym prawdopodobnie napisać książkę. Nie sposób opisać tego, jaka jest tam atmosfera i jak to jest, że schylanie się przez kilka godzin z sekatorem w ręce może stać się całkiem niezłą rozrywką. I tak wygląda to na sporej ilości winnic. Trzeba mieć naprawdę niezłego pecha, żeby trafić za pierwszym razem w miejsce tak słabe, jak trafiło się mi. Wszystko zależy oczywiście od właścicieli, osób zarządzających i tych, z którymi mamy okazję pracować. Wraz ze znajomymi byliśmy w winnicy w Vougeot jeszcze jeden raz, a później testowaliśmy inne w myśl zasady, że “nowe może być czasem lepsze”. Lepszego miejsca nie znaleźliśmy, ale złe też nie były.

kemping obok cmentarza

Na jednym z winobrań na którym byłam, kemping znajdował się tuż obok… cmentarza.

Jak znaleźć pracę na winobraniu?

Pierwszą i najważniejszą zasadą szukania pracy na winobraniu, jest to, aby pod żadnym pozorem nie brać pod uwagę wyjazdów z agencją pracy. Bo ich oferta nigdy nie jest korzystna, nawet jeśli taka się wydaje. Istnieje też duże ryzyko, że trafimy do miejsca, które jest nastawione na wyzysk, a nie dobrą atmosferę i prawdziwy klimat francuskiego winobrania.

Gdzie więc szukać? Najlepszym wyborem będzie strona Pôle Emploi, na której znajdziesz mnóstwo ofert pracy w winnicach. Za jej pośrednictwem można skontaktować się z pracodawcami, co znacznie ułatwia znalezienie pracy. Innym sposobem jest wyszukiwanie winnic na Google Maps, spisywanie kontaktów i pisanie maili po francusku z zapytaniem o pracę. Trzeba być przy tym cierpliwym, ale w końcu zawsze się udaje.

Vendange to doskonały sposób na szybki zastrzyk gotówki, której często się w wakacje mniej lub bardziej celowo pozbywamy. A jeśli jesteś fanką lub fanem wina, to nawet nie masz co się zastanawiać – pakuj plecak i w drogę!

Czytaj też: Gdzie pojechać zanim rozpocznie się 4 fala?

Małgorzata Chuchel
Memy to jej pasja, a jej życie pisze najlepsze pasty. W wolnym czasie jeździ autostopem, jest dj’ką w duecie Typiary Niepokorne i tworzy na Spotify playlisty, których nikt nie słucha. Nadal poszukuje zarówno stylu pisania, jak i życia.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Lifestyle