GamingNewsOpinia

Więcej niż 250 gigabajtów na dysku to już przegięcie!

-

4 min czytania

Że ile, Activision? To już naprawdę jest absurd nad absurdy.

Pamiętam czasy gdy gry zajmowały po kilka megabajtów i mieściły się na dyskietkach, takich plastikowych nośnikach. Pamiętam też jak Infinity Ward, studio odpowiedzialne za główne tytuły spod znaku Call of Duty, obiecywało ostatnio, że wypuści łatkę redukującą rozmiar ich ostatniego behemota, czyli ”Call of Duty: Modern Warfare” z 2019 roku. Ale zacznijmy od początku.

W dzisiejszych czasach rozmiar największych gier zamyka się w granicach od 70GB do 150GB. Mowa oczywiście o wersjach na pecety, wersje konsolowe zajmują zazwyczaj troszkę mniej. Poza Quantum Break, gdzie najwięcej zajmowały nudne sekwencje live action w rozdzielczości 4K, tytuły z górnej granicy to m.in. Red Dead Redemption 2 i Final Fantasy XV. Czyli produkcje z ogromnymi światami pełnymi detali i różnej zawartości. W takich wypadkach jest to wytłumaczalne – tekstury dobrej jakości zajmują dużo, do tego dochodzi wiele innych zasobów, z których korzysta silnik graficzny: muzyka, dialogi, grafiki, skrypty etc. Największe dyski twarde, służące do zapisywania danych, na ten moment mają rozmiar 20 terabajtów czyli 20 tysięcy gigabajtów. Gracz nie posiadający wypchanego portfela nie może sobie jednak na takie cacko pozwolić – za najnowsze, komercyjne dyski twarde o rozmiarze 8TB zapłacimy nawet 3.5 tysiąca złotych. Standardem jest więc jeden albo dwa terabajty. Warto też pamiętać, że to miejsce nie jest, w wypadku pecetów, przeznaczone tylko na gry. Lądują tam nasze zdjęcia, zgrana ze Spotify muzyka, przydatne programy czy inne prywatne rzeczy. W pewnym momencie możemy przestać pamiętać co mamy zapisane i tak powoli się dysk zapycha. Każdy megabajt jest ważny, zwłaszcza dla gracza. Aż tu nagle przychodzi Acitivision…

Głodny ten CoD

CoD

Hungry, hungry Call of Duty

Ostatni update do jednej z najbardziej popularnych sieciowych strzelanek wzbogacił tytuł o nowe bajty. Tym samym gra rozrosła się do, bagatela, 246GB. Trzeba tu zaznaczyć, że już na starcie Modern Warfare wymagało 175 gigabajtów. Jest to absolutnie nieadekwatne do oferowanej zawartości, optymalizacja silnika leży na całej linii pod tym względem. Co dostajemy w grze: kampanię singleplayer standardowej dla CoD-a długości  (6 marnych godzin), 8 map dla wielu graczy i sporo broni. Spójrzmy teraz na niektóre mniejsze tytuły. ”Red Dead Redemption 2”, czyli ostatni hit studia Rockstar, to gra z przeogromnym otwartym światem, żywym ekosystemem zwierząt i setkami różnych detali. Zajmuje 150GB na pecetach i jest to całkowicie zrozumiałe. Absolutnym ewenementem jest tu ”Ghost of Tsushima” – jak pisałem w swojej recenzji tytuł wymaga 47GB! A jest porównywalny rozmiarem do wspomnianego westernu Rockstara.

Call of Duty Modern Warfare urosło od premiery o prawie 100 gigabajtów. Doszła całkiem duża mapa w trybie Warzone, nie ma ona jednak podjazdu do wspomnianych wyżej tytułów. Okej, gracze dostali też sporo nowych map, ale nie usprawiedliwia to rozmiaru, jaki ta gra zajmuje. W żaden sposób! Pojedyncze łatki potrafią mieć nawet 60GB.

I.W., ogarnij się!

Naprawdę zastanawiam się co Infinity Ward wyczynia z kompresją plików. Bardzo możliwe, że wymknęło się im to spod kontroli. Albo długo wyczekiwany upgrade silnika graficznego nie został tak naprawdę do końca zoptymalizowany przez obrzydliwą politykę Activision wydawania Call of Duty co roku i dojenia graczy. Na dodatek niedługo premiera Call of Duty: Black Ops Cold War. Wszystko na to wygląda, że ponownie nasze łącza ucierpią od dużego transferu danych. I co mają w tym momencie zrobić zagorzali fani serii? Pomijając fakt rozmiaru, CoD:Modern Warfare to naprawdę udany tytuł, który wyrwał serię ze stagnacji. Chcąc grać w obydwa tytuły, które będą się nawzajem wspierać, potrzebne nam będzie +/- 500 gigabajtów! Jest to prawie połowa tego, co ma spora ilość graczy w swoich komputerach. Jeśli jesteś jednym z nich, to bardzo ci współczuję. A Infinity Ward wysłałbym na kurs optymalizacji u na przykład twórców ”Ducha Cuszimy”.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming