FilmKulturaOd redakcjiOpinia

Wonder Woman 1984 typem WB do Oskarów (Opinia)

-

6 min czytania

Warner Bros. pokłada wiele nadziei w najnowszym filmie ze świata DC i reżyserce Patty Jenkins. Studio zdecydowało się, że Wonder Woman 1984 będzie reprezentantem we wszystkich kategoriach. Mam mieszane uczucia co do takiej decyzji.

Zacznijmy od początku. “Wonder Woman 1984” miało swoją premierę przesuniętą ze względu na pandemię. Decyzja zrozumiała zwłaszcza po fiasku “Tenet” w reżyserii Christophera Nolana. W tym przypadku pandemia tylko dopełniła dzieła pogrzebania i tak w najlepszym razie średniego filmu. No właśnie ten przeklęty wirus, który pozamykał kina. WB znalazło rozwiązanie, raczej nie najlepsze, ale przynajmniej jakieś, które pozwoli na zwrot kosztów produkcji, a może nawet i zysk Inshallah (Jak Bóg da). Tym rozwiązaniem miało być wydanie filmu z Gal Gadot na platformie HBO Max. Pomysł niezły, zwłaszcza że kolejna fala lockdownów pozamykała kina na amen. Tym samym wielkie produkcje swoje premiery będą miały później. Uff sytuacja opanowana, ludzie poczekają. Wszyscy zadowoleni, a tu zonk, Warner Bros wyskoczyło z pomysłem, aby wszystkie produkcje zawitały na HBO Max. Boże widzisz, a nie grzmisz.

Pomyłka jednak to robisz, ale w postaci protestu. Najpierw gromy idą od Christophera Nolan (tak ten od nieudanego “Tenet”) o HBO Max: to najgorsza platforma streamingowa, potem do tego dołącza się Denis Villeneuve, kiedy słyszy, że jego dzieło w postaci Diuny może trafić od razu na “kasety wideo” (platformę stramingową). Wiadomo, dla wytwórni liczą się pieniądze, ale prawdopodobnie ludzie w garniturach u szczytu stwierdzili, że może nie warto niszczyć sobie rynku. Zdecydowano się na przeniesienie największych premier, wielkich produkcji o prawie rok.

WB, DC i Oskary

No dobra, ale co z tym “Wonder Woman 1984” i Oskarami? Miało być od początku. Spokojnie, robię grunt pod moje argumenty. WB i DC, współpraca długa i burzliwa. Wystawienie WW 84 we wszystkich kategoriach to pomysł dosyć szalony. Sam film w oczach krytyków nie jest kinem wybitnym, co najwyżej dobrym. Tak wskazują przynajmniej dane z Rotten Tomatoes. No dobra, serwis znany z różnicy zdań między krytykami a widzami, w tym wypadku zdanie jest raczej podobne.

Jednak przypomnijmy sobie, że od końca lat 70. filmy ze świata DC pojawiały się na Oskarach. “Superman” (1978) z Christopherem Reevem  otrzymał go za efekty specjalne,  “Batman” (1989)  w reżyserii Tima Burtona dostał statuetkę za scenografię. Nolanowski “Mroczny Rycerz” otrzymał dwie, za muzykę i drugą dla najlepszej roli drugoplanowej, czyli Heatha Ledgera w roli Jokera. No właśnie, w zeszłym roku aż jedenastoma nominacjami mógł poszczycić się Joker, który ostatecznie zgarnął statuetkę dla najlepszej roli pierwszoplanowej. Joaquin Phoenix doskonały w przedstawieniu człowieka złamanego przez społeczeństwo, który ma dość wszystkiego. Właśnie czy Joker był filmem o superbohaterach i superzłoczyńcach, czy o facecie doprowadzonym do kresu?

Podane powyżej przykłady to filmy spoza tak zwanego DC Extended Universe, czyli próby dokonania tego, co zrobił Marvel. Do tej pory jedyny film z DC EU ze statuetką to “Suicide Squad” (2016) za najlepszy makijaż i fryzurę.

Zwrot od męskiego punktu widzenia

Wonder Woman miała być ratunkiem wytwórni przed mieszanymi odczuciami co do Snyderowskich wizji o Superbohaterach i powiewem świeżości oraz energi do mrocznego świata DC. Pierwsza część rzeczywiście była dobra, nadawała inne tempo i rozwijała świat DC poza znane postacie Batmana i Supermana. Aquaman też świetnie sobie radzi, pomimo decyzji o zachowaniu Amber Heard w roli Mery, ku niezadowoleniu fanów.

W końcu dochodzimy do “Wonder Woman 1984”. Ileż to nadziei pokładano w tym filmie i samej Gadot. Film reżyserowała kobieta Patty Jenkins, w rolach głównych same kobiety, w drugoplanowych mężczyźni i aktorzy, którzy mają już swoje serie za sobą. Ewidentnie produkcja jest spod znaku kobiety górą. I czemu nie, jak ktoś jest dobry w tym, co robi to hurra! Tym lepiej, bo wszyscy na tym korzystamy. Trzeba natomiast bardzo uważać, aby pewnych sprawdzonych schematów nie zepsuć tylko dlatego, że kobiety też mogą. Wiem, że teraz trochę kontrowersyjnie napiszę, ale to się stało z “Pogromcami duchów” i “Ocean’s 8”, filmy nie zachwyciły publiczności, a robienie remaków tylko po to, aby pozmieniać płeć, nie wydaję się dobrą koncepcją. W przypadku WW mamy oryginalny scenariusz i bardzo fajną postać. Czy trzeba brać stare rzeczy i zmieniać je tylko dlatego, że można?

Oskary i nominowanie Wonder Woman 1984

Mam wrażenie, że na fali ostatnich wydarzeń i walki z toksyczną męskością, WB planuje zaproponować film, wcale nie najlepszy, ale taki, który może uzyskać statuetkę właśnie ze względu na osadę filmu. Zanim mnie zlinczujecie za szowinistyczne poglądy, czy punkt widzenia z męskiej perspektywy. To zadajcie sobie pytanie. Czy w konkurencji nie powinien wygrywać najlepszy? Oczywiście to jest pewna obawa z mojej strony, co do nominacji filmu Wonder Woman 1984 do wszystkich kategorii. Może odnoszę mylne wrażenie i film zasługuje na tyle nominacji. W końcu dopiero jest zgłaszany do tych kategorii. Co więcej, jego premiera nie była nawet zbytnim sukcesem. Nieźle zaprezentował się na otwarciu, ale po tygodniu wyniki nie zachwycały. Nie sprzedał się tak dobrze międzynarodowo i nie zarobił tyle, ile zaplanowano. Nie przeszkodziło to w ogłoszeniu od razu trzeciej odsłony przygód amazonki.

Dwóch aktorów nominowano do najlepszej roli drugoplanowej Chrisa Pine’a i Pedro Pascala. Jestem wielkim fanem obu aktorów, ale czy to była kreacja na Oscarowym poziomie? Czy to było aktorstwo porównywalne Joaquina Phoenixa np. w “Gladiatorze” (nominacja za najlepszą rolę drugoplanową)? Moim zdaniem nie, ale może ja czegoś nie widze, albo nie znam niuansów gry aktorskiej.

Ogólnie całe zamieszanie z tą Wonder Woman 1984 jest takie, że mamy świetną postać. Silna protagonistka, która naprawdę zawojowała uniwersum filmowe DC. Jednak Warner Bros. chce zrobić z tego filmu coś większego, niż w rzeczywistości jest. Nie chce ujmować produkcji Patty Jenkins, ale film jest poprawny. Nie przejdzie do historii jako film wybitny, chyba że otrzyma Oskara. Moim zdaniem nie zasługuje w żadnej kategorii. Może nagrodą Akademii filmowej zbytni się przejmuje, w końcu parafrazując Joon-ho Bong (reżysera Parasite) to lokalne nagrody filmowe, nie międzynarodowe. W sumie niech robią, co chcą.

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Film