CyklOd redakcji

Warhammer 40.000 – przewodnik po uniwersum, cz.3: Wojny Unifikacyjne

-

6 min czytania

W czterdziestym milenium istnieje tylko wojna i cierpienie! Poznaj w naszym cyklu mroczne i fascynujące uniwersum Warhammer 40.000!

W poprzednim odcinku naszego cyklu o uniwersum Warhammer 40.000, poznaliście historię naszej planety do czasu pojawienia się na niej Imperatora Ludzkości. Dzisiaj przybliżymy Wam Wojny Unifikacyjne, czyli kampanię wojenną Imperatora, której celem było zjednoczenie Tery. Dopiero wtedy ludzkość ziemska ponownie będzie mogła spojrzeć w stronę gwiazd, ku utraconym braciom i siostrom.

Wojny Unifikacyjne

Na Ziemi wojna domowa, tocząca się pomiędzy zmutowanymi watażkami, robotami, psykerami i zwykłymi ludźmi, trwała już ponad 2,5 tysiąca lat, kiedy pojawił się on. Imperator, pod postacią prawie trzymetrowego, pięknego człowieka o długich, czarnych włosach, odzianego w zdobiony, złoty pancerz, stanął na czele swojej genetycznie zmodyfikowanej armii i wyruszył szerzyć Jedność na całej planecie. Wiedział, że drogą pokojową nie wskóra absolutnie nic. Jego przeciwnikami były osoby zmutowane, bądź stworzone, przez radiację, energię Osnowy, broń chemiczną i szalonych naukowców, żaden z nich też nie myślał o jakimkolwiek rozejmie, liczyła się tylko całkowita anihilacja pozostałych stron. Były to Mroczne Wieki Technologii i ludzkość powoli zmierzała ku rychłemu upadkowi.

Warhammer 40.000 – przewodnik po uniwersum, cz.3: Wojny Unifikacyjne

Wysokość poszczególnych postaci. Z Imperatorem jest inna sprawa – z racji potężnych mocy psychicznych mógł, w zależności od sytuacji, przybierać dowolną postać. Kilka zapisków mówi, że to zwykła iluzja, a pod nią kryje się stary i zmęczony człowiek. Źródło: Reddit

Według niektórych teorii, to wtedy Imperator ujawnił ułamek daru, który otrzymał od Bogów Chaosu. Wziął najsilniejszych wojowników z tych, którzy poddali się jego woli i, w bolesnym i krwawym procesie manipulacji genetycznej i wszczepiania wielu, często całkowicie nowych, organów, stworzył pierwszych nadludzi, protoplastów późniejszych Kosmicznych Marines. Nazywali się oni Wojownikami Grzmotu (ang. Thunder Warriors).

W jeszcze-nie-imperialnej armii były co prawda jednostki zwykłych ludzi, jednak widok równo stąpających, na złoto odzianych wojowników, z żywym bogiem na czele, zapierał dech w piersiach do tego stopnia, że niektóre ziemskie plemiona techno-barbarzyńców poddawały się bez walki. Te, które stanęły do walki, czekała krwawa łaźnia, z której wojska imperatora zawsze wychodziły zwycięsko.

Trwająca prawie tysiąc lat kampania, znana później pod nazwą Wojen Unifikacyjnych, zakończyła się Bitwą o Górę Ararat. Według oficjalnych zapisków zginęli w niej wszyscy Wojownicy Grzmotu, z których ostatni, w finalnym geście, uniósł zwycięsko Sztandar Jedności ponad ciała zmasakrowanej armii przeciwnika. Prawda jest jednak inna i znacznie bardziej niemoralna.

Warhammer 40.000 – przewodnik po uniwersum, cz.3: Wojny Unifikacyjne

Wojownicy Grzmotu, protoplaści Space Marines. Bardziej berserkerzy niż regularna armia. Art by Ilqar, źródło: DeviantArt

Niech was nie zwiedzie zbroja. W porównaniu do późniejszych Legio Astartes i Adeptus Astartes – przypominających odpowiednio rzymskie legiony i zakony rycerskie – Thunder Warriors przypominali na polu bitwy wikińskich berserkerów. Zostali stworzeni tylko i wyłącznie do wojny, a ich jedynym zadaniem była totalna anihilacja przeciwnika. Po spuszczeniu ze smyczy dość często łamali szyki, szukając chwały i krwi.

Imperator od samego początku wiedział, że takie jednostki, przysłowiowe psy wojny, nie mają racji bytu w jego przyszłym imperium. Każdy z Wojowników Grzmotu był w kwiecie wieku, kiedy przechodził proces transformacji w nadczłowieka, nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Z tego powodu ciało po kilku dekadach zaczynało odrzucać wszczepione implanty, co mogło prowadzić do różnych problemów psychicznych, jak paranoja, napady agresji etc. Warto tu zaznaczyć, że Thunder Warriors byli znacznie silniejsi od późniejszych Kosmicznych Marines, co, w połączeniu z psychiką nakierowaną tylko na walkę, było ogromnym zagrożeniem dla pokoju, który miał zapanować na Terze. Imperator nie mógł ryzykować, że grupa super żołnierzy nagle postanowi wszcząć szaloną rebelię, więc, już na etapie ich tworzenia, podjął on z ciężkim sercem decyzję o całkowitym zlikwidowaniu swoich kreacji.

Prawdziwa historia zakończenia Bitwy o Górę Ararat to historia bratobójczej masakry, jakiej dokonało kilkuset Legio Custodes – zmodyfikowana straż przyboczna Imperatora i jedyni ludzie zdolni pokonać Wojowników Grzmotu – i kilka tysięcy prototypowych Astartes I-go Legionu Kosmicznych Marines. W nieoficjalnych zapiskach mówi się zagładzie totalnej, krążą jednak słuchy, że wielu Thunder Warriors udało się ukryć i do teraz żyją na Terze i innych planetach Imperium Ludzkości.

Zjednoczona Terra i początki Wielkiej Krucjaty

Militarne zwycięstwo nad ziemskimi plemionami, to był zaledwie malutki krok na drodze ku zjednoczeniu ludzkości pod jednym sztandarem. Jeszcze przed ostatnim zwycięstwem, naukowcy, sprzymierzeni z i zmodyfikowaniu przez Imperatora, rozpoczęli prace nad naprawieniem i oczyszczeniem genotypu ludzkiego, zniszczonego przez lata wojen i wpływu śmiercionośnych i mutujących energii. Miało to na celu odtworzenie nieskażonej rasy ludzkiej, sprzed ekspansji w kosmos, czyli takiej, jaką pamiętał i kochał Imperator.

Wraz z jego wstąpienie na tron, w rozciągającym się na całe Himalaje Imperialnym Pałacu, rozpoczęła się powolna odbudowa centralnego rządu i instytucji. Naukowcy w pocie czoła pracowali nad odbudową zapomnianych technologii, a sam Imperator skierował swe oczy w gwiazdy. Wiedział, że bez pomocy Mechanicum, czyli wielbiących technologię mieszkańców Marsa, jego Wielka Krucjata nawet nie wyruszy poza Układ Słoneczny.

Zanim jednak doszło do wiekopomnego Traktatu na Marsie, nowy władca Ziemi potrzebował dowódców dla swoich legionów kosmicznych wojowników, Legio Astartes. Zaszył się więc w swoich ogromnych laboratoriach pod Pałacem i zajął się tworzeniem swoich synów, Prymarchów.

Koniec części trzeciej, w następnym odcinku: Prymarchowie – synowie boga

Cykl powstaje w oparciu o 9 edycję podręcznika Warhammer 40.000, książek fabularnych i opisujących armie oraz oficjalne informacje dostępne Internecie.

W tekście wykorzystano pracę artystów: Orniris (Primaris Marines w zajawce) i Ilqar, których profile na DeviantArt gorąco polecamy.

czytaj też:

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Cykl