ActinaGamingIndie GamingRecenzja

Walijska legenda w mrocznej odsłonie-Recenzja Maid of Sker [PC]

-

5 min czytania

Do horrorów zawsze podchodzę z dystansem. Gatunek ten jest dla mnie o tyle trudny do grania, ponieważ w dzisiejszych czasach opiera się głównie na jump scares, a nie na budowaniu klimatu. Tutaj bardzo pozytywnie zaskoczył mnie Maid of Sker.

Artykuł powstał we współpracy z: ACTINA

Wypadałoby zacząć od tego, że nie jest to nowa gra. Wydana została w 2020 roku przez Wales Interactive. Studio to jest niezależnym deweloperem i wydawcą z Pencoed w Walii. Studio to odpowiada za ponad 20 tytułów gier. Spory rozgłos studio zyskało dzięki odrodzeniu gatunku gier FMV, gdzie tradycyjną mechanikę zastąpiono materiałami na żywo (czyli po prostu filmem).

Tym razem studio na warsztat wzięło jedną z walijskich legend. Daleko szukać nie musieli, bo kraj ten obfituje w opowieści o nadprzyrodzonych mocach. Wybór padł na House of Sker. Jest to część klasztoru zbudowanego dziewięćset lat temu, należącego do zakonu cystersów. Dziś już niewiele zostało z samych budowli jednak miejsce top zostało opisane w dziewiętnastowiecznym opowiadaniu The Maid of Sker autorstwa R.D. Blackmore’a, a wydano je w 1872 roku,

Legenda o Elizabeth

Dom ze Sker posiada krwawą i makabryczną historię rodem z walijskiego folkloru. Będziemy mieli to, co lubię najbardziej, a mianowicie wiele zakończeń, czyli nasze wybory mają znaczenie. Legenda umiejscowiona jest w XIX wieku i opowiada historię o Elisabeth Williams. Jak przeważnie w historiach o duchach, tak i tutaj pierwszoplanową rolę gra miłość. W tej historii dochodzi do mezaliansu, a mianowicie Elisabeth zakochuje się w młodym biednym harfiście o imieniu Thomas. Ojciec nie zgadzając się z wyborem córki, umieszcza ją w zamknięciu w klasztorze, gdzie ta umiera z głodu. W innej wersji umiera ona ze zgryzoty i złamanego serca, ale to już zupełnie inna historia.

Do dziś duch Elizabeth nawiedza mury Sker, a jej zawodzenie niesie się z wiatrem do pobliskich miasteczek.

Maid of Sker od Wales Interactive

Zacznijmy od grafiki w grze. Po ustawieniu odpowiedniej jasności, co sprawiło mi odrobinę kłopotu, uruchomiłem grę. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo dobra rozdzielczość i dbałość o szczegóły, która bardzo dobrze wprowadzała w klimat. Zwykle horrory mają to do siebie, że najważniejsza jest historia, a nie grafika czy dbałość o szczegóły. Tutaj jest naprawdę dobrze.

Co więcej, w grze pojawiają się małe smaczki, ot choćby mapa Walii z zaznaczonym Hotelem Sker (klasztor w historii przemieniono na hotel). Na samym początku przechadzamy się po terenach, które dobrze pamiętałem z wysp. Mamy dobrze zrobioną florę wczesnej jesieni. Wszystko widzimy przez lekko żółty filtr czy może nawet brązowy przypominający zdjęcia w sepii.

Mechanika

Maid of Sker to gra, first person survival horror, w której wcielamy się w Thomasa, postać z legendy. Do dyspozycji mamy tylko kilka możliwości ruchu. Chodzenie, bieg, kucanie i zasłanianie ust, aby nie słychać było naszego oddechu. W całej grze dźwięk ma bardzo duże znaczenie. W trybie historii albo jak kto woli gry dla jednego gracza, praktycznie nie używamy broni, no może oprócz bardzo specyficznego narzędzia dźwiękowego.

Jak na horror przystało, bardzo często się zakradamy, a nasz poziom życia ma bardzo duży wpływ na dźwięki, które wydajemy. Oznacza to, że im jesteśmy bardziej ranni, tym głośniej dyszymy, łapiemy szybciej zadyszkę po biegu, a nawet jęczymy z bólu podczas chodzenia. W grze nie można skakać, zrozumiałe jest to dla historii, bo do części miejsc moglibyśmy dojść właśnie za pomocą skoku przez przeszkodę tak jak baru w lobby hotelowym.

Jak wspomniałem, dźwięki w grze odgrywają bardzo dużą rolę. Przeciwnicy, których spotykamy na swej drodze, reagują na odgłosy oddychania, chodzenia czy otwierania drzwi. To wszystko w stylu Gothic Romance, bardzo dobrze oddaje nastrój wysp brytyjskich w XIX wieku.

Wrażenia końcowe

Ogólnie muszę przyznać, że gra mi zapewniła kilka godzin naprawdę porządnej frajdy. Bardzo cieszyło mnie, że było mało jump scarów, a zamiast tego był trzymający w napięciu klimat. Postawienie na dźwięki w grze było zdecydowanie strzałem w dziesiątkę, bo to w połączeniu z drewnianymi podłogami i trzeszczeniem fonografów w grze nadawało niesamowitą atmosferę. Należy także zwrócić uwagę, że zapis gry możemy robić tylko w wyznaczonych miejscach, co zmusza nas do planowania swoich ruchów.

Maid of sker to dobry tytuł, chociaż dodatkowa opcja, która zmienia grę w strzelankę mi nie podeszła to wersja dla jednego gracz jak najbardziej. Gra ma także alternatywne zakończenia.

Czytaj też: Baśń pełna ciepła i uroku recenzja Biomutant [PC]

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina