News

Uber-draństwo, czyli jak aplikacja zwalnia kierowców

-

4 min czytania

Jest dym. W Wielkiej Brytanii Związek Kierowców i Kurierów Appkowych (w skrócie ZKiKA :)) skarży Ubera. Sam Uber zasłania się RODO i na razie nic sobie z tego nie robi. Na horyzoncie widać jednak pozew zbiorowy.

Na Wyspach uberowcy i inni boltowcy mają swój związek, zrzeszający kierowców i kurierów. Ta zacna organizacja nazywa się The App Drivers & Couriers Union (na potrzebę artykułu nazwijmy ich Związkiem Kierowców i Kurierów Appkowych, ZKiKA). Co więcej, w Wielkiej Brytanii , uberowiec, który z jakiegoś powodu stracił uprawnienia do kierowania autem w Uberze, jest natychmiast zgłaszany do organu kontrolującego, który automatycznie domaga się wyjaśnień. Urząd ten musi najzwyczajniej podjąć decyzję czy odebrać takiemu kierowcy licencję do przewożenia ludzi. Wyrzucony z aplikacji nie tylko traci pracę z dnia na dzień, ale również może stracić uprawnienia do zawodu.

No bo jak nie może prowadzić Ubera, to widocznie coś jest z nim nie tak, ale co?

Zatem powiedzmy, że na kierowcę, pana Olivera, złożono właśnie dramatyczną skargę. Uber ponoć po prostu pana Olivera wyrzuca z appki i jego kariera natychmiast się kończy. Po paru dniach ten sam Oliver, który nie otrzymał słowa wyjaśnienia, dlaczego stracił dostęp do aplikacji, musi się tłumaczyć organowi, który udziela licencje w danym regionie. Ma na to 14 dni i jedyne co może powiedzieć to “przestało działać”. Organem wydającym licencję w Londynie jest TfL (Trafiic for London). W związku z marnym przepływem informacji, ten sam TfL postanawia zwrócić się bezpośrednio do Ubera z prośbą o wyjaśnienie. Uber jednak zasłania się RODO, czyli unijnym rozporządzeniem o ochronie danych, i mówi: nie pomożemy wam, bo musimy chronić dane. Kierowców wyrzuconych z aplikacji od 2018 roku jest ponad tysiąc – tak przynajmniej twierdzi ZKiKA (czyli cały ten związek uberowców i boltowców).

Algorytm czy decyzja ludzka

Uber twierdzi, że każdą decyzję o “wyrzuceniu” kogoś z aplikacji podejmuje człowiek po rozpatrzeniu dostępnych informacji. Sęk w tym, że w cywilizowanym świecie stosunki między pracownikiem a pracodawcą zakładają możliwość odwołania. A tu jest aplikacja, użytkownik i krótki komunikat o braku dostępu ze względu na “nieuczciwe praktyki”. Poszkodowani jednak nie pozostają bezczynni. ZKiKA zapowiada pozew. Podkreśla przy okazji, że żaden z kierowców wyrzuconych z aplikacji po domniemanych incydentach nie został zgłoszony na policję. Jeden z poszkodowanych kierowców powiedział BBC, że prowadził Ubera przez 4 lata, miał średnią ocenę 4,94, aż pewnego dnia został po prostu wyrzucony. Po pół roku prób nawiązania kontaktu z Uberem, jedyne czego się dowiedział to to, że dopuścił się “nieuczciwych praktyk”. Żadnych szczegółów. Na szczęście londyński regulator nie odebrał mu licencji.

“Taki mają algorytm”

Adwokat reprezentujący byłych kierowców, Anton Ekker, zapewnia że takich przypadków jest tysiące na całym świecie. Ludzie z dnia na dzień tracą pracę bez możliwość odwołania się. Jest przekonany, że za tymi decyzjami stoi po prostu algorytm i, podobnie jak Uber, powołuje się na RODO.

Jeśli chodzi o zautomatyzowane podejmowanie decyzji, to RODO mówi, że muszą zachodzić podstawy prawne do korzystania z takiej technologii i kierowcy muszą mieć zapewnioną możliwość sprzeciwienia się automatycznej decyzji, czego najwyraźniej nie zrobiono.

Anton Ekker, adwokat poszkodowanych kierowców

Teraz Ekker, w imieniu byłych uberowców, kieruje sprawę do holenderskich sądów, bo to właśnie w Holandii składowane są dane Ubera. Ekker zamierza zwrócić się do sądów o orzeczenie, które w przypadku wygranej umożliwiłoby następnie wniesienie pozwu zbiorowego przeciwko Uberowi. Celem jest wyłączenie wspomnianego algorytmu.

RODO tu, RODO tam…

Sprawa zawiła, ale porusza fundamentalny problem, jakim jest automatyczne podejmowanie decyzji na podstawie danych osobowych. Pewne regulacje są zawarte w artykule 22. RODO:

Osoba, której dane dotyczą, ma prawo do tego, by nie podlegać decyzji, która opiera się wyłącznie na zautomatyzowanym przetwarzaniu, w tym profilowaniu, i wywołuje wobec tej osoby skutki prawne lub w podobny sposób istotnie na nią wpływa.

Pozew przeciwko Uberowi będzie pierwszą tak dużą sprawą poruszającą problem automatycznych decyzji: czy można bez naszej wiedzy, na podstawie naszych danych decydować za nas, w tym nas profilować. Przykład Ubera to przykład firmy, która pozbawia człowieka jego źródła utrzymania bez możliwości obrony, ale problem jest o wiele szerszy. Czy portal informacyjny może decydować o tym, jakie podaje mi informacje, na podstawie moich upodobań modowych czy doboru znajomych, czy algorytmy mogą nas zamykać w bańkach informacyjnych? Czy nasz pracodawca korzystający z systemu rozpoznawania twarzy może podzielić się swoją bazą z policją w celu przeciwdziałania przestępstwom? Przykładów czarnych scenariuszy nie brakuje w filmach czy powieściach sci-fi. Wniosek? Nie takie RODO złe jak je urzędnicy malują.

Mogą Ci się spodobać

Więcej w kategorii News