LifestylePodróże

Surfowanie na rzece w środku miasta? Oto mało znana atrakcja w samym sercu Monachium

-

3 min czytania

Surfing kojarzy nam się raczej ze sportem uprawianym na oceanie, przy plaży gdzie dookoła są palmy, a powietrze jest przyjemnie ciepłe.

Przeniesiemy się teraz jednak w nieco bliższe, a wręcz sąsiedzkie rejony. Wyobraź sobie, że jesteś właśnie na wycieczce w Monachium. Siedzisz sobie na kocu w tutejszym Angielskim Parku, jednym z największych parków w Europie. Nagle tuż obok przechodzi ubrany w piankę surfer, w ręku dzierżąc deskę (oczywiście surfingową). Z niedowierzaniem przecierasz oczy. Co on robi w tym miejscu? Czyżby Niemcy oprócz dostępu do morza, miały też dostęp do oceanu? Aby zbadać sytuację, wstajesz i dyskretnie podążasz za osobnikiem z deską. Wtem Twoim oczom ukazuje się niecodzienny widok. Grupa ludzi surfuje na rzece w samym środku miasta i wygląda na to, że nikt inny nie jest tym faktem zaskoczony.

Surfowanie na rzece w środku miasta? Oto mało znana atrakcja w samym sercu Monachium

Surferzy w Parku Angielskim w Monachium (źródło: screen z GoogleMaps)

Jak to jest zrobione?

Historia tego osobliwego miejsca zaczyna się w latach 70 XX wieku. Wtedy to na dnie kanału zostały położone cementowe płyty, które miały za zadanie osłabić nieco bardzo mocny nurt rzeki Eisbach. Płyty te tworzą odskok hydrauliczny, dzięki któremu woda nabiera energii i zostaje wypiętrzona. Tworzy się przez to fala o wysokości od kilku centymetrów do metra. Sam potok mierzy sobie 12 metrów szerokości. W latach 80 sytuację tę postanowili wykorzystać pierwsi surferzy amatorzy, co z biegiem czasu przeistoczyło się w sport miejski. Miejsce funkcjonuje w ten sposób do dziś.

Niezbyt bezpieczna rozrywka

Choć wielu surferów spędza w tym miejscu swój wolny czas i przyciągają sporą ilość gapiów, którzy przyglądają się ich zmaganiom z falami, nie jest to do końca bezpieczne. Co prawda w rzece nie czyhają na nich rekiny, a cementowe płyty, jednak potrafią być one równie groźne. Na brzegu rzeki stoją znaki, które wyraźnie informują, że wchodzenie do wody jest zabronione. Lokalna policja zdaje się przymykać na to oko i śmiałkowie wchodzą do rzeki na własną odpowiedzialność. Co jakiś czas zdarza się, że ktoś łamie sobie kończyny w trakcie ujarzmiania fal.

Jeśli ktoś nie posiada własnego sprzętu, a chciałby mimo wszystko spróbować swoich sił w tym sporcie wodnym, w mieście funkcjonują wypożyczalnie sprzętu. Z pewnością jest to ciekawe doświadczenie, ale ostrzegamy – robisz to na własne ryzyko!

Małgorzata Chuchel
Po latach namawiania przez przyjaciół postanowiła zająć się pisaniem zawodowo. Memy to jej pasja, a jej życie pisze najlepsze pasty. W wolnym czasie jeździ autostopem, jest dj’ką w duecie Typiary Niepokorne, tworzy na Spotify playlisty, których nikt nie słucha oraz dokucza znajomym. Przez rok mieszkała w Wietnamie i uczyła dzieci angielskiego, ale stwierdziła, że jednak lubi zimę i wróciła do kraju. Nadal poszukuje zarówno stylu pisania, jak i życia.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Lifestyle