GamingNews

Star Wars: Battlefront 2 do zgarnięcia za darmo

-

4 min czytania

Darth Vader czy Obi Wan? Rebeliant czy Stormtrooper? X-Wing czy Tie Fighter? Takie możliwości daje wam Star Wars: Battlefront 2 – tytuł, w który naprawdę warto zagrać.

Jeśli kiedykolwiek marzyło ci się powalczenie na frontach uniwersum Gwiezdnych Wojen, czy to w epoce Wojen Klonów, Rebelii czy Nowego Porządku, to leć czym prędzej do Epic Games Store. Od dzisiaj, przez następne 14 dni, Star Wars: Battlefront 2 można przypisać sobie bezpłatnie do konta na stałe.

Jedna z ostatnich produkcji studia DICE, to jeden z tych tytułów, który na starcie zawiódł na całej linii. To w sumie zbyt delikatnie powiedziane. Na modłę sportowych gier Electronic Arts, na tamten moment jedynego posiadacza licencji na gry Star Wars, postanowiło umieścić w grze jeden z najgorszych systemów progresji i mikrotransakcji, jaki do tej pory widziano w grach komputerowych. Wszystko odblokowywało się powoli, a dodatkowe umiejętności, skórki itp. zdobywaliśmy w postaci kart, które można było znaleźć jedynie w skrzynkach. Te można było kupić za kredyty zdobywane w grze bądź prawdziwe pieniądze. System pay to win (zapłać aby wygrać) z krwi i kości.

Battlefront 2 spotkał się z ostrą krytyką graczy i mediów. Tytułowi zarzucano także małą ilość zawartości, kłamliwy marketing związany z kampanią dla jednego gracza czy po prostu zwykłą chciwość. Gra wręcz zmuszała nas do wydania pieniędzy jeśli chcieliśmy odblokować na przykład Dartha Vadera, ikonę popkultury. Aby móc zagrać Mrocznym Lordem trzeba było grać 40 godzin i nie kupować nic innego za zdobyte kredyty. Jakby to było mało to, żeby mieć dostęp do wszystkiego co przygotowali twórcy – bronie, postaci, statki, skórki, emotki etc. – gra wymagała od nas poświęcenia jej 4,500 godzin (dobrze czytacie) naszego życia albo wyłożenia prawie 7 i pół tysiąca złotych z naszej kieszeni! Komentarz EA na Reddit, pod postem jednego z rozczarowanych posiadaczy gry, mówiący o tym, że gracze powinni czuć dumę z odblokowywania i osiągnięć, zebrał tyle negatywnych głosów, że znalazł się w księdze rekordów Guinnessa. Studio DICE się jednak nie poddało i rozpoczęto naprawianie tytułu.

Jaki jest Battlefront 2 teraz? Mówiąc krótko, bardzo dobry. System progresji przemodelowano na tyle, na ile się dało – teraz umiejętności odblokowywaliśmy razem z poziomami poszczególnych klas, jak szturmowiec, oficer, snajper itp, a ceny bohaterów, emotek i skórek zostały inaczej zbalansowane. Dodano wiele nowych map, głównie z epoki Wojen Klonów i Nowego Porządku, możliwość grania w kooperacji przeciwko sztucznej inteligencji (polecam do szybkiego levelowania klas) czy tryb znany już graczom z klasycznych Battlefrontów sprzed akwizycji marki przez Disneya, co prawda w lekko okrojonej formie, ale zawsze.

Największym atutem gry, nawet 3 lata po premierze, jest oprawa audiowizualna. Jest to prawdziwa uczta dla oczu i uszu, co zresztą widać na powyższym filmiku przedstawiającym Bitwę o Geonosis. Twórcy wykorzystali technikę fotogrametrii, pozwalającej na odtworzenie kształtów, rozmiarów i wzajemnego położenia obiektów w terenie na podstawie zdjęć fotogrametrycznych (fotogramów). Pozwoliło to twórcom na bardzo dokładne przeniesienie modeli czy nawet formacji skalnych wykorzystanych w filmie. Przy realizacji dźwięku również wykorzystano sample z każdej z trylogii. Czyni to z SW: Battlefront 2 grę niesamowicie autentyczną, z której klimat Star Wars wylewa się wiadrami. Pierwszą rozgrywkę na zimowej planecie Hoth zapamiętam na zawsze – koniecznie grajcie na słuchawkach.

Naprawdę warto, zwłaszcza jak macie dość sieciowych strzelanek z kałachami, C4 i helikopterami. Do zobaczenia na Tatooine!

czytaj też: Brawo EA?! – recenzja Star Wars Squadrons

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming