Recenzja

Słaby ten Endgame – recenzja Marvel Avengers

-

12 min czytania

Świetna kampania i bardzo dobry system walki w cieniu typowych błędów gier live service. No ileż można?

Kiedy japoński wydawca Square Enix zapowiedział Avengersów w 2017 roku jako grę RPG, cały świat zamarł. O tego typu tytuł fani prosili od lat pamiętając stare produkcje na konsolę Super Nintendo czy Marvel Ultimate Alliance, który działa na podobnych założeniach co omawiana dzisiaj gra.

Marvel Avengers to bardzo obiecujący fundament na przyszłość. Jest też idealnym przykładem jak gier live service nie wydawać. Pełno tu zarówno serca i świetnego podejścia do tematu, jak i podstawowych błędów które, można by pomyśleć, już dawno zostawiliśmy za nami. Ale zacznijmy od początku.

Marvel Avengers

Kamala Khan to serce i najlepszy element historii

Avengers Assemble 2.0

Główną bohaterką opowieści i naszym oknem na świat jest Kamala Khan, obecna Ms. Marvel w komiksach. Amerykanka pakistańskiego pochodzenia nie za bardzo przypadła mi do gustu w wersji papierowej, dlatego też obawiałem się, że z grą będę miał podobną sytuację. Nic bardziej mylnego. Od pierwszej rozmowy z ojcem i eventu Avengers Day, którego jesteśmy świadkami, młodziutka Kamala kupuje nas entuzjazmem i ekscytacją na punkcie znanych nam superbohaterów. Przy tej scenie miałem takiego rogala na twarzy, że powróciło moje zainteresowanie tytułem po słabej wersji beta.

https://www.youtube.com/watch?v=F3osB3B1N4o&ab_channel=MovieClips%26Gameplays

Sielanka nie trwa jednak długo – ginie Kapitan Ameryka, Avengersi zostają rozwiązani a Kamala, podobnie jak setki innych ludzi w okolicy tego wydarzenia, kończy z supermocami. Kiedy ponownie ją widzimy mija pięć lat i znajduje ona dowody na to, kto stoi za wypadkami z Avengers Day. Na dodatek Fundacja AIM, odpowiedzialna za przejęcie Stark Industries po feralnym dniu, poluje na Inhumans i innych bohaterów w celu wykorzystania ich w swoich eksperymentach. Początkująca superbohaterka, o umiejętności rozciągania swojego ciała i zwiększania jego rozmiarów, postanawia odnaleźć ruch oporu i przypadkowo spotyka Bruce’a Bannera. Tak rozpoczyna się dość typowa historia typu ”zbierz swoją drużynę”.

Podczas gdy Kamala to ciekawa i rozbudowana postać, nie można tego samego powiedzieć o reszcie bohaterów. Najbardziej prominentni są Tony Stark i Bruce Banner. Niestety grają na jedną nutę – Banner jest wiecznie zdołowany, a Iron Man zły na siebie i innych. Trochę kłóci się to z tym, co wygaduje w trakcie misji fabularnych, nie zamykają mu się usta i brzmi bardziej jak Deadpool niż Człowiek z Żelaza. Pozostałe postaci jak Czarna Wdowa i Kapitan są w kampanii dosłownie na chwilę , coś tam powiedzą i tyle. Nie mogę za to wybaczyć jak został potraktowany Thor. Wypowiada on zaledwie kilka zdań w trakcie całej gry.

I tutaj widać jak fabuła cierpi przez elementy live service. Misje fabularne większości Avengersów odblokowują się dopiero po zakończeniu kampanii fabularnej i przejściu do trybu online. I odstają one od na przykład misji Iron Mana z głównej gry. Oprócz dialogów nie różnią się niczym od pozostałych aktywności, które wykonujemy w trakcie rozgrywki z innymi graczami.

Muszę jednak przyznać, że główne misje fabularne są bardzo dobre i dały mi dużo frajdy. Każde duże zadanie było emocjonujące a ostatnia misja, pomimo beznadziejnej walki z końcowym bossem i nagłego zakończenia była, na tle całej gry, bardzo satysfakcjonująca. Z kampanii wyszedłem zadowolony i mogłem w końcu zabrać się za element sieciowy gry czyli Inicijatywa Avengers. Najpierw trzeba jednak powiedzieć co nie co na temat gameplayu, bo tu gra lśni i sprawia, że często do niej wracam.

Marvel Avengers

Jedna z najlepszych misji w grze.

I am Iron Man!

Kiedy wszystko współgra w stu procentach, jest to jedna z najlepszych gier tego roku. W jednej minucie, jako Iron Man, mogę być w powietrzu i atakować wrogów z daleka repulsorami lub rakietami. W drugiej mogę na ziemi walczyć wręcz, tworząc z ciosów i gadżetów kombosy. W tym samym czasie walczy obok mnie trójka pozostałych Avengers. I momentami jest to iście filmowe doznanie:

Namierzam wroga kilkoma rakietami, zajmie to więc chwilkę czasu. Nagle słyszę za plecami szum. To przelatujący koło mnie Mjolnir, który uderza w przeciwnika, posyłając w dal. Startując słyszę jak Thor rzuca ciętym żartem w stronę ”Little metal mana”. Patrzę co dzieje się z resztą ekipy. Hulk z Kapitanem radzą sobie na ziemi, przeszkadza im jednak kilka latających dronów. Odpalam boosta i wpadam pomiędzy nie. Większość pada łatwo, są jednak dwa mocniejsze. Gdy koncentruję się na jednym widzę, jak drugi namierza mnie strzałem specjalnym. Mam mało życia, więc pewnie od niego padnę. Z  pomocą jednak nadlatuje spoza ekranu z rykiem Hulk i wpada pięściami w przeciwnika.

Avengers

Gra potrafi być rewelacyjna, niestety bugi, grind i brak zróżnicowania skutecznie potrafią zabić zabawę.

Miałem wiele momentów jak ten. To co najbardziej lśni w tej produkcji to system walki i to jak poszczególne postaci różnią się od siebie. Widziałem wiele opinii, że Marvel Avengers to button masher. Poniekąd się z tym zgodzę. Na pewno walka polega głównie na przyciskaniu tych samych przycisków, ale na początku. Mniej więcej od 30 poziomu danej postaci zaczniemy odblokowywać talenty i kombosy, które w znaczny sposób rozbudowują nasz repertuar. Na maksymalnym, 50 poziomie możemy już konkretnie specjalizować naszego bohatera.

Oprócz walki na największe pochwały zasługuje także zróżnicowanie w dostępnych bohaterach. Każdym gra się kompletnie inaczej. Hulk to chodzący czołg, może wydawać się wam, że wolno się porusza, ale z perspektywy innego gracza już tak nie jest. Kapitan to przywódca i to odzwierciedlają jego pasywne ulepszenia dla całej drużyny. Kamala z jej rozciągającymi się ramionami przywodzi na myśl łańcuchy Kratosa z God of War. Mój faworyt, którym gram najdłużej, Iron Man, może, zależnie od specyfikacji, działać lepiej na odległość lub na ziemi w środku walki. Nie udało mi się jeszcze ograć Czarnej Wdowy, ale z tego co widziałem po drzewku jest to postać wspierająca i przypomina Larę Croft. Nic dziwnego, Crystal Dynamics odpowiada min. za ostatnią trylogię o przygodach pani archeolog. Najlepsze też jest to, że twórcy obiecali wiele nowych, na dodatek darmowych (o battle passie później) bohaterów z ich własnymi misjami. Najbliższy to Hawkeye w dwóch odsłonach  – Kate Bishop i Clint Barton. Wiemy też, że będzie Spider Man. Mam nadzieję, że będą tak samo zróżnicowani jak bazowi, to zdecydowanie najlepszy element tej produkcji.

Nie mogę tego samego powiedzieć o przeciwnikach. Z taką ilością robotów nie walczyłem nigdy. Androidy małe, duże, z supermocami. Typowo mechaniczne, także w wersji mech, supermech i ultramech. Drony w kilku odmianach. I ludzie i inne słabsze jednostki, z którymi walczy się najfajniej. Dlaczego? Bo, w przeciwieństwie do robotów, bardziej reagują na uderzenia i możliwe jest tworzenie kombosów, również ze współtowarzyszami. Taki adaptoid jest zwykłą gąbką, przez co walka z nim wygląda tak: 3 ciosy, ma uderzyć, unik do tyłu i tak w kółko, czasem odpalisz specjalną umiejętność etc. To samo główni zwyrole. Walka z nimi kompletnie nie wymaga mózgu – czterech graczy naraz naparza ile wlezie, czasem uciekając przy mocniejszych uderzeniach przeciwnika. Jedynie najcięższy z robotów wymaga kilku etapów w trakcie walki, jednak ileż można? Galeria przeciwników cierpi na brak zróżnicowania. Tak samo jak standardowe misje i tzw endgame, najważniejszy element gier live service.

Mikrotransakcje i nuda

W grach live service ostatnia misja fabularna nie oznacza końca rozgrywki. Wręcz przeciwnie, to dopiero początek. Zostajem nam wymaksowanie poziomu i mocy wszystkich postaci, tutaj aż sześciu. Gramy w powtarzające się misje, dające nam losowy ekwipunek z losowymi atrybutami i bonusami. W ten sposób personalizujemy swoją postać według własnych potrzeb. W Marvel Avengers jednak jest to zrobione tak po macoszemu i jest tak ewidentną kalką Destiny 2, że ciężko momentami nie złapać się za głowę z tekstem ”ale jak to?”.

Zacznijmy od ekwipunku – zapomnijcie o sprzęcie, który zmieni wygląd postaci. Hulkowi zmienimy geny albo żebra (??) a Iron Manowi systemy wewnętrzne. Na dodatek nowy sprzęt marginalnie podnosi nasz poziom mocy. Niepotrzebny ekwipunek niszczymy aby mieć zasoby na ulepszenie tego co nosimy. Jedynie niektóre perki są warte uwagi – obrażenia gamma albo pierwiastek Pyma, który zmniejszy naszych przeciwników. Najtrudniejsze zadania wykonamy mając poziom mocy 150 (nie mylić z poziomem postaci). Powiem wam, że mniej więcej od 120 tempo wypadania znacznie lepszego sprzętu znacznie spadł. W momencie pisania tego tekstu twórcy zapewnili, że będą w tej sprawie zmiany – chodzi dokładnie o tzw. egzotyki czyli najrzadszy i najlepszy rodzaj sprzętu. W każdym razie loot jest nudny i niewiele wpływa na rozgrywkę. A sam wygląd postaci zmienimy za pomocą kostiumów. I tu trafiamy na krowiego placka na drodze.

Avengers

Większość kostiumów kupimy za prawdziwe pieniądze, w cenie 60zł za najdroższy! WTF?!

Pewnym było, że dostaniemy sklep z kosmetykami i tzw. battle passa. To co jednak zaprezentowało nam Square Enix (pamiętajmy, żeby nie winić w takich wypadkach deweloperów) to jeden z najbardziej kosztownych sklepów jakie widziałem w tego typu grach. Na szczęście są to elementy czysto kosmetyczne – skórki, najczęściej te najbardziej ikoniczne, emotki czy banery do profilu.

Pamiętasz jak mówiłem o darmowych przyszłych bohaterach? Bazowi mają battle passa za darmo – wykonując dwa różne zadania, odświeżające się dziennie i tygodniowo, zdobywamy punkty, które zapełniają nam pasek karty wyzwań danego bohatera. Odblokowujemy na niej zasoby kredyty czy nowe skórki. Są to zadania typu “zabij 15 przeciwników rakietami” przy dziennych czy ”zabij 5 ultramechów” przy tygodniowych. Pasek można oczywiście przyspieszyć kredytami za prawdziwe pieniądze. Teraz cały haczyk darmowych bohaterów – ich samych, cały sprzęt i umiejętności będą dostępne od razu. Dostęp do nagród z karty wyzwań będzie zablokowany. Odblokujemy go płacąc 1000 kredytów, równowartość 40 złotych! Trzeba tu zaznaczyć, że wypełniając całą kartę danego bohatera możemy tyle tej waluty zdobyć. Wymaga to tylko ogromnej ilości grindu. A niestety gra nie zapewnia na razie tyle różnorodnych zajęć by przykuć uwagę na dłużej.

Avengers

Niektóre zadanie to momentami mozolna i nudna praca. Grając nie powinniśmy się czuć jak w pracy

Najgorszą pomyłką Crystal Dynamics jest wplecenie zadań z trybu wieloosobowego w kampanię dla jednego gracza. Próbując wtedy podbijać poziomy postaci zdążą się one nam znudzić pod koniec głównej linii fabularnej. Odpalasz Inicjatywę a tu a kuku! Te same misje plus kilka nowych, które są miksem poprzednich. Potem dochodzą Gniazda i Mega Gniazda – są to piętra pomieszczeń, które już znamy aż za dobrze.  A wszędzie roboty, roboty i jeszcze więcej robotów. A na końcu czasami boss, który wyciska z ciebie całą frajdę jaką mogłeś mieć wcześniej. Nie trzeba dużo czasu aby cała przyjemność opadła po godzinie grania i wdarła się monotonia i wrażenie ogromnego marnowania czasu.

Bardzo mocny fundament, który wymaga czasu

Marvel Avengers to dwie gry w jednym, gdzie jedna nie pozwala drugiej w pełni rozwinąć skrzydeł. Świetna kampania kończy się w połowie, większość kultowych postaci jest niewykorzystana tak jak powinna (Thor!!!). Wszystko po to by jak najszybciej dotrzeć do głównego dania rozgrywki – trybu sieciowego. Niestety cierpi ona na typową chorobę “pierwszego roku gry live service”. Kryminalny wręcz brak zróżnicowanej zawartości, liczne błędy nie pozwalające na grę czy grind wymagany aby system walki pokazał co potrafi przyćmiewa ogromne wręcz plusy tej produkcji. Gameplay każdej postaci sprawia tu ogromną przyjemność i daje nam opcje do wyboru, na dodatek pełno tu miłości twórców do uniwersum.

Niestety nie mogę tej gry polecić nikomu, nawet fanom. Jeśli naprawdę chcesz zagrać poczekaj na znaczne przeceny. A jak szukasz kolejnego lootera na długi czas to poczekaj przynajmniej rok. Tak jak The Division czy Destiny przed nimi, Avengersi mają mega potencjał. Główny rdzeń rozgrywki jest bardzo dobry, a walka sprawia dużo frajdy. Wszystko zależy teraz od twórców, jeśli nowa zawartość będzie napływać regularnie i będzie to coś więcej niż inne kolory robotów to możemy za jakiś czas mieć bardzo unikatowy produkt na arenie looter shooterów. Jak na razie to zepsuty produkt i, mam nadzieje, ostatni przykład jak nie wydawać gier live service.

Avengers

Zmarnowany potencjał

 

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Recenzja