FilmOd redakcjiOpinia

Robert Zemeckis zrewolucjonizował efekty specjalne, ale jak każda rewolucja…

-

5 min czytania

Robert Zemeckis może poszczycić się naprawdę wspaniałą karierą reżyserską. Od „Powrotu do przyszłości” do współczesnej wersji „Czarownic”.

Na kilka dni przed Halloween z wielką pompą HBO Max wypuściło na swojej platformie streamingowej najnowszy film Zemeckisa „Czarownice” (ang. The Witches). Oparty na noweli Roalda Dahl o tej samej nazwie, miał gwiazdy zarówno w obsadzie aktorskiej, jak i na krześle reżysera. W roli naczelnej wiedźmy mamy Ann Hathaway, zdobywczynię Oskara, która chce zamienić dzieci świata w myszy. W roli opiekuńczej babci występuje Octavia Spencer znana, chociażby z filmu „Służące”, także zdobywczyni statuetki Akademii Filmowej.

Nie przejmuj się, jeżeli jeszcze nie widziałeś nowej wersji „Czarownic”. Film początkowo miał być normalną produkcją z premierą w kinie. Temu filmowi COVID – 19 pokrzyżował plany. Niestety, gdyby tylko to było przyczyną problemu. W przeciwieństwie do wersji Nicolasa Roega z 1990 roku, który sprawił, że dziesiątki dzieci bało się Anjelici Huston, dzięki wykorzystaniu efektów specjalnych, tricków operatorskich, tak Zemeckis poległ na całej linii w nowej adaptacji.

Znacie jednak już tę śpiewkę, znany reżyser tak zafiksowany na nowych technologiach, że nie zauważa prostszych i czasem lepszych rozwiązań. Zresztą kariera Zemeckisa to w pewnym sensie adoracja nowinek graficznych, co niestety przekłada się na jakość niektórych jego filmów.

Tutaj dość kontrowersyjnie mogę powiedzieć, że stworzył jeden z najbardziej wpływowych filmów ostatnich dziesięcioleci. Nie, nie mówię tu o „Powrocie do przyszłości”, ale o komedii gdzie w realny świat ludzi wplecione zostały postacie animowane.

Rok, w którym wszystko się zmieniło

W 1988 roku powstał kultowy film, łączący dwa światy, normalny i bajkowy. Mowa oczywiście o „Kto wrobił królika Rogera”. Filmowi można wiele zarzucić, ale nie można odmówić mu doskonałego wykorzystania efektów specjalnych. Na dodatek genialnie obsadzony Bob Hoskins w roli detektywa alkoholika, nienawidzącego kreskówek. Komedia z nutą noir świetnie połączyła te dwa światy.

„Kto wrobił królika Rogera” to nie lada kolejka górska dla aktorów. Zanim jeszcze Ian McKellen zapłakał na planie władcy pierścieni z powodu grania do pustego ekranu, Bob Hoskins miał podobny problem. Cały film nagrany był bez mocupu wykorzystywanego we współczesnych produkcjach. Oznacza to, że aktorzy mówili w przestrzeń, a cała animacja i bohaterowie dodawani byli na etapie postprodukcji.

Sukces tego filmu, jak i dwóch kolejnych odsłon „Powrotu do przyszłości” utorował Zemeckisowi drogę do wykorzystania grafiki komputerowej w filmach. Droga ta była w latach 90. dla niego bardzo udana. Otrzymał Oskara za Forresta Gumpa, gdzie Tom Hanks na ekranie rozmawia z prezydentem Kennedym. Scena, która wyglądała tak dobrze, że mogłaby odbyć się naprawdę. Wcześniej nakręcił „Ze śmiercią jej do twarzy”, film dostał statuetkę za najlepsze efekty specjalne. Na dodatek miał genialną obsadę, Meryl Streep i Goldie Hawn — obie panie zdobyły Oskary. Po takich sukcesach, co mogło pójść nie tak.

Fot. Fragment filmu Kto wrobił królika Rogera

Fot. Fragment filmu Kto wrobił królika Rogera

Początek końca

Szczyt upadku fascynacją CGI u Zemeckisa przypada na początek lat 00. Pomimo współpracy z doskonałymi aktorami, decyduje się na zamienienie ich w grafikę komputerową. „Ekspres Polarny”, „Beowulf” (mimo słabych ocen, ja go lubię) i „Opowieść Wigilijna” już tak bardzo nie urzekają efektami specjalnymi. Postacie poruszają się sztucznie, mimika twarzy jeszcze jest zawodna i nie oddaje emocji, a w niektórych momentach po prostu wszystko wygląda słabo.

Filmy te miały być wzorem nowego sposobu pokazywania efektów specjalnych na ekranie, zgoła innym niż ręczne rysowanie, stop-motion, czy komputerowe generowanie efektów. Niestety wszystkie trzy okazały się klapą.

Przez nieudane projekty Disney odmówił Zemeckisowi stworzenia „Yellow Submarine” w technologii mo-cap. Zawiniły poprzednie filmy, gdzie reżyser za bardzo polegał na komputerach. Po kilku latach udowodnił jednak, że potrafi dobrze wykorzystać efekty specjalne, tu zwróćmy uwagę, chociażby na grozę lądowania na wodzie w filmie „Lot” (ang. Flight).

Fot. Fragment filmu Beowulf

Fot. Fragment filmu Beowulf

Co z tymi Czarownicami?

Wracając do „Czarownic”. Otrzymaliśmy wiele scen, które wywołują gęsią skórkę. Niestety jednak nie ze względu na strach, który odczuwaliśmy, oglądając pierwszą wersję z lat 90. tutaj raczej mamy ją ze względu na zażenowanie. Jeszcze większe zdziwienie nas bierze, jak sprawdzimy, kto napisał scenariusz, a oprócz Zemeckisa (sic!) mamy Kenya Barrisa i Guillermo del Toro. Ewidentnie Zemeckis gra tu pierwsze skrzypce, bo grafika komputerowa dominuje w filmie.

Przez ponad 30 lat twórca „Powrotu do przyszłości” pozwalał, aby technologia grafiki komputerowej dominowała w jego filmach. Z różnym skutkiem. Zaczęło się wszystko od rozmowy królika z reżyserem, pod koniec lat 80. wtedy potrzebna była ta magia. Jednak wiele filmów Zemeckisa obyłoby się bez niej i możliwe, że wyszłoby to im na lepsze. Niestety, ale za dużo CGI i filmy stają się bezduszne. Za dużo magii zabija historię.

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Film