GamingRecenzja

Nowy Pająk w mieście – recenzja Spider Man: Miles Morales (PS4)

-

8 min czytania

Świetny młody bohater, ciepła i ciekawa historia, rewelacyjny gameplay. I za wysoka cena.

Spider Man PS4 to jeden z najlepszych tytułów tej generacji i, obok Batman: Arkham City, najlepsza gra o na podstawie komiksu w historii. Tej generacji? W sumie nie jest to już poprawne określenie, ostatniej generacji. Konsole next-genowe, czyli XBOX Series X od Microsoftu i Playstation 5 firmy Sony, rozeszły się jak świeże bułeczki.

Najnowsza odsłona przygód Pajączka według Insomniac Games, Spider Man: Miles Morales to jeden z tytułów startowych japońskiej konsoli. Ale nie tylko, jest on też na liście tych gier, które są cross-genowe, czyli wyjdą na sprzęt z obydwu generacji, w tym wypadku PS4 i PS5. W tej pierwszej wersji dane mi było ograć przygody Milesa Moralesa, które od samego początku zapowiadane były na spin-off. I w tym aspekcie, w połączeniu z ceną, jaką musimy zapłacić, leży główna wada. Ale o tym później. Pomijając ten jeden fakt, Spider Man: Miles Morales to gra równie dobra, co poprzedniczka. Momentami nawet lepsza.

zajawka

Miles Morales, główny bohater opowieści

FABUŁA

W porównaniu do Petera Parkera ścierającego się z Martinem Li w podstawce, historia Milesa Moralesa, “drugiego” Spider Mana, jest znacznie bardziej osobista. Znajdziemy tu także pełną rozmachu scenę, z bardzo znajomym ujęciem, wątek główny jednak jest bardziej skoncentrowany na tym, jak nowe zdolności wpływają na życie Milesa, jego rodziny i przyjaciół.

Święta Bożego Narodzenia, jakiś czas po końcowych wydarzeniach ostatniego dodatku do Spider Man PS4. Miles, pod czujnym okiem Petera Parkera, oswaja się ze swoją nową tożsamością. Zaczynamy z pompą, od walki z Rhino. W tym momencie nasz nastoletni bohater odkrywa w sobie dodatkowe, bioelektryczne moce. Kilka emocjonujących walk później Peter wyjeżdża z miasta, a Miles zostaje jedynym Spider Manem w mieście. Praktycznie od razu zostajemy wciągnięci w konflikt pomiędzy korporacją Roxxon, a Tinkererem (Majsterkowiczem), jednym z klasycznych złoczyńców z panteonu Petera Parkera.

Przyznam, że historia w tym tytule znacznie bardziej przypadła mi do gustu niż w poprzedniczce. Może dlatego, że Milesa znałem wcześniej wyłącznie z bardzo dobrego filmu animowanego Spider Man: Into the Spider Verse, a historia Petera, pomimo ukazania postaci jako doświadczonego superbohatera, była lekko sztampowa, biorąc pod uwagę głównego antagonistę, jego początki itp. Tutaj wszystko było dla mnie nowe.

Robotę robi też fakt, że wątek fabularny nie jest skoncentrowany na Nowym Jorku. Nie zrozum mnie źle, pomniejsze misje poboczne i przestępstwa dalej zawiodą nas w każdy zakątek Miasta, Które Nigdy Nie Śpi, a główne zagrożenie ostatecznie tyczy się całego miasta. Jest to jednak historia raczkującego Pajączka, stawiającego pierwsze kroki w roli przyjaznego Spider Mana z sąsiedztwa i gra idealnie to odzwierciedla. Wszystko kręci się dokoła Harlemu, dzielnicy, do której wprowadza się Miles tuż przed rozpoczęciem gry. Z pomocą aplikacji, stworzonej przez przyjaciela głównego bohatera, mieszkańcy mogą poprosić Milesa o pomoc. Nie ma tu Elektro, Shockera etc. tylko zwykłe ”znajdź zagubionego kota”, ”pomóż strażakom” czy inne, bardziej przyziemne sprawy. Duże zadania poboczne dzieją się w Harlemie, co pomaga bardziej ugruntować młodego Moralesa jako bohatera zwykłych mieszkańców. Peter to już od dawna inna liga, grając w podstawkę było to bardzo widoczne.

Cały wątek fabularny da się zamknąć w 8 godzinach przy wykonaniu małej ilości zadań pobocznych. Jest tu jednak pewien dysonans, główne zadania fabularne gnają na łeb na szyję i trochę kłóci się to ze swobodnym bujaniem się po mieście i pomocą postronnym, bardziej niż w Spider Manie PS4. Jest to też widoczne w dialogach – a tu Miles już zaraz musi się z kimś spotkać i ma się nie spóźnić (i, według dialogów, tego nie robi), gdzie indziej antagonista już coś robi i jak najszybciej musimy to ogarnąć. Nie ma ograniczenia czasowego, jednak nie pasowało mi, aby nasz bohater w takich momentach latał po zakamarkach szukając znajdziek albo czyszcząc z przestępców rozsiane po mapie bazy. Dlatego większość mniejszych zadań zostawiłem na koniec.

MIles Morales

Spider Cat to nie wymysł Insomniac

GAMEPLAY

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to jest to dokładnie ta sama gra co poprzedniczka, z kilkoma nowymi ciosami, jedną nową minigrą i jednym nowym gadżetem. Holo-drona nie liczę, bo to praktycznie to samo co pajęczy dron Petera. Nawet bazy, które musimy wyczyścić to te same place budowy czy magazyny, które odwiedziliśmy jako Parker. Ale z pewnego powodu granie Milesem sprawia wrażenie świeżego i nowego.

Wszystko za sprawą nowych animacji. Z racji braku doświadczenia Miles pewnie rzeczy wykonuje nieporadnie. Najbardziej ewidentne jest to podczas poruszania się po mieście. Nasz bohater często traci w powietrzy balans, gwałtownie wybija się w powietrze czy nie do końca pewnie wykonuje pewne manewry. Ma to troszkę wpływ na tempo, ale nie prędkość. Wręcz przeciwnie, w wielu momentach miałem wrażenie, że nowy Spider Man jest szybszy i łatwiejszy w kontroli. Nie wiem czy to ulepszenia systemu poruszania czy fakt, że Miles jest troszkę mniejszej postury niż jego mentor. W walce jest podobnie, może nie w takim samym stopniu, ale widać, że to nowicjusz, który nie do końca jest świadomy swojej zwinności i siły. Sprawia to, że, pomimo tych samych mechanik, każdy z Pająków wydaje się inny.

Zaskoczyła mnie ilość gadżetów. Jest znacznie mniejsza niż wcześniej. Od razu mamy dostęp do większości ruchów, które wcześniej musieliśmy jako Peter odblokować, nie dostaliśmy jednak nic od nauczyciela poza web-shooterami i bombami grawitacyjnymi. Żadnych wzmocnionych pocisków, granatów czy pułapek. Trochę dziwne, że Parker nie podzielił się sprzętem z podopiecznym. Na dodatek, poza paroma oskryptowanymi momentami,. nie musiałem korzystać z żadnego z nich poza klasykiem czyli pajęczymi nićmi. Nawet na najwyższym poziomie trudności nie były potrzebne. Dlaczego? Bioelektryczne moce, ekskluzywne dla Milesa, całkowicie rekompensowały brak zabawek – dostajemy ich cztery i świetnie sprawdzają się one w walce. Dodają one dodatkowego rytmu do i tak świetnego systemu, który pozwala tworzyć momenty godne każdego filmu z Pająkiem w roli głównej.

Miles Morales

Dwa Pająki w mieście – czyżbyśmy mieli dostać kooperację w pełnoprawnym sequelu? A może Spider Verse?

PODSUMOWANIE

Technicznie nie mam się do czego przyczepić. To dalej świetnie zoptymalizowany tytuł, który wygląda cudownie przy zawrotnej prędkości, jak i podczas spokojnej przechadzki po ulicach Nowego Jorku. Walka to balet, który zachwyca płynnością animacji i przystępnością.  Fabuła wciąga, antagonista jest rewelacyjnie zarysowany, a rozgrywka jest dalej świeża i bardzo przyjemna. Nie mogę jednak tego tytułu polecić, przynajmniej nie od razu. Dlaczego? Cena w porównaniu do zawartości.

Spider Man: Miles Morales od razu był zapowiadany jako spin-off, w stylu Uncharted: The Lost Legacy – poboczna, znacznie krótsza historia. I taka jest, grając odnosiłem wrażenie, że jest to ostatni odcinek płatnych dodatków do pierwszego tytułu, który został po prostu rozbudowany o 2 czy 3 misje. Czemu więc płacimy za niego tyle co za pełnoprawny tytuł, czyli 249 złotych? Można to wytłumaczyć faktem, że od razu dostajemy ulepszenie do wersji Playstation 5, ale aż tyle? Normalna cena tytułu takiego formatu to około 170 złotych, a większość firm daje możliwość ściągnięcia next-genowej wersji za darmo. Nieładnie Sony.

Nie zmienia to faktu, że przy tytule bawiłem się rewelacyjnie. Historia ma idealne tempo do tego, co chce powiedzieć, nie ma dłużyzn i wypełniaczy. Wszystkie elementy rozgrywki są dopięte na ostatni guzik, śmiganie na pajęczynach dalej niesamowicie relaksuje, a walka daje mnóstwo emocji i satysfakcji. Jeśli grasz dalej na PS4, to poczekaj na wyprzedaż albo przecenę. Ta gra wyceniona jest jak tytuł o takim formacie na PS5, trochę szkoda, że ci, którzy jeszcze się nie przesiedli, muszą płacić więcej.

Na koniec dodam, że, na modłę MCU, mamy scenę po napisach, która zapowiada bardzo ciekawy sequel dla obydwu Pająków. Oby szybciej niż później.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming