FilmOd redakcjiOpinia

Jak oglądać “Na rauszu”, to tylko na rauszu – drinking game z Mikkelsenem i recenzja filmu [UWAGA SPOILERY]

-

6 min czytania

Film Na rauszu zbiera ostatnio sporo pochwał. Z tej okazji postanowiłam wybrać się na niego do kina i przy okazji zagrać w drinking game z Mikkelsenem.

W czasie pandemii ludzie się nudzą i zaczynają wymyślać naprawdę rozmaite rozrywki, byle tylko coś się działo. Tak też było w naszym przypadku. Nieco ponad tydzień temu, kiedy ogłoszono, że kina znów będą zamknięte, postanowiliśmy ze znajomymi wybrać się na jeden z ostatnich seansów granych w kinie. Padło na Na rauszu z Mikkelsenem, no bo dobre opinie i Mikkelsen. Na co dzień nie jestem raczej fanką chodzenia do kina, ale tak to już jest – jak ci czegoś zabraniają, to nagle chcesz to robić.

Pomysł na drinking game zrodził się w zasadzie znikąd. Seans odbywał się w późnych, piątkowych, wieczornych godzinach, więc dlaczego by się przy okazji nie napić? Zresztą, sami przyznacie, że nazwa filmu sama się o to prosiła. Zaopatrzeni w butelki z drinkami wygodnie rozsiedliśmy się w kinowych fotelach. Zasada była jedna – pijesz łyka za każdym razem, kiedy Mikkelsen robi to na ekranie.

Jakie są wrażenia z filmu oglądanego na rauszu? Zapraszam do zapoznania się z recenzją, która UWAGA ZAWIERA SPOILERY!

Recenzja filmu Na rauszu oglądanego na rauszu

Film skupia się na losach czwórki bohaterów, z których głównym jest Martin, który wraz ze swoimi kolegami Tommym, Nikolajem i Peterem pracuje w gimnazjum. Już z początku widzimy, że Martinowi i jego żonie nie wiedzie się najlepiej. Są od siebie oddaleni, a głównego bohatera cała sytuacja zdaje się męczyć. Drinking game zaczynamy w momencie, gdy cała ekipa spotyka się na urodzinach Nikolaja. To właśnie tam zaczyna toczyć się dyskusja na temat interesującej teorii, która głosi, że ludzie rodzą się ze zbyt małą ilością alkoholu we krwi. Przyjaciele postanawiają przeprowadzić badanie, które ma na celu polepszyć jakość ich życia, dzięki utrzymywaniu odpowiedniego poziomu promili we krwi. I tu zaczyna się cała zabawa, bo mężczyźni wcale za kołnierz nie wylewają. Choć są nauczycielami, to piją zarówno podczas swojej pracy z młodzieżą, jak i w domach. Jedni kryją się z tym całkiem nieźle, drudzy troszkę gorzej, co trochę komplikuje cały eksperyment.

Na szczęście nasza gra polegała jedynie na piciu wtedy, kiedy pije Mikkelsen. Gdybyśmy zdecydowali się na picie z każdym, kto pije na ekranie, to nie wiem, co by się skończyło pierwsze – alkohol, czy my.

Zarys fabuły

Sama fabuła jest poprowadzona dosyć gładko. Jest zabawnie, ale w nienachalny sposób. I jak to w komediodramatach – bywa też smutno i nostalgicznie. Wraz z rozwojem eksperymentu zmienia się sytuacja życiowa każdego z bohaterów. Widzimy zarówno pozytywne, jak i negatywne skutki życia na rauszu. Nauczyciele radzą sobie coraz lepiej na lekcjach, wyzbywają się wstydu i zwiększa im się poziom pewności siebie. Dużo płynniej i ciekawiej idzie im prowadzanie zajęć. I tutaj muszę wspomnieć o scenie, w której uczniowie śpiewają hymn Danii w przyciemnionej sali. Ja miałam na rękach gęsią skórkę i szalenie mi się spodobało ich wykonanie.

W pewnym momencie bohaterowie prowadzą zażartą dyskusję o tym, jak to alkohol pomagał wielkim umysłom tworzyć swoje życiowe dzieła. Można wręcz odnieść wrażenie, że bycie na rauszu jest w filmie pochwalane. Ale dzieje się tak do czasu. Choć nie można mu odmówić pozytywnych działań, to nie od dziś wiadomo, że alkohol w nadmiernej ilości zaszkodzi każdemu. No bo później wszystko zaczyna się oczywiście sypać. Rodzina Martina rozpada się, a on jest jeszcze bardziej niezauważalny niż kiedykolwiek. W tragicznych okolicznościach ginie też Tommy. Czy zginął przypadkiem, czy popełnił samobójstwo – to pozostawione jest do interpretacji widzowi. Ja skłaniam się bardziej ku tej drugiej teorii.

Kiedy fabuła zaczęła przybierać ten smutny ton, trochę się z tą swoją buteleczką z drinkiem nawet głupio poczułam. W wyniku zamyślenia ominęłam nawet trzy kolejki, ale szybko zostałam upomniana. No bo wyzwanie, to jednak wyzwanie.

Zakończenie filmu

To, w jaki sposób scenarzysta postanowił zakończyć film, pozostawia wiele niedopowiedzeń. Mamy tutaj scenę, kiedy po pogrzebie Tommy’ego przyjaciele chcą uczcić jego pamięć wspólnym napiciem się. Choć minął już jakiś czas od zakończenia ich eksperymentu, a Tommy zginął pod wpływem alkoholu, to nie porzucili oni picia. Do Martina odzywa się żona, która daje mu szansę na powrót do rodziny. Ten odpisując na sms-y, upija się z kumplami. Dalej mamy scenę, w której uczniowie hucznie świętują zdane już egzaminy i zapraszają do zabawy nieco już podpitych nauczycieli. Ci ochoczo dołączają i (jakżeby inaczej) piją z nimi dalej.

I tu zaczyna się scena, w której Martin wykonuje taniec, o który od samego początku filmu jest proszony przez resztę ekipy. W tle leci piosenka nieco niepasująca do reszty ścieżki dźwiękowej, a główny bohater rozpoczyna w porcie taniec przypominający dziwne połączenie jazzu i parkoura. Jest pijany i wydaje się wyzwolony w tym swoim osobliwym tańcu. Czy jednak naprawdę taki właśnie jest? To, jak dalej potoczyły się jego losy, zostaje zagadką.

Film kończy kadr w którym Martin brawurowo wskakuje do wody. Tu mogło się wydarzyć naprawdę wszystko. Czy był to hołd złożony Tommy’emu, który zginął wpadając do wody? A może Martin zdał sobie sprawę, że to wszystko nie ma sensu i sam też chciał zginąć? Interpretacje są różne. Ja chciałabym jednak wierzyć, że po chwili wyszedł z wody i naprawiał dalej swoje życie, tym razem już bez pomocy alkoholu.

Co ciekawe, po raz pierwszy w mojej niezbyt brawurowej, kinowej karierze usłyszałam, jak ktoś bije brawo na koniec seansu. Serio.

A jeśli idzie o grę, ostatecznie nie dopiliśmy swoich drinków. Wszystko przez to, że myśleliśmy, że scen picia będzie więcej i oszczędzaliśmy na później. Także, jeśli przypadkiem również przyjdzie ci do głowy zagrać z Mikkelsenem w drinking game – nie ma co sobie żałować.

W ogólnej ocenie daję 8/10. Może być jednak trochę zawyżona. Z wiadomych względów.

Czytaj też: Obiekty, które zostały Biedronkami [RECENZJA]

Małgorzata Chuchel
Po latach namawiania przez przyjaciół postanowiła zająć się pisaniem zawodowo. Memy to jej pasja, a jej życie pisze najlepsze pasty. W wolnym czasie jeździ autostopem, jest dj’ką w duecie Typiary Niepokorne i tworzy na Spotify playlisty, których nikt nie słucha. Nadal poszukuje zarówno stylu pisania, jak i życia.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Film