Film

Polski Netflix cenzuruje homoseksualizm głównej bohaterki “The Mitchells vs Machines” i zabija przesłanie filmu

-

4 min czytania

Mitchellowie vs Maszyny to jedna z najlepszych animacji ostatnich lat. Śmieszna, wzruszająca, wciągająca, piękna graficznie, dźwiękowo, a do tego jedna z najlepiej nakręconych opowieści o radzeniu sobie z własną tożsamością.

Możliwe, że nie macie tej świadomości, ale historia, która wydaje się być typową historią o braku zrozumienia dla dorastającej dziewczyny, która ma “dziwne” zainteresowania to coś o wiele głębszego. Pod koniec filmu widzowie dowiadują się bowiem, że główna bohaterka jest w związku z dziewczyną, którą poznała na studiach. Przynajmniej w angielskiej wersji, bo w polskiej tej informacji nie znajdziemy.

Na początku filmu słyszymy, jak Katie stwierdza, że „Moi rodzice jeszcze mnie nie rozgryźli”. Po czym dodaje – „Szczerze mówiąc, zajęło mi trochę czasu, zanim sana się zorientowałam kim jestem”. Początkowo dla wielu widzów ta informacja nie ma wielkiego znaczenia. Ponieważ widzimy na ekranie różne dziwactwa Katie. Próbuje polizać dezodorant w sztyfcie, robi filmy, w którym głównym bohaterem jest jej rzygający pies i przyznaje, że jedyna osoba, która ją rozumie to jej dziwny brat, który szuka w książce telefonicznej kogoś, z kim mógłby porozmawiać o dinozaurach.

Czy polski Netflix boi się postaci LGBT?

Kilkadziesiąt minut później, w środku robotycznej apokalipsy  Katie drażni się ze swoim młodszym bratem Aarona na temat dziewczyny, która mu się podoba. W typowy dla małego chłopca Aaron stwierdza, że on tej dziewczyny nawet nie lubi, tylko po to, by Katie odpowiedziała: „Nie ukrywaj swoich uczuć, człowieku. To nie sposób na życie ”.

Gdy rodzinie Mitchellów udaje się uratować ludzkość przed końcem świata, możemy zobaczyć jak potoczyły się ich dalsze losy. Gdy mama dzwoni do Katie, będącej wtedy już na uniwersytecie, w angielskiej wersji słyszymy “Czy ty i Jade jesteście parą? Przyjedziecie razem na święta?”.

Jest to wyjątkowo ważne zdanie. Ponieważ potwierdza homoseksualizm głównej postaci. Jednak zarazem pokazuje nam, że seksualność tej postaci nie jest powodem, dla którego dziewczyna powinna być dla widza interesująca. Katie jest zabawna, kreatywna, niechlujna, odważna i totalnie dziwaczna. Jest postacią z którą może się utożsamiać każde dziecko, niezależnie od tożsamości płciowej. Nie jest zbiorem stereotypów, próbą twórców, którzy koniecznie chcą pokazać w swojej historii osobę LGBT. Jest normalną w swojej nienormalności postacią, która przy okazji jest queer.

Chyba, że oglądacie film z polskim dubbingiem. Wtedy zamiast usłyszeć o tym, że Katie jest w związku z Jade, słyszymy “Czy to prawda, że Jade jest taka super? Przyjedziecie razem na święta?”. Ta prosta zmiana w jednym zdaniu zabiera Katie bardzo ważną rolę w życiu młodych osób LGBT, możliwości zobaczenia kogoś takiego jak oni w popularnej animacji dla dzieci.

Mitchellowie kontra Maszyny opowiada historię młodej dziewczyny, która nie do końca dogaduje się z ojcem. Nie jest to nic nowego, w końcu nastolatkowie od zawsze mogli narzekać na “starych”. I właśnie dlatego tak ważne jest, aby podkreślić queerowość Katie. Ponieważ ich brak dogadania, nie opiera się na tożsamości płciowej dziewczyny, a na tym, że jest nastolatkiem, a jej ojciec jest… ojcem.

Postać Katie jest czymś nowym i niespotykanym w świecie kina. Zamieszanie w jej życiu nie wynika z tego kogo kocha, ale z tego, że jest normalnym dzieckiem i spotykają ją normalne rodzinne problemy.

Dlaczego więc w Polsce Netflix bał się dać młodym osobom LGBT kogoś z kim mogliby się utożsamiać? Musieli mieć świadomość, że zmieniając to jedno zdanie, wypowiedziane przez mamę bohaterki, zmieniają całą historię, która przedstawiają twórcy. Gdy na świecie Mitchellowie kontra Maszyny są uznawani już za jedną z najważniejszych queerowych animacji w historii, w Polsce jest to kolejna ocenzurowana historia, w której tożsamość płciowa jest ukrywana.

Może najwyższy czas, aby to się zmieniło.

Mogą Ci się spodobać

Więcej w kategorii Film