GamingListaOd redakcjiPlanszówki

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

-

12 min czytania

Gry planszowe, podobnie jak komputerowe, mają również opcje grania solo. I nie ma w tym nic dziwnego, jak niektórym mogłoby się wydawać, w niektóre nawet gra się ten sposób znacznie lepiej.

Ostatnio spotkałem się z dziwną reakcją znajomej, również grającej często w gry planszowe, na hasło produkcji dla pojedynczego gracza. Była zaskoczona, że coś w ogóle takiego istnieje, bo ”przecież od dawna każdy wie, że gry planszowe to gry towarzyskie”. Oczywistą sprawą jest, że gra w grupie przy stole jest znacznie lepsza niż solo – przekomarzania, kłótnie, tajne sojusze i noże wbijane w plecy zwieńczające te fałszywe etc. Emocje niekiedy sięgają takiego poziomu, że mogą doprowadzić do bójek, wywróconych stołów i zerwanych na jakiś czas przyjaźni – każdy, kto grał kiedykolwiek w Gra o Tron Gra Planszowa, wie co chodzi.

Gry planszowe jednak, podobnie jak produkcje elektroniczne, mają różne tryby lub formy rozgrywki. Można grać w sześć osób, cztery, dwie i nawet, w niektórych tytułach, w specjalnie przygotowanym trybie dla jednego gracza. Jeśli mówimy o grach polegających na rywalizacji pomiędzy graczami, to takie korzystają często ze specjalnych mechanik i zestawów kart, które automatyzują ruchy przeciwnika, aby zapewnić nam coś przypominającego granie z innymi osobami. Sprawa jest znacznie prostsza, kiedy chodzi o gry czysto kooperacyjne – wtedy bez problemu można grać samemu nawet bez zmieniania zasad, zastępujemy wtedy innych graczy.

Ostatni rok był, jaki był. Z powodu pandemii znacznie rzadziej spotykaliśmy się ze znajomymi, zwłaszcza tymi dalszymi, nie wychodziliśmy do kina, pubu czy restauracji. Gry komputerowe zaliczyły przez to znaczny wzrost, jeśli chodzi o liczbę użytkowników i oglądających – pozwoliły one na spędzanie czasu ze znajomymi bez wychodzenia z domu i ryzykowania zarażeniem siebie i innych. Gry planszowe niestety nie mają takiego luksusu – z powodu znacznie rzadszych spotkań rzadziej gramy. Ratunkiem jest co prawda Tabletop Simulator, czyli program pozwalający na granie na komputerze w elektroniczne wersje najbardziej znanych tytułów. Nie każdy jednak lubi siedzieć tyle czasu przed ekranem, zwłaszcza jak nie jest do tego przyzwyczajony.

Jeśli brakuje wam rzucania kostkami, przesuwania figurek po planszy, główkowania nad następnym ruchem, albo po prostu chcielibyście się zająć czymś innym niż oglądaniem seriali bądź czytaniem książki i potrzebujecie na chwilę oderwać się od rzeczywistości, to zerknijcie na moją topkę najlepszych gier planszowych dla jednego gracza. W każdą z nich można również grać w więcej osób, nic nie stoi więc na przeszkodzie aby zagrać z resztą domowników czy znajomymi, kiedy w końcu się zobaczycie. Weźcie też pod uwagę, że są to tytuły, w które grałem osobiście, zarówno w wersji wieloosobowej, jak i solo. Sporo gier, które wy możecie znać i lubić, może tu nie być, z chęcią więc poznam wasze propozycje, które być może dodam do swojej kolekcji.

5. Fallout Gra Planszowa

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

źródło: Fantasy Flight Games

Fallout Gra Planszowa to idealne przeniesienie jednej z najbardziej legendarnych serii gier komputerowych na planszę. Znajdziecie tu wszystko, co znacie z tamtych produkcji – system SPECIAL, perki, wybory moralne, eksplorację świata, i zadania. Na zdjęciu tego nie widać, ale w pudełku znajdziecie jeszcze ogromną talię kart zadań, działającą w stylu książek paragrafowych. Niektóre questy są krótkie i proste, inne trudniejsze i wielowątkowe. Tytuł jest bardzo grywalny w kilka osób, dzięki dodatkowi Atomowe Związki umożliwia nawet granie w kooperacji, która jest o niebo lepsza niż Fallout 76. W wersji solo to klasyczny Fallout, jedyny minus to, że nie ma nam kto czytać skutków wyborów na kartach zadań, trzeba więc bardzo się pilnować by nie zepsuć sobie zabawy.

Nawet fani serii zniesmaczeni tym, co oferuje nam w wersji komputerowej od kilku lat Bethesda, powinni być zadowoleni. Wersja podstawowa oferuje nam scenariusze oparte o część trzecią i czwartą, a rozszerzenie New California dodaje to, co starsi wyjadacze mogą znać z Fallouta 1 i 2. Ciężko w to uwierzyć, ale uniwersum Fallout-a naprawdę działa w tej formie.

4. Terraformacja Marsa

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

źródło: Rebel

Terraformacja Marsa to najbardziej popularna polska gra planszowa na świecie, która w 2017 roku została zdobywcą Nagrody Gry Roku. Naszym zadaniem, zarówno w wersji rywalizacyjnej, jak i solo, będzie pokierowanie korporacją odpowiedzialną za przystosowanie Czerwonej Planety do życia. To kompleksowa gra, która w trybie dla jednego gracza korzysta z talii kart, która pomaga zautomatyzować całą grę. Będziecie musieli myśleć o wielu aspektach terraformingu, jak roztopienie lodowców na biegunach, podwyższenie temperatury i ilości tlenu etc. – naprawdę można się poczuć, jak za konsolą dowodzenia. A jak się wam gra spodoba to do dyspozycji macie liczne dodatki wprowadzające nowe planety, systemy gry i wiele innych. Gra się bardzo różni w obydwu wersjach i nawet po wielu rozgrywkach solowych, kiedy w końcu zagracie z innymi, odkryjecie wiele nowych aspektów.

3. This War of Mine Gra Planszowa

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

źródło: boardgamegeek

Kolejna gra komputerowa rewelacyjnie przeniesiona do formy fizycznej. This War of Mine, inspirowana pierwszą grą w historii wpisaną do spisu lektur szkolnych, jest chyba najbardziej dorosłą i przygnębiającą planszówką, w jaką można zagrać. I nie są to wady, chociaż zdecydowanie nie jest dla każdego. Ciężko to wytłumaczyć bez spoilerowania wam rewelacyjnej Księgi Skryptów (ponad 2000 paragrafów), ale tu naprawdę można poczuć się źle, czytając o skutkach naszych działań. Historie są naprawdę mocne, tylko dla dorosłych i dają dużo do myślenia. Rozgrywka w wersji solo bardzo przypomina to, co znamy z wersji komputerowej – w ciągu dnia budujemy sprzęt w naszym schronieniu, który pomoże nam przeżyć i zbierać zasoby jak woda czy jedzenie, leczyć rany i depresję itp. W nocy czeka nas wyprawa do opętanego wojną miasta, w celu pozyskania dodatkowych zasobów. To tutaj napotkamy najwięcej opowieści z Księgi i nie raz będziemy się długo zastanawiać nad tym, co zrobić i co właśnie przeczytaliśmy. W wersji kooperacyjnej dochodzi dodatkowa mechanika przekazywania Dziennika, kiedy tylko pojawi się w opisie kolejnych faz dnia napis ”następny gracz” – to osoba właśnie go trzymająca podejmuje wszystkie decyzje w danym momencie (służy też ona za instrukcję, wszystko ładnie opisuje, można więc po prostu grę rozpakować i zacząć od razu grać). Można oczywiście o wszystkim dyskutować, a nawet się kłócić, ale trzeba się pogodzić z faktem, że dany gracz może wybrać inaczej. Nawet, jak przez to przegrywamy, a to potrafi być częste – życie cywila w oblężonym mieście nie jest łatwe.

UWAGA – gra jest naprawdę tylko dla starszych graczy, porusza bardzo ciężkie tematy, związane z przeżyciem w okresie wojny zarówno w opisach, jak i decyzjach i robi to bardzo sugestywnie. Nie grajcie w tę grę z dziećmi i, pod żadnym pozorem, nie zaglądajcie nie pytani do Księgi Skryptów.

2. Gloomhaven/Gloomhaven Jaws of the Lion

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

Gloomhaven, źródło: Rebel

Gloomhaven – niech was nie zwiedzie zdjęcie. Magnum opus Isaaca Childresa, od kilku lat okupujące pierwsze miejsce na wielu listach, to prawdziwy behemot, który zapakowany jest w pudło ważące prawie 10 kilogramów. Jest to jednak 10 kilo rpg-owej i planszowej doskonałości, która jest rasowym rpg-iem w pudełku. Do naszej dyspozycji oddane zostało prawie 100 scenariuszy, które zapewniają nam kilkadziesiąt godzin stale rozwijającej się kampanii. Na mapie, w formie planszy, i kartach naklejkami (można dokupić ich odpowiednik wielokrotnego użytku) będziemy oznaczać odkryte miejsca, nowe zasady, umiejętności etc. Na start możemy wybrać jedną z 6 klas postaci, a w toku rozgrywki możemy odblokować 12 kolejnych. Wszystkie zapakowane i zaklejone elementy powinni być otwarte jedynie wtedy, gdy gra nas o to poprosi. Wiem, że brzmi to bardzo bazowo, ale naprawdę nie powinno się tu spoilerować nic poza pierwszym scenariuszem, niespodzianek, zarówno tych fabularnych jak i mechanicznych, jest tu naprawdę dużo. Gra zawiera również system generowania losowych lochów niezwiązanych z kampanią, do której, na dodatek, inni gracze mogą w każdej chwili dołączyć i odejść po jednej rozgrywce, gra jest pod tym względem bardzo skalowalna.

Granie w kilka osób i solo można odróżnić w ten sposób – w kooperacji rozgrywka może przypominać momentami najprawdziwszą sesję rpg (zależnie od typu i wkręcenia wszystkich uczestników), a solo to granie w Baldur’s Gate, w każdym tego słowa znaczeniu, no może poza dialogami z NPCami. Jeśli jednak przeraża was rozmiar i cena (około 500 złotych), to koniecznie zerknijcie na

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

źródło: boardgamegeek

Gloomhaven: Jaws of the Lion – w cenie 200 złotych kupicie swoisty starter do całego uniwersum i tego typu rozgrywki. Poprzez zrezygnowanie z kafelków map znacznie skraca ona rozstawienie wszystkiego, teraz wszystkie plansze gry znajdują się w książce ze scenariuszami. Reszta elementów to dokładnie to samo, co w starszym bracie –  taktyczna walka oparta na rozgrywaniu kart, a nie rzucaniu koścmi, rozwijająca się kampania 25 scenariuszy, elementy gry do odblokowania itp. Wszystko jednak, z racji tego, że G:JotL pojawiło się trzy lata po Gloomhaven, jest podane w znacznie przystępniejszy sposób. Instrukcja w starszej grze to 50stronicowa kobyła, do której często się wraca. Tutaj pięć początkowych scenariuszy krok po kroku uczy nas wszystkiego, powoli wprowadzając nowe elementy.

Jeśli jesteście doświadczeni w tego typu grach i macie więcej kasy i czasu, to bez problemu sięgajcie po “bazowe” Gloomhaven. Jeśli jednak jesteście nowicjuszami ciekawymi gatunku dungeon crawlerów i gier rpg, albo boicie się, że gra za 500 złotych się wam nie spodoba, to koniecznie zakupcie sobie Gloomhaven: Jaws of the Lion, jak tylko pojawi się w wersji polskiej. No chyba, że wy albo wasza grupka nie macie z angielskim problemu. To naprawdę są jedne z najlepszych gier planszowych w historii, a według niektórych wręcz idealne. I starczą wam na wiele godzin.

1 Mage Knight Ultimate Edition

Pięć najlepszych gier planszowych dla jednego gracza

źródło: boardgamegeek

Pomimo 10 lat bycia na rynku, dalej jest to jedna z najbardziej rozbudowanych i najlepszych gier tego typu. I większość graczy zgadza się, co do niej, w jednym – Mage Knight jest najbardziej grywalny w pojedynkę, a prawie 100 procent użytkowników portalu boardgamegeek kategorycznie odradza granie w nią w więcej niż 2-3 osoby. Wszystko za sprawą, momentami wręcz ogromnego, downtime’u, czyli oczekiwania na swoją kolej. Dlaczego? Otóż, pod przykrywką gry rpg z elementami strategii, kryje się jedna z najlepszych zagadek logicznych, nad jaką można spędzić czas. Wszystko opiera się tu na używaniu talii kart, odpowiedniej dla każdego bohatera, do poruszania się, walki i wielu innych elementów. Runda, których ilość w scenariuszach jest ograniczona, kończy się zazwyczaj w momencie pozbycia się wszystkich kart z ręki. Aby wygrać, czy w ogóle wydajnie grać, trzeba tu naprawdę główkować – ile i jakich karty użyć aby dojść do przeciwnika, czy wystarczy nam kart na walkę i wszystko inne, co chcemy zrobić etc. Przyznam się, że sam w trudniejszych scenariuszach potrafiłem spędzić nad jedną fazą dnia ponad 20-30 minut. Do tego dochodzą różne inne mechaniki, które możemy do woli wprowadzać, wiele różnych scenariuszy (można tworzyć własne) i trybów rozgrywki, zautomatyzowany boss chodzący po mapie, system reputacji, zdobywanie miast, magia, rozbudowa naszej talii o nowe zdolności i czary itp. Jedna rozgrywka może drastycznie różnić się od innej, nawet w ramach tej samej misji. Mage Knight to nie tylko gra planszowa warta każdego wydanego na nią grosza. To również ogromna pożywka dla naszego mózgu, która, nawet przy kolejnej przegranej, daje mnóstwo satysfakcji. Nie ma lepszej gry planszowej dla jednej osoby.

czytaj też: Zagraj w “Call of Duty: Mobile” i wygraj 2 miliony dolarów. Mistrzostwa już w czerwcu

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming