MuzykaOd redakcjiStreamingV.TV

Od singli Elvisa po hity Lil Nas X – muzyka nigdy nie będzie taka sama dzięki sieci cz.2

-

6 min czytania

Jak to się stało, że od winyli, kaset, płyt CD i pirackich empetrójek przeszliśmy do aplikacji streamingowych? W tym artykule dowiesz się jeszcze więcej na temat historii udostępniania masom utworów muzycznych.

Muzyka jest nieodłączną częścią naszego życia. Towarzyszy nam dosłownie wszędzie. Na zakupach, w restauracji, w telewizji, na imprezach, w domu, w samochodzie… Dodaje energii, uspokaja, wycisza, pomaga się skupić, nadaje wyjątkowy nastrój chwili. Bez wątpienia jest elementem, który czyni naszą egzystencję bardziej kolorową. Osobiście, nie wyobrażam sobie bez niej życia. A czy zastanawiałeś się kiedyś, jak długą drogę musiała przebyć, aby być tak łatwo dostępna i tak powszechna? Jak to się stało, że niemalże całą bibliotekę utworów, które kiedykolwiek powstały mamy na wyciągnięcie ręki za kilka złotych miesięcznie?

W poprzedniej części artykułu Od singli Elvisa po hity Lil Nas X – muzyka nigdy nie będzie taka sama dzięki sieci mogliście się dowiedzieć co nieco o historii muzyki. Było trochę o pierwszych instrumentach oraz utworach na świecie. Było trochę o tym, jak przez przypadek powstał fonograf, a także o winylach, kasetach i płytach CD. Zakończyliśmy na pirackich empetrójkach i ściąganiu dzwonków, których całe listy były drukowane na tyłach nieszanujących się czasopism. Tym razem możemy przejść trochę dalej, bardziej do czasów i technologii, które od lat są nam dużo bliższe, niż te opisywane w poprzedniej części.

Dziś zapraszamy do świata, w którym nie musisz czekać w kolejce, aby kupić długo wyczekiwany album, aby go posłuchać. Do świata, w którym ogromna biblioteka utworów jest dostępna za kilkanaście złotych miesięcznie.

Witamy w świecie streamingu.

Cyfrowa era muzyki

Pod koniec lat 80, jeszcze przed wynalezieniem iPoda powstał format mp3, czyli w ogromnym skrócie sposób na kompresję sekwencji dźwiękowej do bardzo małego pliku, który umożliwiał cyfrowe przechowywanie i transmisję dźwięku. Deweloperzy Shawn Fanning, John Fanning i Sean Parker dostrzegli w tym okazję. Wymyślili oni Napstera – prostą i bezpłatną usługę udostępniania plików peer-to-peer (P2P). Była to pierwsza taka strona, która w 2001 roku miała miliony użytkowników. Do sławy Napstera z pewnością przyczyniła się popularność odtwarzaczy mp3. Malutkie, kompaktowe urządzenia były w stanie pomieścić całkiem pokaźną bazę utworów i były obowiązkowym gadżetem każdego audiofila.

Apple zaprezentowało swoje iTunes Store dopiero w 2003 roku, ale wtedy każda piosenka kosztowała 0,99 USD. Trzeba było płacić, ale było też legalnie, więc sporo osób przeniosło się do jabłuszkowej firmy. Praktyki Napstera ze względu na swoją wątpliwą prawną formę znalazły się pod publicznym ostrzałem przemysłu muzycznego. Pomimo wysiłków promujących markę za pomocą bezpłatnej serii koncertów, marka nigdy nie odzyskała pełni swoich sił. Przeszła wiele zmian i żyje do dziś. Ale co to za życie…

Radio wraca do łask

Pomimo swojej niestabilności Napster nadał ton możliwościom w dziedzinie strumieniowego przesyłania muzyki. iTunes Store coraz bardziej rozszerzał swoją bibliotekę muzyczną. Zaczął także oferować płatne filmy i programy telewizyjne do pobrania. Jednak zarówno deweloperzy, jak i przedsiębiorcy próbowali znaleźć rozwiązanie problemu, który wielu osobom przedstawiał iTunes – możliwości odkrywania nowych utworów i słuchania muzyki w formie cyfrowej, bez konieczności pobierania plików z utworami lub płatności za utwór. I tak narodziły się radia internetowe.

Prawdziwym pionierem w tej dziedzinie była Pandora – bezpłatna, spersonalizowana aplikacja radiowa online (w Polsce nie jest ona dostępna). Powstała na początku 2000 roku, jednak nie była jedyna. Na naszym podwórku z pewnością dużo bardziej kojarzona jest strona Last.fm, która, choć lata świetności ma już dawno za sobą, to nadal cieszy się sporą aktywnością użytkowników. Dzieje się tak jednak głównie ze względu na możliwość podpięcia pod swój profil konta na Spotify, co daje na przykład możliwość tworzenia kolaży z najczęściej słuchanych przez nas albumów. Last.fm zlicza również dokładną ilość naszych przesłuchań danych utworów, co może nam otworzyć oczy na to, jak wielkimi jesteśmy psychofanami niektórych zespołów. Swego czasu istniała również aplikacja randkowa, która na podstawie danych z Last.fm miała łączyć ludzi o podobnych gustach muzycznych. Nie cieszyła się jednak zwykłą popularnością. A szkoda.

Aplikacje tego typu nie tylko zapewniały prostą obsługę, ale też mądrze podchodziły do algorytmów, stąd też element personalizacji. Wskazując, że podoba Ci się konkretna piosenka lub wykonawca technologia algorytmiczna pozwalała określić, co jeszcze może Ci się spodobać i proponowała przesłuchanie takich treści.

Nie minęło zbyt wiele czasu od stworzenia Pandory, kiedy strona zaczęła emitować reklamy między granymi utworami. Ostatecznie zaoferowała słuchaczom płatną opcję bez reklam. W 2008 roku pojawiło się Spotify, które działa na podobnej zasadzie. Uczeń przerósł jednak mistrza i w tej chwili jest najpopularniejszą aplikacją streamingującą muzykę.

Więcej muzyki, więcej pieniędzy

Wśród artystów zapanowała niezgoda co do tego, jak opłacalny (a raczej nieopłacalny) jest dla nich Spotify. Najbardziej popularni artyści otrzymują znaczne wypłaty za odsłuchania swoich utworów, podczas gdy inni twórcy nie są już tak pewni swoich zysków. Nie jest to oczywiście jedyna aplikacja, która oferuje streaming muzyki. Mamy też Tidala, Apple Music, Amazon Prime Music, czy też SoundCloud. Sporo ludzi nadal używa w tym celu YouTube’a, jednak ani to wygodne, ani przyjemne. W tej chwili mamy naprawdę szeroki wachlarz opcji co do tego, z którego źródła będziemy słuchać muzyki. Różnią się nie tylko ceną, ale i zawartością swoich muzycznych bibliotek, a wśród audiofili panuje nieustanna wojna o to, która możliwość oferuje najlepszą jakość dźwięku.

Aż trudno uwierzyć, że ta podróż rozpoczęła się gdzieś w czasach prehistorycznych od fletu stworzonego z kości. Chociaż ten oszałamiająco szybki postęp muzyki cyfrowej może wydawać się skrajnie przerażający, to jednak przybliża nas do czegoś, na co wszyscy mamy wpływ – muzyki. Jeszcze nigdy nie mieliśmy tak wielkiego wpływu na to, czego słuchamy. Z pewnością wraz z rosnącą liczbą sposobów doświadczania dźwięku w naszym codziennym życiu, będziemy mieli coraz więcej muzycznych wspomnień.

Bo pamiętasz jeszcze, jak za nastoletnich lat wyobrażałeś sobie, że twoje życie ma nieustanny soundtrack, który leci gdzieś w tle, raz ciszej, raz głośniej? Teraz jest to możliwe i wcale nie musisz po to nosić przy sobie gramofonu.

A więc słuchajmy jak najwięcej, jak najświadomiej.

I niech żyje technologia!

Czytaj też: Od singli Elvisa po hity Lil Nas X – muzyka nigdy nie będzie taka sama dzięki sieci cz.1

Małgorzata Chuchel
Memy to jej pasja, a jej życie pisze najlepsze pasty. W wolnym czasie jeździ autostopem, jest dj’ką w duecie Typiary Niepokorne i tworzy na Spotify playlisty, których nikt nie słucha. Nadal poszukuje zarówno stylu pisania, jak i życia.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Muzyka