Od redakcjiV.TV

Nostalgia pełną parą ! Odwiedzamy Warszawską Giełdę Retrogamingową! Relacja i ekskluzywne Wywiady!!

-

12 min czytania

Jak co miesiąc, na Warszawskiej Giełdzie komputerowej odbyła się retro giełda. Jako gracz  i wielbiciel popkultury retrogamingowej, postanowiłem odwiedzić to miejsce i przedstawić państwu moje osobiste wrażenia z tego wydarzenia. Dodatkowo porozmawiałem z handlarzami, którzy opowiedzieli mi co nieco o swojej pasji i miłości do starych gier oraz konsol.

Warszawska giełda elektroniczna mieści się w podziemiach Warszawskiego Śródmieścia ,przy al. Niepodległości 208A.

Po zejściu w głąb podziemia naszym oczom ukazuje się kompleks sklepów i innych pomieszczeń usługowych, a w tym Warszawskie Muzeum Komputerów i Gier, o którym opowiemy w dalszej części artykułu.

Po wybiciu godziny 10:00 w korytarzu pojawili się pierwsi handlarze, którzy (na swoich stolikach) rozłożyli różnorakie retro perełki, np. konsole: Nintendo Entertaimet System, Atari, Comodore 64, Play Station 1, a także różnego rodzaju gry i gadżety.

Jako że jestem wielkim retrofreakiem nie mogłem się powstrzymać, wpadłem w wir zakupowy, poszerzając moją kolekcję o kilka retro smakołyków. Jednak podczas zwiedzania stoisk każdy z handlujących zajmował mnie fascynującą rozmową, którą zrozumieć może tylko typowy nerd.

Podczas konwersacji z każdym z nich poprosiłem o odpowiedź na kilka pytań, zwiazanych z tym miejscem.

W pierwszej kolejności poznałem Dariusza, ponieważ (nie ukrywam) posiadał pokaźną kolekcję gier na konsolę Play Station 1, która przykuła moją uwagę.

Daniel Przekociński (DP): Proszę powiedzieć naszym czytelnikom, co możemy znaleźć na twoim handlowy stanowisku?

Dariusz: Cześć Wszystkim! Na moim stanowisku możecie znaleźć głównie gry z lat 90-tych, czyli  tytułu na konsolę Play Sation 1, Play Station 2 i Dreamcast, która (jest moim konikiem). To już jest mój drugi raz na retro giełdzie i muszę szczerze przyznać, że pomimo dzielących mnie 300 km od Warszawy (jestem z Poznania) to jestem bardzo zadowolony. Nie przyjeżdżam tutaj dlatego, żeby sprzedawać, ale również po to, by pogadać z innymi ludźmi o naszych pasjach. Cieszę się, że taka wyjątkowa inicjatywa rozwija się właśnie w Polsce.

DP: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z pasją do retrogamingu?

Dariusz: Zaczeła się dokładnie w tym samym momencie, gdy zacząłem grać w gry,  dokładnie 24 grudnia 1988 roku. To był święta Bożego Narodzenia, kiedy to mój kuzyn dostał pod choinkę Comodore 64 i kiedy zacząłem z nim grać w dedykowane gry, wiedziałem, że to jest to! To właśnie będzie moją pasją, która przez 33 lata nigdy się nie zmieniła. Jak widać cały czas gram i zbieram gry.

DP: Na jakiej konsoli miałeś okazje zagrać jako dziecko?

Dariusz: Oczywiście Comodore 64. Rok później po kuzynie, dostałem od moich rodziców po długim ,,męczeniu”. Dokładnie mój tato kupił mi go za niebotyczne pieniądze w Pewexie.

DP: Co Tobie najbardziej podoba się w giełdzie?

Dariusz: Przede wszystkim fajny klimat tego miejsca. Mogę porozmawiać z ludźmi, którzy dzielą swoją pasję.  Najwspanialsze jest to, że wszystko, co znajduje się do kupienia jest namacalne. Możesz dotknąć każdy przedmiot, poczuć jego teksturę, a także można określić realny stan przedmiotu. Kupując na różnych portalach sprzedażowych, nie masz gwarancji, że przedmiot, za który dałeś dużo kasy, będzie w dobrym stanie. Tutaj  masz na to stuprocentową gwarancję.

Kolejną osobą, która nie tylko od samego początku jest uczestnikiem giełdy, ale także odpowiada za wspomniane Warszawskie Muzeum Komputerów i Gier. To Mariusz – menager muzeum i giełdy, ale także właściciel kanału na YouTubie – Retrowizja. Opowiedział nam dogłębnie na temat swojej pasji, giełdzie, jak i prowadzonym muzeum.

DP: Hej Mariuszu! Przede wszystkim dziękuje Ci za poświęcenie kilku chwili w tak upalne popołudnie. Opowiedz proszę naszym czytelnikom, co możemy znaleźć na Twoim stanowisku?

Mariusz: Ja zawsze profiluję się na Nintendo i na Segę, w związku z tym jestem typowo konsolowy. Mimo że pracuje w Warszawskim Muzeum Komputerów i Gier  to jednak giełda retrogamingowa w moim wykonaniu jest typowo konsolowa od 8 do 128 bitów, czyli oscyluje się w latach 80-90 tych. Jednak czasami coś nowego można znaleźć na moim stanowisku, ale to rzadko się zdarza.

DP: Kiedy zacząłeś kolekcjonować konsole i gry retro?

Mariusz: Wszystko zaczęło się w 98 roku, kiedy zobaczyłem kultowy kartridż z grą Legend of Zedla Ocarina of Time na konsolę Nintendo 64 i uznałem, że się nigdy z nią nie rozstanę. Finalnie posiadam kilka okazałych egzemplarzy tej gry. Zdałem sobie sprawę, że sama struktura pudełek jest bardzo delikatna i ciężko utrzymać je w perfekcyjnym stanie. Zresztą pudełka na konsolę Play Station 1 także były słabo wykonane. W moim przypadku Nintendo 64 nie było pierwszą konsolą, która zagościła w moim gamingowym sercu. Jednak to właśnie ono sprawiło, że moja pasja stała się moją pracą.

DP: To jaką pierwszą konsolę miałeś jako dzieciak?

Mariusz: Moją pierwszą konsolą był Pegasus. Tylko miałem pewien problem, ponieważ miałem duży dylemat pomiędzy sportem a graniem w gry.  Jako dziecko uwielbiałem grać w piłkę i udawać  przy tym mojego ulubionego bohatera Gojiro z anime Kapitan Tsubasa. Co więcej, uczęszczałem do piłkarskiej grupy sportowej  szóstoklasistów RKS. Więc jak widzicie jak na nerda, byłem bardzo mocno usportowiony. Niestety, po pojawieniu się Nintendo 64 zostałem ,,uprofilowany” jako człowiek siedzący w jaskini, a nie grający w piłkę.

DP: Co mógłbyś polecić osobie, która przypadkowo trafiłaby na giełdę retrogamingową, a może stać się potencjalnym klientem dla Ciebie?

Mariusz: W ogóle bardzo bym się cieszył, gdyby takie osoby przychodziły tutaj, a nie do normalnych sklepów, ponieważ tutaj mamy dostawców, którzy są kolekcjonerami i pasjonatami, a nie typowymi handlarzami. W związku z tym też podejście do klienta, który się nie zna, jest zupełnie inne i wyjątkowe. Nie chodzi o to, żeby wykorzystać sytuację. Tutaj po prostu rozmawia się z tymi ludźmi w taki sposób, że od razu czuć chęć dzielenia się swoją nabytą wiedzą. Kiedy ktoś podejdzie do danego stoiska i o coś ich zapyta, to oni są wniebowzięci, a przy okazji osoba, która jest laikiem, może liczyć na sporą dawkę kompetencji.

DP: A jak to jest z cenami ? Czy ceny allegrowe są nieco większe w stosunku do cen giełdowych?

Mariusz: Ceny są naprawdę konkurencyjne w stosunku do cen allegrowych. Oczywiście mogę mówić tylko i wyłącznie za siebie, ponieważ nie narzucam swoim dostawcom tego, jakie te ceny powinny być, ale widzę tak pobieżnie, że ceny ustalone przez nich są w porządku.

DP: Co najbardziej podoba Ci się w giełdzie?

Mariusz: Ja kocham tutaj być, ponieważ tutaj tworzy się niezwykła społeczność graczy. To już nie jest takie ,,nerdzenie” na grupach facebookowych, gdzie wszyscy obrzucają się błotem. Tylko jak się kogoś widzi, to automatycznie człowiek czuje się zobligowany do tego, żeby wykazać przynajmniej minimum szacunku. Tutaj natomiast tego szacunku jest nieco więcej niż minimum. Natomiast spotkanie twarzą w twarz innych osób, tworzenie czegoś razem bez pośrednictwa sieci. I to jest najpiękniejsze, że tę społeczność mimo przeszkód udaje się budować za pośrednictwem naszych wystawców, którzy pochodzą z różnych części Polski, jak i naszych odwiedzających.

Jak już wcześniej wspomniałem tuż obok wspaniałej giełdy, znajduje się miejsce, które samo w sobie opowiada o początkach powstania gamingu, czyli Warszawskie Muzeum Komputerów i Gier. To miejsce jest rajem dla każdego ,,starego wyjadacza retro”. Jednakże taka miejscówka może stać się również niezwykłą kopalnią wiedzy i doświadczeń dla młodszego pokolenia, które chce dowiedzieć się ,,w co nasz tato lub mama grali w dzieciństwie”. Przy okazji. poruszając ten wątek, poprosiliśmy Mariusza o kilka słów na ten temat.

DP: Obok nas widzimy Muzeum Komputerów i Gier, proszę, opowiedz naszym czytelników co nieco na temat tak kultowego miejsca.

Mariusz: Cóż, to też jest praca marzeń, bo kiedyś pracowałem w sklepach z grami wideo i tam wcale źle nie było, ale tutaj jestem w stanie opowiadać o rzeczach, które spowodowały to, że jestem w miejscu, w którym jestem, które mnie wykreowały jako gracza, czyli wracamy do lat 90-tych. Wcześniej mogłem opowiadać o tym sobie, porozmawiać od czasu, do czasu wtedy jak ktoś chciał posłuchać. A teraz, jeżeli odwiedzają mnie goście, a nie klienci to jest to zdecydowana różnica (ponieważ mamy gości w muzeum).

Ja nie muszę nikogo zanudzać, wyszywając się tym, że ,,Lata 90-te są wspaniałe”, bo kiedyś to było znacznie lepiej. To nie o to chodzi, że dzisiaj jest gorzej (wręcz przeciwnie), ponieważ grywam także na obecnych generacjach konsol. Jednak lata 80-90 miały w sobie specyficzny klimat i blichtr, który jest (obecnie) nie do odzwierciedlenia, jeżeli nie mamy żadnych wspomnień z tamtego okresu.

Dzieci, które do mnie przychodzą,  widać, że pragną też to poczuć. I właśnie to jest najlepszym miejscem, w którym mają do dyspozycji: monitory kineskopowe, oryginalny hardware i software i świrów, którzy żyją tamtym okresem. To jest najpiękniejsze w tym wszystkim.

DP: Co można znaleźć dokładnie w Twoim muzeum? Do jakich czasów możemy się przenieść, będąc w tak wspaniałym miejscu?

Mariusz: Od końcówki lat 70 tych do 2001 roku. Zaczynamy w sumie od 2 generacji konsol, czyli od Atari 2600, kończymy na 6 generacji, czyli na Dream Cascie, Game Cubie, PS2, Xboxie. Inna sprawa, że czasami otrzymujemy od naszych wspaniałych darczyńców nowsze sprzęty. Ostatnio do naszego muzeum dołączył oryginalny kiosk z konsolą Xbox 360. Jednak ja zdecydowanie skupiam się na 2 i 6 generacji. Osobiście faworyzuje 4 i 5 i 6 generację, ponieważ moją ukochaną konsolą jest Dream Cast.

DP: Gdybyś miał zaprosić większe grono osób, aby odwiedzali muzeum i giełdę, co być powiedział?

Mariusz: Wiecie, ja jestem tylko elementem składowym i bardzo się cieszę, że do mnie dołączyło się tyle osób, bo to wcale nie jest łatwe zrzeszyć tyle ludzi, którzy są tak zaangażowani w jednym miejscu. Na szczęście udało mi się to zrobić, oni mają przy tym swoją ,,cegiełkę”. Natomiast ja jestem tylko procentem tej całości. Staram się zaoferować zawsze jak najwięcej, ale to klimat całości tego wydarzenia i miejsca, kreuje chęć odwiedzenia. W związku z tym trzeba tego doświadczyć  całościowo. Uważam, że warto tutaj przychodzić. Szczególnie, że będziemy dostępni od przyszłego miesiąca i w sobotę i w niedzielę po 10 każdego miesiąca. Myślę, że będzie na czym zawiesić oko.

Mariusz: Pomijając kwestię handlowe, czyli kupowanie i sprzedaż istnieje także wymiana. Tu nie chodzi tylko o pieniądze, a nawet pomijając kwestie monetyzacji czy nabywania dóbr, tu jest po prostu dobry klimat do rozmowy. Ludzie tutaj przychodzą nie tylko na zakupy, ale także kręcą się z lewa na prawo i gadamy sobie godzinami.  I to właśnie trzyma mnie w tym miejscu. Zachęcamy państwa do odwiedzenia nas, nieważne jakie macie państwo kompetencje, zdecydowanie będzie co robić.

 

Retro świat jest niezwykłym miejscem. To oaza, w której każdy gracz znajdzie swoją bratnią duszę. Tym dowodem jest Retro giełda, w której wszyscy przychodzą pogadać, pohandlować i powymieniać się swoimi nośnikami wspomnień. To miejsce, które zrzesza każdego zapaleńca, nerda i laika do zwiedzania, kupowania i przenoszenia się w czasie.

W imieniu całej redakcji gorąco dziękujemy całej społeczności retro, jak i managerowi giełdy i muzeum Mariuszowi, za tak ciepłe przyjęcie i kilka godzin nerdowskiej rozmowy, którą zapamiętam na długo. Dodatkowo zachęcam Cię, mój drogi Czytelnik do odwiedzenia oficjalnego fanpage Warszawskiego Muzeum Komputerów i Gier oraz Retro Giełdy. W nich znajdziecie wiele nowości z dziedziny retrogamingu, a także aktualne przedmioty, które będziecie mogli nabyć podczas tego klimatycznego targowiska, które (tym razem) będzie otwarte przed dwa dni z rzędu w każdym miesiącu, a dokładnie po 10-tym!

Mogą Ci się spodobać

Więcej w kategorii Od redakcji