ActinaGamingOd redakcjiRecenzja

Nieoszlifowany diament – recenzja Gamedec [PC]

-

10 min czytania

Gamedec to gra pełna sprzeczności – z jednej strony zachwyca pomysłami na narrację i mnogością wyborów, z drugiej rozczarowuje finałem i niektórymi decyzjami twórców.

(Egzemplarz gry otrzymaliśmy od agencji PR Outreach, a ogrywaliśmy go na sprzęcie dostarczonym przez komputer Actina: i5 9600K, 16GB RAM, GeForce 2060. Recenzja nie zawiera spoilerów fabuły ani w tekście, ani w screenach)

Gra polskiego studia Anshar Studios, Gamedec, już od pierwszej zapowiedzi intrygowała naciskiem przede wszystkim na opowiadanie historii. Dodatkowo, z racji tego że wcielamy się w niej w detektywa, miała ona nam pozwolić na pełnoprawne rozwiązywanie spraw, łączenie faktów oraz podejmowanie końcowych werdyktów, które niekoniecznie musiały okazać się właściwe.

I dokładnie to dostajemy w końcowej wersji – Gamedec to pełnoprawna gra RPG, w której prym wiodą dialogi, a wybierane w nich kwestie praktycznie co akapit potrafią zmienić wątki fabularne, a podejmowane decyzje względem rozwoju naszej postaci mają wpływ na dostępne dla nas możliwości. Niestety widać po niej mały budżet i brak czasu, zwłaszcza w drugiej połowie gry.

Nieoszlifowany diament - recenzja Gamedec [PC]

Nasz awatar to typowy detektyw – dzień zaczyna od drinka i obowiązkowych rozmyślań przed oknem.

FABUŁA

W Gamedec wcielamy się w detektywa, tytułowego gamedeca, który mieszka w Warsaw City, mieście przyszłości roku 2199. Na pierwszy rzut oka jest to typowe cyberpunkowe uniwersum. W powietrzy latają drony i latające samochody, technologia już całkowicie opętała nasze życia a światem rządzą korporacje. Rozpoczynamy bardzo typowo – nasz awatar, uprzednio stworzony w kreatorze postaci z kilku dostępnych opcji wyglądu oraz pochodzenia (te ostatnie mają wpływ na dostępne na początku kwestie dialogowe), budzi się rano w swoim mieszkaniu. Po krótkiej eksploracji naszego miejsca zamieszkania, podczas której dokonamy pierwszych wyborów kształtujących naszego bohatera, wyruszamy na nasze pierwsze śledztwo – syn bardzo bogatego biznesmena jest cały czas podłączony do wirtualnej rzeczywistości i nic nie jest w stanie go obudzić. Naszym zadaniem będzie wejście do tego konkretnego świata, odnalezienie chłopca i sprowadzenie go z powrotem.

Brzmi bardzo sztampowo, prawda? Zgadza się, ale jak tylko zagłębimy się bardziej w ten świat, to od razu odkryjemy jego bardzo unikatowe założenia. Otóż wspomniane, rządzące światem korporacje to ogromne studia deweloperskie, które zajmują się produkcją niezliczonej ilości gier. Pozwalają one, za pomocą specjalnych łóżek, na faktyczne wejście do świata gry i postrzeganie go tak, jak widzimy i czujemy otaczającą nas rzeczywistość. Nasza obecność w cyfrowej przestrzeni narażona jest dokładnie te same problemy, na które możemy trafić w sieci obecnie – oszuści, przestępcy, hejterzy, błędy systemu i inne znane nam bolączki cyfrowego życia w XXI wieku są tutaj dodatkowo spotęgowane faktem, że mieszkańcy tego świata mają z nimi bezpośrednią, bardzo fizyczną styczność. Dalej co prawda są, w większości przypadków, chronieni przez skórę, jaką założą w grze albo zasady i programy bezpieczeństwa stworzone przez jej twórców, ale przez fakt, że są oni podpięci do serwerów umysłem, sprawia, że wszystko czują bardziej i wszystko, co ich spotyka, może mieć bardzo duży wpływ na ich zdrowie fizyczne i psychicznie.

Dlatego właśnie powstał taki zawód jak Gamedec, którego nazwa jest skrótem od Game Detective. Ci samozwańczy detektywi muszą być nie tylko zapalonymi graczami, znającymi wirtualny świat od podszewki, ale i posiadać umiejętności dedukcji i perswazji godne każdego szanującego się śledczego z kina noir.  Wędrują oni od świata do świata pomagając ludziom na różne sposoby podczas rozwiązywania spraw, które równie dobrze można by znaleźć w naszym świecie czy w książkach Raymonda Chandlera – zdradzająca męża żona, zaginione osoby, kult rekrutujący nieświadome tego ofiary czy tajemnicze morderstwa z femme fatale na czele.

Przyznam, że nie znałem wcześniej uniwersum stworzonego przez Marcina Przybyłka w jego książce o tym samym tytule, ale byłem nim zaintrygowany już od pierwszej minuty spędzonej z grą. Kreowanie świata stoi tu na bardzo wysokim poziomie – jest tu pełno ciekawych pomysłów, neologizmów, nowych i nieznanych wcześniej fanom gatunku wynalazków oraz mnóstwo czytania, zarówno pod postacią świetnie pomyślanych wpisów w naszym kodeksie (których czytanie jest obowiązkowe, jeśli chcemy zrozumieć wszystkie nowe terminy), jak i dialogów, które będziemy przeprowadzać z całkiem sporą napotkanych przeciwników.

Sam scenariusz stoi na bardzo wysokim poziomie, a przynajmniej w pierwszej połowie, kiedy to jeszcze nie znamy za bardzo głównego wątku fabularnego i rozwiązujemy nie związane ze sobą sprawy. Tak, jak w klasycznym kinie noir, dopiero po pewnym czasie zaczniemy zauważać powiązania pomiędzy naszymi śledztwami i dopiero wtedy zaczniemy dążyć do odkrycia głównego antagonisty. Niestety w tym momencie w Gamedec trafiamy na największy minus tej produkcji – prawie całkowite sto osiemdziesiąt stopni jeśli chodzi o formę rozgrywki. Otwarte do tej pory śledztwa, podczas których do woli mogliśmy eksplorować różne gry dostępne dla mieszkańców tego uniwersum i trafiać w nich na mini zadania poboczne, zmieniają się nagle w bardzo liniowy ciąg krótkich odwiedzin w kilku grach, w których bardziej reagujemy podczas dialogów na wydarzenia, aniżeli prowadzimy pełnoprawne śledztwo. Dalej co prawda dokonujemy bardzo dużej ilości wyborów, ale na próżno szukać tu eksploracji znanej z wcześniejszych zadań. Na dodatek intrygująca fabuła, bawiąca się cyberpunkowymi schematami i wypełniona odniesieniami do polskiej kultury, zmienia się w typowy dla gatunku traktat filozoficzny o człowieczeństwie i otaczającym nas świecie. Nie byłoby w tym nic złego, Ghostrunner czy Cyberpunk 2077 również podejmowały te klasyczne tematy, ale one jednak robiły to znacznie lepiej.

Główna wina leży w długości gry – dziesięć godzin jak na grę RPG to trochę mało. Z jednej strony jest ona bardzo skondensowana i nie ma w niej niepotrzebnego chodzenia przez puste ekrany lub po wcześniej odwiedzonych lokacjach. Z drugiej nie mogę odnieść, że zabrakło deweloperom czasu. Wspomniana przed chwilą zmiana w rozgrywce sprawia wrażenie, jakby deweloperzy zaczęli gnać na łeb na szyję aby ukończyć produkt w terminie i nie starczyło im czasu na rozwinięcie ostatnich światów w podobny sposób, jak wcześniejsze. To właśnie przez ten fakt cierpi fabuła drugiej połowy, bo nie ma ona szansy się bardziej rozwinąć przez co jawi się bardzo sztampowo i trochę płytko – różnica pomiędzy początkowymi śledztwami, a końcem, jest bardzo rażąca.

Nieoszlifowany diament - recenzja Gamedec [PC]

Ekran dedukcji – nasze najważniejsze narzędzie w grze, z którym obcowanie sprawia dużo przyjemności. Nic nie jest podane tu na tacy – wnioski musimy wyciągnąć sami.

ROZGRYWKA

Jeśli pominiemy błędy i glicze, które w momencie premiery nie są już tak liczne, jak podczas mojego pierwszego spotkania z Gamedec, to jest to jedna z najlepszych gier narracyjnych, w której możemy wcielić się w detektywa i samemu łączyć fakty. Anshar Studios ewidentnie czerpało tu inspiracje z Disco Elysium, najlepszego komputerowego RPG-a w historii oraz gier studia Frogwares z Sherlockiem Holmesem w roli głównej. Do pierwszego niestety Gamedec-owi jest trochę daleko, ale muszę przyznać, że w Warsaw City bawiłem się znacznie lepiej niż skórze brytyjskiego detektywa.

Inspiracja Disco Elysium objawia się w Gamedec dwojako – po pierwsze tytuł ten stawia przede wszystkim na narrację i dużą ilość czytania. Po drugie, co najważniejsze, prym wiodą tu wybory i ich skutki, obecne już w kreatorze postaci. W nim najważniejszą decyzją jest nasze pochodzenie, które wpływa na nasze początkowe statystki i dostępne kwestie dialogowe. Wybór ten ogranicza nas jedynie na początku gry. Wybierane kwestie dialogowe dadzą nam określoną ilość punktów dla konkretnej cechy, które możemy następnie wydać na rozwój kilkunastu umiejętności pasywnych, które będą nam przez cały czas otwierać nowe możliwości i pozwolą być nie tylko wybranym na początku dziennikarzem, który stał się detektywem, ale i hakerem czy osiłkiem. W pewnym momencie daje nam to praktycznie nieograniczoną zdolność wyboru, jeśli chodzi o to jak chcemy prowadzić naszego awatara i jak będziemy reagować na wydarzenia w grze. Na dodatek każda nasza decyzja, nawet najmniejsza, może mieć tu poważne konsekwencje. Taki stan rzeczy jest oznaką RPG-a z najwyższej półki i nie można tego Gamedec-owi w tym wypadku odmówić.

Drugim głównym aspektem gry jest bycie detektywem i tutaj również Gamedec króluje nad innymi, nawet nad Disco Elysium. Podobnie jak w grach o Holmesie czy The Sinking City studia Frogwares, cały czas podczas śledztwa mamy dostęp do wszystkich poszlak i możliwych wniosków, jakie możemy z nich wyciągnąć. W pewnym momencie musimy dokonać wyboru, którym tokiem śledztwa podążymy i tylko od nas zależy czy zbierzemy wszystkie możliwe wskazówki i czy poprawnie rozwiążemy daną zagadkę kryminalną. Muszę przyznać, że naprawdę dość często zdarzało mi się tu zawiesić na głównym ekranie dochodzenia i zastanawiać nad dalszym krokiem czy nad daną kwestią dialogową, która mogła mi zamknąć dostęp do dalszych informacji lub nawet spowodować, że dana osoba da mi informacje całkowicie sprzeczne z prawdą.

Obydwa wspomniane elementy to najmocniejsze strony gry, które działają i sprawiają przyjemność od samego początku do końca, nawet podczas rozczarowującej i liniowej eksploracyjnie drugiej połowy.

PODSUMOWANIE

Pomimo rozczarowania, jakim jest tor, który obiera rozgrywka i fabuła w drugiej połowie gry, to jednak jestem w stanie wam Gamedec polecić. Jak nie teraz, to w przyszłości. Jestem przekonany, a przynajmniej mam nadzieję, że będziemy mieli tu do czynienia z przypadkiem Larian Studios i ich ostatnich dwóch odsłon serii Divinity. Do każdej z nich deweloperzy przygotowali po premierze wersje rozszerzone, które nie tylko poprawiały grę względem sugestii graczy, ale i rozszerzały poszczególne wątki czy nawet dodawały nowe akty.

Gamedec to gra unikatowa, bo na próżno można szukać obecnie gry RPG tak mocno nastawionej na wybory gracza i ich skutki. Jasne, jest na przykład Wasteland 3, ale gra Anshar Studios idzie o krok dalej i daje nam tytuł, w którym nie tylko przystaniemy na dłużej nad konkretnym wyborem, ale i poćwiczymy szare komórki podczas łączenia faktów i wyciągania wniosków. Rozpoczyna się naprawdę dobrze, wciąga w swój świat, a wcielanie się w detektywa, prowadzącego śledztwa w świecie pełnym rozpusty, wirtualnej wersji Farmville czy MMORPG, w którym jedna gildia stała się kultem, jest absorbujące od początku do końca, nawet podczas drugiej rozgrywki, którą zdecydowanie wam polecam jeśli się na ten tytuł zdecydujecie. W Gamedec-u naprawdę możecie doświadczyć różnych, uzależnionych od waszych wyborów historii i poczuć się jak cyberpunkowy detektyw, który tym razem nie poluje na androidy, ale pomaga ludziom grającym w gry komputerowe.

czytaj też: Historia animacji poklatkowej w trzy minuty [WIDEO]

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina