AnimacjaGamingOd redakcjiSerialV.TV

Najpierw DotA, teraz League of Legends – kolejna animacja od Netflixa

-

2 min czytania

Fani gier komputerowych są naprawdę rozpieszczani przez platformę Netflix – już niedługo trafi na nią kolejna adaptacja znanej gry komputerowej, League of Legends. 

Jeśli jakimś cudem jest wam mało animacji na podstawie gier komputerowych, a tym bardziej tych od Netflixa, to niedługo dostaniecie więcej. Streamingowy gigant ma w produkcji naprawdę wiele różnych tytułów – Assassin’s Creed, Devil May Cry, Cyberpunk: Edgerunners, Magic: The Gathering, a już za chwilę pojawić się ma Resident Evil: Infinite Darkness, który szczególnie przypadnie do gustu fanom drugiej i czwartej odsłony słynnej serii o eksperymentach korporacji Umbrella. Będzie tego znacznie więcej, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę animacje oryginalne czy powroty starych serii, jak Ultraman czy He-Man.

Jakiś czas temu na Netflixie pojawiła się adaptacja Defence of the Ancients, gry z gatunku MOBA, która została całkiem dobrze przyjęta zarówno przez fanów, jak i recenzentów. Chwalono głębię przedstawionych postaci i klasyczny styl fantasy, jaki przyjęto za formę opowieści. Niektórym osobom taka lekka sztampowość mogła nie przypaść do gustu. Powinni oni więc zerknąć na pierwszą mini zapowiedź animacji na podstawie odwiecznego rywala Doty, League of Legends.

Dalej nie wiemy jaką historię opowiadać będzie adaptacja jednej z najpopularniejszych gier na świecie, ani które ze 150 postaci w niej wystąpią, poza oczywiście siostrami Jinx i Vi, które widać w zapowiedzi. Można więc przypuszczać, że historia skoncentruje się na tych bohaterkach i dwóch mecha miastach Zaun i Piltover. Cieszy oko bardzo dokładna grafika 3D, zwłaszcza w porównaniu do zazwyczaj koszmarnych w takiej wersji anime no i styl. Medieval punk to chyba będzie właściwe określenie.

Dokładna data premiery na razie nie jest znana.

czytaj też: “Red Dead Online” i “Fifa 21” trafią za chwilę na Xbox Game Pass

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Animacja