EkologiaFoodLudzieOpinia

Na ratunek żywności – poznajcie aplikacje, dzięki którym oszczędzacie pieniądze i chronicie jedzenie przed wyrzuceniem na śmietnik

-

4 min czytania

W czasach, kiedy tak głośno mówimy o ekologii, dbaniu o środowisko i realnym zagrożeniu przyszłego życia na naszej planecie, nadal marnujemy średnio 1/3 produkowanej żywności.

Marnujemy to nie jest przypadkowe słowo, bo wyrzucanie jedzenia spowodowane nadmiernym kupowaniem produktów spożywczych, nieodpowiednim ich przechowywaniem czy zaniedbywaniem daty ważności żywności to czyste marnotrawstwo.

Szacuje się, że w Europie każdego roku wyrzucamy na śmietnik 100 milionów ton jedzenia, z czego aż 9 mln ton w Polsce. Pod tym względem jesteśmy w europejskiej czołówce, a dokładnie na 5 miejscu, zaraz za Wielką Brytanią, Niemcami, Francją i Holandią. Warto pamiętać, że produkcja żywności pochłania ogromne ilość wody, energii oraz opakowań, które potrzebne są do jej  wytworzenia, transportu i przechowywania.

Po 11 nie marnuj – gdybym mogła dodać od siebie jedenaste przykazanie, dotyczyłoby ono właśnie marnowania żywności.
Nie ma co się oszukiwać! Czas to zmienić i nie musi to wcale oznaczać pohamowania naszego apetytu.

Nowoczesne aplikacje mogą pomóc

Z odsieczą na marną sytuację niechcianego jedzenia przybywają Mateusz Kowalczyk i Jakub Fryszczyn – pomysłodawcy aplikacji “Foodsi”. Panowie podjęli ekologiczną rękawicę i zdecydowali się zajrzeć do lodówek i śmietników w sklepach i restauracjach w naszym kraju (oprócz naszych domów ogromny procent strat produkują właśnie tego typu lokale). Gastronomia to dla Mateusza i Kuby żadna nowość. Podczas studiów w Kopenhadze pracowali między innymi we francuskiej kawiarni z świeżo wypiekanym pieczywem, na nocnej zmianie w magazynie dużego sklepu spożywczego czy w popularnej burgerowni, gdzie codziennie byli świadkami wyrzucenia dobrych do spożycia produktów.

“Ilość wyrzucanego jedzenia była nie do pojęcia! To było żałosne! Wystarczyło, żeby jedzenie miało jakąś mikro wadę, jakąś skazę i od razu stawało się nieatrakcyjne dla klienta. Wiadomo było, że nikt danego produktu już nie kupi, nawet jeśli był całkiem dobry do jedzenia- taki produkt trafiał na śmietnik” mówi założyciel i CEO “Foodsi” Mateusz Kowalczyk.

W burgerowni, w której pracował Kuba wcale nie było lepiej. “Mimo, że restauracja próbowała rozsądnie zarządzać żywnością na koniec dnia i tak część produkcji lądowała w koszu” dodaje.
Podczas studiów za granicą Mateusz i Kuba uprawiali też tak zwany “dumpster diving” czyli wyławianie ze śmietników należących do dużych marketów produktów, które nadają się do użytku. “Dumpster diving bardzo otworzył nam oczy i pozwolił zrozumieć i zobaczyć jak wielka jest skala marnotrawstwa.” -mówi Michał.
Właśnie wtedy zapadła decyzja o stworzeniu aplikacji, która mogłaby zmniejszyć rozmiar tego zjawiska. Droga do sukcesu nie była łatwa. Pracując po nocach, bez zewnętrznego finansowania, twórcy aplikacji poświęcili ponad 1,5 roku, żeby Foodsi ujrzało światło dzienne.

Foodsi

Mateusz Kowalczyk i Jakub Fryszczyn, źródło: Foodsi

Jak to działa?

Foodsi to aplikacja, w której możemy dosłownie “uratować” jedzenie – a dokładnie kupić po okazyjnej cenie (czasami nawet 50% lub 70% taniej) produkty, których nie udało się sprzedać danego dnia w restauracjach, hotelach, sklepach, piekarniach czy na stacjach benzynowych. Wystawione przez lokale “paczki do uratowania” nie zawierają informacji o tym co dokładnie wchodzi w ich skład, możemy być jednak pewni, że to produkty z menu danego miejsca.
Foodsi ruszyło w kwietniu zeszłego roku i ma już 140K pobrań oraz działa w kilku miastach: Warszawie, Wrocławiu, Trójmieście, a niedługo też w Krakowie. Społeczność Foodsi to nie tylko użytkownicy, ale też ponad 500 lokali.

Mam nadzieję i szczerze liczę na to, że już całkiem niedługo Panowie będą mogli liczyć ilość pobrań aplikacji w milionach, a aktywnych lokali w tysiącach.
To nie jedyna aplikacja tego typu na rynku. W Polsce działa także Duńska apka “Too good to go”, która w podobny sposób walczy z problemem marnowania żywności już w 12 krajach.

Osobiście czekam na moment, w którym współpraca z takimi aplikacjami będzie obowiązkiem każdego punktu gastro. I uwierzcie mi, jako szefowa kuchni głęboko wierzę w to, że stoliki w restauracjach nadal będą zajęte.
Następnym razem kiedy zgłodniejecie koniecznie sprawdźcie czy nie możecie “uratować” jakiegoś posiłku, a przy okazji zaoszczędzić nieco kulinarnego budżetu.

Mogą Ci się spodobać

Więcej w kategorii Ekologia