GamingNews

Lo Wang przekłada premierę Shadow Warrior 3

-

2 min czytania

Po co pisać posty z przeprosinami, jak przełożenie tytułu może w efektowny sposób ujawnić sam główny bohater? 

Reboot staroszkolnego shootera Shadow Warrior, stworzony przez polskie studio Flying Wild Hog, był w momencie premiery ogromnym i bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Absolutnie znikąd pojawiła się gra, która celebrowała klasyczny styl rozgrywki w FPS-ach i doprawiała całość humorem rodem z kina akcji lat 80, które starsi z was zapewne pamiętają z VHS-ów. Przypomnijmy, że był to rok 2013, czyli jeszcze przed premierą nowej wersji DOOM-a. Po wielu shooterach koncentrujących się na militariach, głównie współczesnych, taką formę rozgrywki gracze przywitali z otwartymi ramionami. Podobnie został przyjęty Shadow Warrior 2, który tym razem zmienił był looter shooterem, z poziomami generowanymi proceduralnie, większą liczbą absurdalnych żartów i easter eggów oraz bardziej otwartą rozgrywką.

W trzeciej odsłonie deweloperzy powracają do bardziej liniowych rozwiązań, które na dodatek zostały uaktualnione o pomysły znane z Doom Eternal czy Just Cause (każda gra teraz musi mieć wyrzutnię lin z hakiem). Przeciwnikom będą opadać kawałki ciała, ukazując nam ich wnętrze i słabe punkty. Areny będą zawierać liczne pułapki i interaktywne elementy otoczenia, za pomocą których poradzimy sobie z bardzo dużymi ilościami zróżnicowanych wrogów, którzy będą posiadać własne umiejętności specjalne.

Jeśli brzmi to dla was ciekawie, to niestery Lo Wang, główny bohater opowieści, musi was zasmucić:

Żenujące żarty Lo Wanga mieliśmy usłyszeć jeszcze w 2021 roku, ale, jak mówi sam zainteresowany, wymagają one jeszcze trochę więcej szlifów. Studio Flying Wild Hog chce oddać w nasze ręce jak najlepszy tytuł, dlatego też premiera Shadow Warrior 3 została przeniesiona na rok 2022, który zapowiada się na najbardziej bogaty w gry rok od lat.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming