GamingNaukaWydarzenia

Legendarny twórca gier, Richard Garriott, został rekordzistą światowej eksploracji

-

5 min czytania

Dwa bieguny, kosmos, a teraz Rów Mariański – Richard Garriott został pierwszym człowiekiem na Ziemi, który zwiedził wszystkie te miejsca.

Richard Garriott to jeden z najsłynniejszych i najważniejszych twórców gier w historii branży. Jest reżyserem serii cRPG Ultima, a jego firma, Origin Systems, odpowiada m.in. za produkcję i wydanie cyklu Wing Commander Chrisa Robertsa.

Garriott, znany także jako Lord British, od dziecka fascynował się eksploracją świata i kosmosu. Będąc nastolatkiem próbował pójść w ślady ojca Owena, astronauty NASA, który dwa razy odwiedził kosmos w 1973 i 1983 roku. Z powodu wady wzroku musiał pożegnać się z tym planem i zajął się programowaniem. Dość szybko odkrył w sobie smykałkę do projektowania gier i tak, będąc jeszcze w liceum, zarobił ponad 150,000 dolarów na swoim pierwszym tytule Akalebth: World of Doom.

Dziś pionier gier cRPG uznawany jest za jednego z ojców gier komputerowych i pierwszą osobę, która użyła słowa awatar do określenia postaci gracza na ekranie. W ostatnich latach jego uwaga przeniosła się z tworzenia gier na eksplorację świata rzeczywistego. W 1998 roku założył firmę Space Adventures, która, w porównaniu do Virgin Galactic i SpaceX, nie zajmowała się rakietami, a umożliwieniem zwykłemu człowiekowi podróż w kosmos, za pośrednictwem rosyjskiej agencji Roskosmos. W międzyczasie sam odwiedził, dzięki niej, naszą orbitę i dotarł do obydwu biegunów.

1 marca 2021 roku dodał kolejny kamień milowy do swojego cv eksploratora. Wraz z Victorem Vescovo odwiedził Rów Mariański, czyli najgłębsze miejsce na Ziemi. Dzięki temu stał się pierwszą osobą, która odwiedziła kosmos, obydwa bieguny i najniższy punkt na naszej planecie.

Podróż do mrocznej otchłani trwała ponad 4 godziny. Na miejscu Garriot pobrał próbki, porobił zdjęcia i, podobnie jak na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej, nakręcił krótki film science fiction. Tak skomentował, niedługo po wynurzeniu się, całe wydarzenie:

Na filmie, który zrobiłem, widać te ładne, małe, cztero lub pięciocalowe, półprzezroczyste czarne robaki. Są tam na całym dnie. Możesz także zobaczyć ślady większych rzeczy, które tam są.

Był też czas na odrobinę zabawy. Odkrywcy umieścili na dnie tzw. geocache, czyli możliwą do odnalezienia skrytkę dla podróżników – Garriott już wcześniej zrobił coś podobnego, będąc w kosmosie. W środku zazwyczaj znajduje się dziennik wyprawy, upominki na wymianę czy sekretne wiadomości. Jest to część gry terenowej dla podróżników, którzy, po znalezieniu takiego miejsca, odnotowują odwiedziny na specjalnej stronie. Zwyczajem jest zostawić w środku coś od siebie.

Wycięliśmy tytanową płytkę o powierzchni 6 cali kwadratowych [15 cm], na której nie tylko zapisano numer skrzynki, która jest nadal ukryta, dopóki nie upublicznimy jej za mniej więcej tydzień, i jest na niej zapisane tajne słowo. Mamy też pływak z syntaktycznej pianki, który unosi się na sznurku z Kevlaru, na którym znajduje się również słowo „geocache” i numer skrzynki. Następnie, po przeciwnych stronach pianki syntaktycznej, która jest rodzajem strzałki skierowanej w dół, znajduje się tajemne słowo. I tak sekretne słowo jest w czterech miejscach na tej rzeczy. W ten sposób każdy, komu zdarzy się przyszłości zobaczyć to tajne słowo, będzie miał szansę również znaleźć tę skrzynkę.

Część z was może pomyśleć, że Richard Garriott to znudzony bogacz, który ma za dużo wolnego czasu i pieniędzy. Nic bardziej mylnego. Zwiedził nie tylko wspomniane w tekście miejsca, ale i dziewicze jeszcze dżungle, wszedł na liczne wulkany czy polował na meteoryty. W styczniu tego roku został prezydentem ponad stuletniego stowarzyszenia The Explorers Club, zrzeszającego największych odkrywców na świecie.

Gratulacje Lordzie British, teraz pora na Mount Everest!

czytaj też: Co robi olbrzymi termofor i sweter w wiedeńskiej katedrze?

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming