LudzieNews

Kapitan Kirk w końcu poleciał w kosmos

-

2 min czytania

William Shatner, wraz z trójką współtowarzyszy, na 10 minut znalazł się w przestrzeni kosmicznej. Jest on najstarszą osobą, która tego dokonała. 

Ci z was, którzy interesują się gatunkiem science fiction, na pewno kojarzą Williama Shatnera, łamacza kobiecych serc i pierwszego kapitana najsłynniejszego statku kosmicznego obok Sokoła Millenium. Mowa oczywiście o U.S.S. Enterprise, który Shatner dowodził, jako kapitan James T. Kirk, w pierwszej odsłonie rewolucyjnych produkcji sci-fi o przyszłości naszej cywilizacji wśród gwiazd.

Wczoraj sprawiedliwości stało się zadość i William Shatner stał się najstarszym człowiekiem w historii, który kiedykolwiek znalazł się choć na chwilę w kosmosie:

Tak skomentował całe wydarzenie tuż po lądowaniu Shatner, oczywiście odpowiednio podniośle, jak na kapitana Kirka przystało:

Niebieskie okrycie, ta płachta, ten koc, ta niebieska kołdra, którą mamy wokół nas – myślimy, och, to jest błękitne niebo. Aż nagle wszystko wygląda tak, jakbyś zdzierał z siebie prześcieradło w środku nocy, kiedy śpisz, i patrzysz nagle w czerń, w czarną brzydotę. Patrzysz w dół, a tam na dole jest niebiesko, a tam na górze czarno – jest Matka Ziemia i wygoda i życie, a tam… tam jest śmierć? Nie wiem. Czy tak wygląda śmierć? I po chwili wszystko zniknęło. Jezu.
William Shatner poleciał automatycznym lotem na 10 minut poza Linię Karmana (granica pomiędzy Ziemią, a przestrzenią kosmiczną) rakietą Blue Origin wraz wiceprezydentem Blue Origin, Audreyem Powersem, współzałożycielem Planet Labs, Chrisem Boshuizenem oraz członkiem zarządu Dassault Systemes, Glen De Vries. Nie wiadomo jaki był koszt jego wycieczki, cena podobnej podróży konkurencyjną rakietą Virgin Galactic waha się w granicach 450 tysięcy dolarów.
Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Ludzie