CyklOd redakcjiPodróże

Incydent Tripowy: O tym, jak prawie zostałam przemytniczką narkotyków

-

5 min czytania

Incydent Tripowy to cykl o podróżach autostopem i związanych z nimi historiami. Czasem przypałowymi, a czasem pięknymi. W dzisiejszym odcinku opowiem o tym, jak to spakowałam się jak debil i prawie zostałam zatrzymana za przemyt narkotyków na lotnisku.

Były takie czasy, kiedy nie miałam ciepłej posadki redaktora i robiłam różne dziwne rzeczy w celach zarobkowych. A to jeździłam na winobrania, a to uczyłam dzieci angielskiego w Wietnamie. Zdarzało się też, że dorabiałam sobie jako… artystka uliczna. A przynajmniej tak lubię to nazywać. Bo przecież brzmi to zdecydowanie lepiej, niż “robiłam bańki mydlane na ulicy za hajs”. A konkretniej za to, co tam ludzie wrzucili mi do puszki. Co ciekawe, interes ten całkiem nieźle mi szedł. Zbierałam zwykle w ten sposób fundusze na podróże. Często łączyłam w ten sposób zwiedzanie z zarabianiem. Wyjeżdżałam sama lub z przyjaciółką do różnych krajów i robiłyśmy bańki w turystycznych miejscach.

Incydent Tripowy: O tym, jak prawie zostałam przemytniczką narkotyków

Ja podczas robienia baniek

Odwiedziłyśmy tak między innymi Szwajcarię, Włochy i Norwegię. Podróżując w ten sposób, poznałyśmy mnóstwo ciekawych ludzi. Zdarzyło nam się spać zarówno w dziwnych, jak i pięknych miejscach. No bo jeśli twoim domem, jest twój namiot, to czasem lądujesz na noc w naprawdę niespodziewanych miejscach, typu parking pod szwajcarską firmą. Albo miły starszy pan wywozi cię na szczyt góry na nocleg do ośrodka rekolekcyjnego swoich znajomych i budzisz się z widokiem niczym w dżungli.

Instagram will load in the frontend.
Instagram will load in the frontend.

Pewnego wrześniowego dnia 2018 roku postanowiłam odwiedzić swoich znajomych w Londynie i przy okazji zarobić coś na robieniu baniek. Spakowałam więc plecak, zakupiłam zapas gumy guar, która jest proszkiem o właściwościach zagęszczających niezbędnym do zrobienia baniek i ruszyłam w drogę do Frankfurtu na samolot. Nie spodziewałam się wtedy jeszcze, że sposób w jaki zapakowałam magiczny proszek, przyniesie mi sporo kłopotów. A spakowałam go w kilka małych woreczków, żeby się nie rozsypał.

Kontrola na lotnisku

Do Frankfurtu dostałam się oczywiście na stopa. Jechałam tam z założeniem, że albo zdążę, albo nie. Bilet i tak kosztował mnie jakieś 30 zł, więc najwyżej przespałabym się na lotnisku i potem pomyślała co dalej. Na szczęście udało mi się dotrzeć z zapasem czasu. Tradycyjnie wyłożyłam swój bagaż podręczny na taśmę podczas kontroli celnej i czekałam. Nagle coś zapipczało. No nic, zdarza się. Po chwili był już koło mnie pracownik lotniska, który trzymał w rękach mój plecak. Zapytał, czy bagaż należy do mnie i po otrzymaniu potwierdzenia wziął mnie na bok. Otworzył go, a następnie poprzecierał trochę papierkiem wykrywającym niedozwolone substancje i włożył go do urządzenia sprawdzającego. Znów wydało z siebie alarmujący dźwięk, a ja zaczęłam się lekko niepokoić. Celnik kazał mi pokazać dłonie i wykonał tą samą papierkową robotę, co z plecakiem. Ponownie rozbrzmiało irytujące pipczenie.

I dalej pozwolę już sobie przedstawić tę historię w mojej ulubionej formie opisywania jej. Czyli w formie tak zwanej pasty.

Pasta o tym, jak prawie zostałam przemytniczką na lotnisku

>idzie do ciebie policjant
>dzień dobry, zrobimy teraz mały wywiadzik, a pracownik lotniska przetrzepie pani rzeczy
>no ok
>jak zwykle ty, nawet nie jesteś zdziwiona
>mówisz, skąd jesteś i gdzie lecisz, a w międzyczasie twoja bielizna ląduje na taśmie
>wszyscy pasażerowie oglądają twoje majtki
>akurat w wywiadzie odpowiadasz że w sumie to nie pracujesz nigdzie i się nie uczysz
>nie brzmi to chyba jak przykład przykładnego obywatela
>w tej samej chwili wyciągają z twojego plecaka dziwny pakunek z proszkiem
>tylko ty wiesz, że to proszek którego używasz do robienia płynu do baniek
>ludzie patrzą na ciebie z zaciekawieniem i pogardą jednocześnie
>przychodzi jeszcze więcej pracowników lotniska i jeszcze więcej policji
>jeszcze więcej twoich ciuchów na taśmie
>wie pani, że to wygląda jak narkotyki?
>tłumaczysz, że robisz bańki dla dzieci i że to właśnie po to
>nikt ci nie chce uwierzyć
>tajemniczy proszek przechodzi przez rentgen kolejne 5 razy
>powoli sama zaczynasz wierzyć, że ostatnie pół roku robiłaś bańki na bazie kokainy
>pytają czy możesz to rozpakować
>w sumie możesz
>zaczynasz zdawać sobie sprawę jak podejrzanie to wygląda
>poporcjowane na mniejsze działki w woreczkach i owinięte w folię spożywczą, żeby się nie sypało
>czemu jesteś taka głupia
>wszyscy obmacują magiczny pył
>twoje rzeczy idą jeszcze raz na kontrolę
>zaraz zamkną ci bramki
>rzeczy wracają z kontroli
>dookoła ciebie kilkunastu pracowników lotniska, policja, trochę gapiów i twoje majtki
>patrzysz na nich wszystkich
>oni wszyscy patrzą na ciebie
>czekasz na dalszy rozwój sytuacji
>get your drugs and go
>spakuj swoje majty oraz narkotyki i odejdź
Po tym, jak pracownik kazał mi spakować swoje narkotyki i odejść, szczęśliwie dotarłam do Londynu. A na miejscu baniek i tak nie zrobiłam, ponieważ uszkodziłam sobie kostkę. Ale to już całkiem inna historia.
Małgorzata Chuchel
Po latach namawiania przez przyjaciół postanowiła zająć się pisaniem zawodowo. Memy to jej pasja, a jej życie pisze najlepsze pasty. W wolnym czasie jeździ autostopem, jest dj’ką w duecie Typiary Niepokorne i tworzy na Spotify playlisty, których nikt nie słucha. Nadal poszukuje zarówno stylu pisania, jak i życia.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Cykl