Indie GamingOd redakcjiRecenzja

Glory to Arstotzka! – nie znasz znaczenia tych słów? Żałuj!

-

5 min czytania

W 2013 roku pojawił się niesamowicie osobliwy tytuł wśród gier komputerowych. Mowa o „Papers, Please”.

Pierwszy raz, kiedy usłyszałem o tym tytule, było to dobrych kilka lat temu, kiedy moi znajomi śmiali się, że ta gra będzie idealna dla mnie. Na początku nie wiedziałem, dlaczego wydawało im się to takie zabawne. Okazało się, że gra rzeczywiście była w sam raz dla mnie. Wtedy jeszcze pracowałem w korpo i świat żelaznych zasad i regulaminów nie był mi obcy. Nie, nie pracowałem w aparacie przymusu, ale zdarzało mi się pisać procedury i ich przestrzegać „for glory of corporation”.

Tak naprawdę to urzekła mnie prostota, a zarazem skomplikowanie gry. Niby bardzo łatwa, bo naszym zadaniem w grze jest sumienne i prawidłowe wykonywanie pracy. Zanim jednak do tego dojdziemy, opowiedzmy o powstaniu tego tytułu.

Lucas Pope, twórca gry to Amerykanin, pracował swego czasu dla Naughty Dog przy serii Uncharted. Dopadło go wypalenie zawodowe  i wraz ze swoją żoną Keiko przeniósł się w jej rodzinne strony, do Japonii. Przez pewien czas małżonkowie razem tworzyli mniejsze tytuły niezależne, a wiązało się to z podróżami po Azji. Ze względu na częste loty, Lucas zauważył, że praca strażnika granicznego w każdym miejscu jest podobna, a repetytywność zadań mogłaby posłużyć za zabawny materiał do gry. W ten sposób powstał pomysł na „Papers, Please”.

Papers, please

Miłym ukłonem jest możliwość niewpuszczenia do kraju antyszczepionkowców.

Pomysł na mechanikę gry już był, została jeszcze kwestia kontekstu fabularnego. Na pomoc przyszło Hollywood i szpiegowskie filmy takie jak „Operacja Argo”. Jednak, zamiast szpiega próbującego przedostać się przez granicę, postawił się na miejscu celnika. Potrzebował jeszcze miejsca. Tu z pomocą przyszedł mu jego poprzedni projekt The Republia Times, gdzie kierowało się gazetą w totalitarnym państwie. Połączenie szpiegów i totalitaryzmu zaowocowało powstaniem Arstotzki – dyktatury, w której ty jako główny bohater jesteś trybikiem w wielkiej maszynie, wszystko widzącego wielkiego brata. Pracujesz na granicy wzorowanej na przejściu pomiędzy wschodnim i zachodnim Berlinem lat 80.

Papers, please

W grze oprócz naszego kraju jest sześć innych, a każdy z nich ma kilka rejonów. Różne paszporty, różne dokumenty. Jako celnik musimy wszystko dokładnie sprawdzić.

Steam Greelight i rozpoczęcie prac

Zanim gra pojawiła się na platformie Steam, umieszczono ją na Steam Greenlight. Była to platforma, która umożliwiała małym twórcom prezentację swoich gier. Wpisowe kosztowało sto dolarów i było przeznaczone na cele charytatywne. Greenlight w 2017 roku został zamknięty i przemieniony w Steam Direct. Lucas nie spodziewał się wybitnego sukcesu (mimo że wykorzystał swoje oszczędności do jej stworzenia), jednak społeczność go zaskoczyła. Dzięki kilku youtuberom, którzy zagrali w grę i opisali ją na swoich kanałach, tytuł ten w ciągu kilku dni został pozytywnie oceniony przez graczy i przeszedł selekcję.

Po tak dobrym starcie nie pozostało nic innego, jak stworzyć pełną wersję gry. Początkowo miało to zająć sześć miesięcy, jednak trwało o trzy miesiące dłużej. W 2014 roku już po wydaniu gry, Lucas Pope stwierdził, że ma „serdecznie dość” (ang. „kind of sick to death”) pracy nad grą i zajmie się z powrotem tworzeniem mniejszych tytułów.

Zmęczenie materiału nie przeszkodziło twórcy otrzymać licznych nagród. Gra została fenomenalnie przyjęta zarówno przez krytyków, jak i graczy.

No dobra, ale o czym to tak naprawdę jest?

Wcześniej w tekście pobieżnie wspominałem, o co chodzi w grze. Pracujemy na przejściu granicznym w totalitarnym kraju o nazwie Arstotzka. Naszym zadaniem jest sprawdzanie paszportów i pozwoleń osób chcących przekroczyć granicę. Naszą główną bronią są dwie pieczątki, zezwolenia i odmowy. Za poprawnie wykonywaną pracę dostajemy wynagrodzenie, które przeznaczyć możemy na opłaty za mieszkanie, jedzenie, czy lekarstwa. Co więcej, codziennie otrzymujemy nowe informacje z Ministerstwa Spraw Zagranicznych na temat obostrzeń wprowadzanych na granicy. Na przejściu spotkać możemy nie tylko zwykłych podróżnych, ale i przemytników, osoby niepożądane, czy terrorystów. Będziemy kuszeni pieniędzmi, rozrywką w domach rozpusty, czy nawet przynależnością do organizacji starającej się obalić rząd.

Papers, please

Nasza największa broń-pieczątki, akceptacji i odmowy.

Część fabularna w grze trwa miesiąc i przez ten czas musimy nauczyć się poprawnie wykonywać naszą pracę. Liczy się nie szybkość, ale jakość, z jaką sprawdzamy dokumenty. Co ciekawe jest dwadzieścia możliwości zakończenia gry. Dla tych, którzy nie mają ochoty na rozterki szarego celnika, jest opcja ciągłej pracy, tzn. do momentu, kiedy popełnimy za dużą ilość błędów.

Tytuł ten powinien znaleźć się na półce każdego fana gier indie. Gracze casualowi też nie będą nim zawiedzeni. Grę w teorii można przejść w jeden wieczór, ale z miłą chęcią się do niej wraca. Toporna grafika, niezrozumiałe głosy nadają „Papers, Please” niepowtarzalny klimat. Jeżeli zamierazasz poszerzyć swoje zasoby o tę grę to pamiętaj, że najważniejsze w rozgrywce to być czujnym!

Gra stała się tak popularna, że powstał, krótkometrażowy film na jej podstawie.

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Indie Gaming