ActinaGamingRecenzja

Elite Dangerous Odyssey – wrażenia z pierwszej fazy testów alfa

-

10 min czytania

To jeden mały krok dla testerów, ale wielki skok dla całej społeczności Komandorów – wystartowała wersja alfa Elite Dangerous: Odyssey.

(Tytuł ogrywaliśmy na sprzęcie dostarczonym przez firmę Actina)

Wybaczcie mi przeróbkę jednego z najsłynniejszych cytatów w historii eksploracji kosmosu, ale naprawdę nie mogłem się powstrzymać. Po pięciu latach eksploracji Drogi Mlecznej w Elite Dangerous jedynie za pomocą statków kosmicznych i łazika SRV, w końcu można postawić ludzką stopę na powierzchni wielu planet, księżyców i spojrzeć na własny statek z kompletnie innej perspektywy.

W poniedziałek, 29 marca 2021 roku, wystartowała pierwsza faza testów alfa najnowszego dodatku do jednego z największych symulatorów kosmicznych w historii o podtytule Odyssey. Oto nasze wrażenia.

Elite Dangerous Odyssey - wrażenia z pierwszej fazy testów alfa

Apex Interstellar czyli kosmiczna taksówka, nowy sposób podróżowania dodany do gry.

Cały proces testów alfa podzielony został na 4 fazy, z których każda będzie dodawać kolejne elementy rozgrywki i skupiać się na testowaniu konkretnych z nich. Pierwsza z nich dotyczy systemów głównych i synchronizacji serwerów.

Odyseja rozpoczyna się od stworzenia nowego Komandora, czyli awatara, w którego się wcielamy. To, ile godzin ma ktoś już wylatane, nie jest na razie ważne. Dla odpowiednio balansu każdy startuje od zera. Sam edytor jest dokładnie taki sam, jak w bazowej grze i podobnie nie ogranicza nas do jednorazowego wyboru. W każdym momencie możemy ponownie go odpalić i wszystko pozmieniać.

Nasza postać budzi się do życia w jednej z kolonii na powierzchni losowej planety w układzie Aidita. Został on specjalnie wybrany do pierwszej fazy testów, gdyż zawiera on trzy słońca i bardzo dużo planet, na których można lądować i portów kosmicznych do odwiedzenia. Dzięki temu, przy włączeniu przez nas opcji grania z innymi, twórcy mogą bardzo łatwo przetestować sieć i połączenie pomiędzy graczami, jak i śledzić wszelkie problemy z balansem rozgrywki.

Muszę przyznać, że przy pierwszym uruchomieniu miałem ogromne szczęście i trafiłem na niesamowity widok za ogromnym oknem oddzielającym bar od beztlenowej atmosfery księżyca, na którym się znajdowałem. Był to ostatni moment zachodu słońca – po kilku minutach wpatrywania się w realistycznie zachodzącą i symulowaną gwiazdę, postanowiłem rozejrzeć się po głównej hali miasteczka (ang. Concourse). W każdym porcie znajdziemy te same miejsca – sklepy ze sprzętem i zasobami, biuro Apex Interstellar czyli kosmicznej filii taksówek, terminale i kilka miejsc, które jeszcze nie działają, m.in. stocznię, biuro wojskowe i laboratorium.

Elite Dangerous Odyssey - wrażenia z pierwszej fazy testów alfa

Hala główna jest pełna odgłosów – spikera z głośników, rozmawiających ludzi i odgłosów przelatujących statków. Czyli tak jak powinno być w każdym porcie.

Na start dostajemy 50 tysięcy kredytów i bazowy statek, którym na razie nie możemy latać. Wszystko jest drogie, nie pozostaje więc nic innego, jak zająć się misjami. Tych mamy kilka do wyboru i są one rozwinięciem typów znanych z bazowej gry – legalny i nielegalny transport, odzyskiwanie danych, ataki na bazy piratów i rywalizujących frakcji etc. Dotychczas wykonywaliśmy je z pokładu statku albo łazika, teraz będziemy dodatkowo eksplorować bazy, używać sprzętu technicznego i hakerskiego i walczyć z wrogami.

Jaką pierwszą misję postanowiłem wybrać zadanie bojowe. Pominąłem również standardowy terminal i porozmawiałem z jedną z kilku osób z ikoną misji nad głową. Jak się później przekonałem, oferują one bardziej rozbudowane zlecenia od tych dostępnych w terminalu u urzędników. Następnym krokiem, z racji tego że nasze statki są niedostępne w tej fazie, jest udanie się do Apex Interstellar i wykupienie miejsca w kosmicznej taksówce. Wybieramy miejsce na mapie systemu, płacimy sto kredytów i po kilku sekundach pojawi się nam informacja o dostępności naszego promu. Po wejściu na pokład pilot automatycznie wystartuje i rozpocznie dokładnie taką samą podróż, jaką znamy z normalnej odsłony.

Zatrzymam się tu na chwilę, aby zaznaczyć jak rewelacyjne jest to rozwiązanie. Elite Dangerous symuluje Drogę Mleczną i odległość pomiędzy gwiezdnymi obiektami w skali 1:1. Jeśli licznik podróży mówi nam 24 dni to, jeśli byśmy zostawili grę na tyle czasu włączoną, nasza wycieczka faktycznie by tyle zajęła. Statki co prawda korzystają ze specjalnego napędu, skracającego podróże międzyplanetarne i pozwalającego na skoki międzysystemowe, to dalej niektóre dystanse, zwłaszcza z kilkoma skokami, można pokonywać przez kilkadziesiąt minut. Cały proces wymaga nadzoru gracza – trzeba wybrać odpowiedni wektor, wyhamować, w prawidłowy sposób podejść do planety etc. Skutecznie niweluje to możliwość grania i jednoczesnego robienia czegoś innego. Przy wykorzystaniu Apex Interstellar gracze skutecznie mogą włączyć w tle podróż i w między czasie zająć się innymi rzeczami. Komputerowy pilot komunikuje się z nami podczas podróży, da nam więc znać kiedy będzie podchodzić do lądowania. Może również udostępnić nam swoją ładownię.

Ok, nowe możliwości podróży za nami, przejdźmy więc do głównego dania Odyssey. Po kilkuminutowej podróży bezpiecznie wylądowaliśmy… Dwa kilometry od bazy. W całkowitej ciemności. I rozpoczęły się schody.

Elite Dangerous Odyssey - wrażenia z pierwszej fazy testów alfa

Misja infiltracyjna, podejście piąte. Ciemno jak u Pana Boga za piecem, a baza pełna znacznie lepiej uzbrojonych wrogów.

Mówiąc schody nie mam tego na myśli w sposób negatywny. Po prosty wszystkiego trzeba uczyć się od nowa, tak jak niektórzy musieli pięć lat temu przy nawet dokowaniu i startowaniu. I gra nie jest łatwa, na dodatek byłem kompletnie nieprzygotowany do takiej misji. Bazowy kombinezon ma bardzo słabą baterię – możemy ją naładować w specjalnych gniazdach dostępnych w bazach – i mało tlenu. Na dodatek jego tarcza jest strasznie słaba i uzbrojony byłem w podstawowy pistolet. Po kilku nieudanych próbach stwierdziłem, że chyba powinienem najpierw zabrać się za zlecenia dla płotek, polegających na transporcie danych i sprzętu. Ten rodzaj misji jest całkowicie legalny, dostęp do wszystkich miejsc docelowych jest dla nas otwarty i walka grozi nam jedynie kiedy otworzymy ogień, wejdziemy tam gdzie nie trzeba i ktoś nas zauważy, albo jak nie dostosujemy się do poleceń strażników podczas skanowania.

Po 4-5 misjach stać na, jedyny jak na razie, dodatkowy kombinezon, nowy karabin i kilka elementów wyposażenia, jak granaty, apteczki, baterie do tarczy czy jej stacjonarne wersje. Misje też w tym momencie znacznie się otwierają. Z nowym kombinezonem dostajemy też palnik, który umożliwi nam dostanie się do paneli technicznych i sabotowanie systemów bazy. Przyda się nam on we wszystkich nielegalnych zadaniach i operacjach, czyli serii zleceń tworzących zamknięty cykl z coraz lepszą wypłatą.

I to by było na tyle. Na przestrzeni kilkunastu godzin – gra naprawdę potrzebuje łatwiejszego systemu określania odległości podróży wewnątrz systemu podczas przeglądania mapy i wybierania zadań – sabotowałem bazy, odbijałem inne z rąk piratów, ponownie uruchamiałem opuszczone i pozwiedzałem powierzchnię niektórych planet. I bawiłem się przednio.

Niesamowitym uczuciem jest, po pięciu latach oczekiwania w niepewności czy taka opcja w ogóle powstanie, móc na własnych nogach wspiąć się na szczyt góry i spojrzeć na rozpościerający się krajobraz lodowej planety, który skąpany jest w świetle wschodzącego słońca. Pierwsza faza zawiera w sobie bazową wersję nowej technologii tworzenia planet i muszę przyznać, że czeka na nas naprawdę wiele niesamowitych miejsc do odwiedzenia, kiedy zaimplementowany będzie w pełni. Powierzchnia planet nie będzie już taka płaska i monotonna, występować będą faktyczne kaniony, szczyty górskie, głazy o różnych rozmiarach i wiele innych. Nowością będą też planety o bardzo słabej atmosferze, wymagać one będą kompletnie innego podejścia do lądowania, sposobu kierowania łazikiem i po raz pierwszy ujrzymy na nich niebieskie niebo i chmury.

Elite Dangerous Odyssey - wrażenia z pierwszej fazy testów alfa

Nawet po pięciu latach grania Elite Dangerous dalej potrafi zachwycić niesamowicie realistycznym widokiem naszej galaktyki.

Jeśli chodzi o sprawy techniczne to, pomimo, że jest to wersja alfa, to jest tu zdumiewająco mało błędów. Nie wszystkie systemy co prawda są włączone, ale działa to tylko i wyłącznie na plus. Gdyby od razu udostępniono cały dodatek, to pewnie byłoby ich znacznie więcej. Przez te wszystkie godziny, które spędziłem na podróżowaniu po systemie Aidita, ani razu gra nie wysypała mi się do systemu, nawet przy sporej ilości graczy w okolicy. Największymi problemami, na jakie się natknąłem, to losowe spadki w płynności gry we wnętrzu największych stacji i baz z własną halą główną i niewielkie i chwilowe błędy w wyszukiwaniu drogi przez postaci niezależne. Czasem też panele informacyjne i statku wyświetlały się z lekkim opóźnieniem, nie jest to jednak nic co przeszkadzało mi w rozgrywce ani coś, czego twórcy nie mogą naprawić.

Elite Dangerous już dawno wyprzedziło inny symulator kosmiczny, Star Citizen, samym faktem, że gra się ukazała. I cały czas się rozwija, zarówno pod względem dodatków, jak i fabuły nadchodzącej otwartej wojny z Thargoidami, czyli rasą obcych z uniwersum Elite. Rozszerzenie Odyssey to najważniejszy dodatek w historii serii i już na tym etapie jest znacznie lepiej dopracowany niż produkcja Chrisa Robertsa, zwłaszcza jak weźmiemy pod uwagę fakt, że ta druga przez 8 lat cały czas jest na etapie wersji alfa. Otworzy drogę do wielu nowych zadań, aktywności i sposobów na życie dla wielu pilotów w galaktyce. Pojawią się nowe, ciekawe opowieści o wielkich wyprawach eksploracyjnych, ratunkowych czy innych organizowanych przez graczy. Nic nie stoi też na przeszkodzie, aby twórcy zaczęli wprowadzać misje bardziej rozbudowane fabularnie, które lepiej przedstawią nam całe uniwersum. Droga do Odysei była długa i daleka, ale w końcu tu jesteśmy.

Do zobaczenia podczas fazy drugiej, kiedy udostępnione zostaną większe operacje i biuro wojskowe, stocznia i dodatkowe bronie i sprzęt. Sprawdzimy też jak działa nowy system handlu i eksplorowania ciekawych punktów na planetach. Weźmiemy też udział w rozbudowanych konfliktach pomiędzy frakcjami, można się więc spodziewać nowych typów zleceń.

o7!

czytaj też: Sprawdźcie pierwszy oficjalny trailer 5 sezonu “Rick i Morty”

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina