FilmKultura

Disney rusza naprzód z Gwiezdnymi Wojnami idąc wstecz. Ma to sens? Sprawdźmy

-

4 min czytania

W 2012 roku The Walt Disney Company zakupił Lucasfilm (w skład którego wchodziły Gwiezdne Wojny) od George’a Lucasa. Społeczność nie była pewna, czego może się spodziewać po nowym właścicielu. Zdawało się, że wszystko będzie dobrze, bo Disney szybko ogłosił, że kolejne części Gwiezdnych Wojen są już w fazie rozwoju.

Współpraca tych dwóch firm nie jest niczym nowym, zanim jeszcze uniwersum Gwiezdnych Wojen przejął Miki, to w parku rozrywki Disneyland były atrakcje o nazwach, Indiana Jones Adventure: Temple of the Forbidden Eye i Star Tours. Pojawiły się tam jeszcze w latach 80. i 90.

Przejęcie przez Disneya tej największej franczyzy science fiction mogło nastąpić wcześniej, bo projekty ruszyły pełną parą. Efekty przejęcia nie powalają jednak na kolana, może z małymi wyjątkami.

W 2015 roku do kin trafiły Gwiezdne Wojny: część VII Przebudzenie mocy, które wprowadziły trójkę nowych głównych postaci. Daisy Ridley (Rey), pilota Rebelii Poe Damerona (Oscar Isaac) i byłego szturmowca Finna (John Boyega). Momentalnie porównani zostali oni do głównego trio, czyli Rycerza Jedi Luke’a Skywalkera (Mark Hamill), przemytnika Hana Solo (Harrison Ford) i Księżniczki Lei Organa (Carrie Fisher).

Od samego początku ta nowa trylogia podzieliła fanów Gwiezdnych Wojen. Niektórzy cieszyli się z nostalgii i ponownego pojawienia się ukochanych postaci z oryginalnej trylogii po 40 latach, inni uważali, że można było spróbować czegoś innego.

Jednak jeszcze przed Ostatnim Jedi (epizod 8), fani już mieli wrobioną opinię i nie wyglądała ona dobrze w stosunku do nowych wydarzeń zawartych w sequelach. W magazynie Forbes tak oceniono sytuację:

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi to jeden z najbardziej kontrowersyjnych filmów od lat – jedni go uwielbiają, inni nienawidzą. A teraz, gdy jest dostępny w domowych bibliotekach, wielu ogląda go ponownie, aby sprawdzić, czy zmienili zdanie na temat filmu. Po premierze kinowej media podkreśliły podział między krytycznym przyjęciem filmu a poglądami publiczności. Na przykład w Rotten Tomatoes łączna ocena od krytyków to 90%, ale wynik publiczności to 50%.

Zakończenie Sagi o rodzinie Skywalkerów, czyli Gwiezdne Wojny: część IX Skywalker. Odrodzenie niewiele pomogło w naprawieniu tego, co działo się w poprzednich częściach, zwłaszcza że postać Adama Drivera, Kylo Ren umarła, a wielu fanów w tym sam Mark Hamill nie byli zadowoleniu, że Luke Skywalker  zginął w tak mało klimatyczny sposób.

Mandalorianin i wielkie nadzieje

Od momentu premiery Mandalorianina stworzonego przez Jona Favreau i Dave’a Filoniego serial od Disney+ zrobił to, czego nie udało się osiągnąć żadnym filmom od zakończenia Powrotu Jedi, czyli zjednoczył fanów Gwiezdnych Wojen.

W ciągu dwóch sezonów przygody małego Grogu i łowcy nagród Dina Djarina, po mistrzowsku wprowadziły do kanonu nowe postacie, jak i te już znane z poprzednich części, co jest niesamowitym wyczynem.

Mieliśmy powrót lubianej Ahsoki Tano (w tej roli Rosario Dawson), wprowadzenie genialnego antagonisty z animowanego serialu Star Wars Rebels, Wielkiego Admirała Thrawna,  przywrócenie Boby Fetta (Temuera Morrison), którego zdaje się, wszyscy lubią. Na sam koniec pojawił się, odmłodzony Luke Skywalkera jako mistrz małego Grogu, co było genialnym zabiegiem.

Zdaje się, że Disney w tym wypadku podjął słuszną decyzję pozwalając Mandalorianinowi poruszać się swobodnie po uniwersum, zwłaszcza że główni odtwórcy ról z nowej trylogii nie są zainteresowani do powrotu do bardzo odległej galaktyki.

Portal Screen Rant w taki sposób opisał tę sytuację:

Mandalorianin zrobił to, czego nie udało się zrobić w sequelu trylogii; wprowadził nowe postacie i lokalizacje, a czyniąc to, służy jako punkt startowy dla niezliczonych nowych potencjalnych historii. Co więcej, wszystko, co widać w Mandalorianinie, jest tak organicznie zbudowane na tym, co widzieliśmy wcześniej, że nie ma nic bardziej wstrząsającego niż nagłe (wciąż ledwo wyjaśnione) pojawienie się Najwyższego Porządku lub to, że Palpatine powrócił z martwych.

Zwróćmy uwagę, że Disney nie śpieszy się z historiami związanymi z najnowszą trylogią. Ich najbardziej wyczekiwana produkcja będzie rozgrywać się bliżej oryginalnych części niż tych wydanych w ostatnich latach.

Mandalorianin dzieje się zaledwie pięć lat po Epizodzie VI, Obi-Wan Kenobi z Ewanem McGregorem ma mieć miejsce dziesięć lat po wydarzeniach w Zemście Sithów, a Andora (czyli historia Cassiana Andora, którego gra Diego Luna) ma być na pięć lat przed wydarzeniami z Nowej nadziei.

Wygląda na to, że Kathleen Kennedy, idzie dalej z historiami Gwiezdnych Wojen, przez to, że cofa się na osi czasu Gwiezdnych Wojen. Wydawać by się mogło, że historia Rey “Skywalker” nie ma takiego znaczenia dla uniwersum jak przygody innych postaci. Ciekawi jesteśmy, co z tego wyniknie?

Czytaj też: Remaster Crysis 2? Wszystko na to wskazuje!

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Film