GamingNewsOpinia

Damy ci konia, czapkę i płaszcz, tylko wróć do Red Dead Online – rzekł Rockstar

-

5 min czytania

Fani już od dłuższego czasu narzekają na stan Red Dead Online i wsparcie studia. Rockstar dalej nic nie słyszy i robi swoje.

W GTA Online mam na liczniku, od premiery w 2013 roku, setki godzin. Przeżyłem pierwsze błędy, dwugodzinne próby logowania czy pierwsze napady, które ledwo co działały. Widziałem też zmianę kierunku z realistycznego na bardziej science fiction – latające motory, auta rodem z Powrotu do przyszłości czy laserowe działa na orbicie. W pewnym momencie powiedziałem ”dość!”. To już nie było Grand Theft Auto. Nie zrozumcie mnie źle, dalej ciągnie mnie na wycieczkę do Los Santos, choć na kilka godzin, aby pobawić się własnym biznesem spod szemranej gwiazdy. Zwłaszcza, jak czytam o nowych dodatkach czy możliwościach, które implementują twórcy. Przed oczami staje mi jednak od razu pewien obraz – gracz na latającym motorze. Z rakietami naprowadzającymi. Nie jestem w stanie zliczyć ile godzin mam zmarnowane przez takich ludzi, którzy w otwartym świecie (nie instancji tylko dla nas) czerpią ogromną przyjemność z psucia zabawy innym i polowania na ciężko pracujących bandziorów.

Możecie spytać, czemu w tekście o Red Dead Online zaczynam od GTA? Jest to bardzo ważne do zrozumienia w czym rzecz. Tryb sieciowy GTA ma to do siebie, że daje on bardzo dużo możliwości zabawy – misje fabularne, napady, liczne biznesy z własnymi mechanikami. Wszystko kosztuje ogromną ilość cyfrowych dolarów, zgadza się, ale samych opcji jest multum. Tytuł nawet teraz jest wspierany ogromnymi dodatkami. Niedawno ukazała się nowa, sporych rozmiarów wyspa do zwiedzenia i wykonania na niej kilku misji. A Red Dead Online? Wyobraźcie sobie opustoszałe miasteczko z przelatującym kłębem szarłatu (znany z westernów kłębek gałęzi niesiony przez wiatr).

Obecnie w GTA na Steamie gra ponad 120 tysięcy osób. Red Dead Online to raptem 10 tysięcy. Czemu tak jest, skoro obydwa tytuły z założenia są takie same? Czy Red Dead Online to gra zła?

Odpowiedź brzmi nie. RDO to gra zdecydowanie inna od Wielkiej Kradzieży Samochodów. Rozgrywka jest wolniejsza, spokojniejsza i opiera się na troszkę innych zasadach i mechanikach. Możemy pędzić i sprzedawać bimber, łowić ryby, polować, być łowcą nagród. Ta część produkcji jest super i potrafi wciągnąć, jednak jest tego zdecydowanie za mało, cała progresja posuwa się tempem ślimaka, a ceny w sklepach są bardzo wysokie. Mając tak mało opcji do wyboru, tytuł szybko się potrafi znudzić i tylko najwytrwalsi kowboje przy nim zostaną na dłużej.

Cały problem polega na wsparciu, jakie studio Rockstar oferuje dla obydwu tytułów. Jak wspomniałem wcześniej GTA Online, na modłę gier MMORPG, dalej jest wspierane ogromnymi dodatkami. Red Dead Online natomiast dostaje ich bardzo mało i związane są one głównie z rolami (traper, łowca nagród etc.). Są też drogie ciuchy, z których większość nawet nie pasuje do świata przedstawionego i przepustki sezonowe, których nie ma we współczesnym odpowiedniku. Oczywiste jest, gdzie leży priorytet pioniera gier z otwartym światem.

Gracze od samego początku proszą studio o lepsze wsparcie i komunikację. Jest przecież jeszcze wiele rzeczy, które można by dodać do kowbojskiego trybu sieciowego – prywatne farmy, sklepy, napady na banki etc. Część z nich może być nawet skopiowana z GTA, tylko ubrana w inne szaty.

Rockstar jednak obstaje przy swoim – zero komunikacji o przyszłych planach, zero dyskusji z konstruktywnymi graczami i, jak może się wydawać, zero zainteresowania Red Dead Online. Jedyne, na co możemy liczyć, to nowe przepustki, które aktywujemy za prawdziwe pieniądze (kupując w grze sztabki złota), nowe ciuchy, których nikt nie chce i darmowe rzeczy, które tak naprawdę przydatne będą tylko dla nowych graczy. Tak jak teraz, kiedy wszyscy gracze, którzy zalogują się pomiędzy drugim, a piętnastym lutego dostaną:

  • Darmowego konia dla graczy poniżej rangi 40.
  • Darmowe miejsce w stajni.
  • 5000 punktów klubowych.
  • Dwie darmowe karty zdolności.
  • Specjalną amunicję do wszystkich broni.
  • Darmowy płaszcz.
  • Darmową czapka i koszulę dla graczy poniżej rangi 15.
  • Toniki, lekarstwa itp.

Nie potrafię zrozumieć jak firma, przykładająca tyle uwagi do detali, zawartości i ich jakości, tak bardzo może zaniedbywać własną produkcję. Wiadomo, że liczą się pieniądze w postaci kart płatniczych w GTAO i sztabek złota w RDO, które mogą kupić gracze, ale naprawdę ten drugi prezentuje się bardzo biednie na tle starszego brata. Nawet jakbyśmy postawili obydwa tryby sieciowe obok siebie w tym samym wieku.

Rockstar po raz pierwszy robi coś na pół gwizdka i cały czas prosi graczy o powrót. Zaczyna to jednak powoli wyglądać jak nieudolne błaganie.

czytaj też: Chodź, siad, dobre dziecko! Masz krakersa!-Psi trener pracuje z dziećmi w TV

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming