EsportsOpinia

CoD Warzone – czy granie na słabszym lobby jest ok?

-

6 min czytania

W ostatnich dniach w środowisku Call of Duty: Warzone zrobiło się gorąco – kilku polskich streamerów przyznało się do grania i pobijania rekordów na słabszych lobby. Problem jednak tyczy się całego świata. 

Zanim przejdę do szerszego rozwinięcia tematu Warzone i ostatnich wydarzeń, pozwólcie, że wyjaśnię o co chodzi.

SBMM, K/D ratio i VPN

Aby zrozumieć, o co w tej całej dramie biega, należy wiedzieć co znaczą poszczególne skróty, z których będę korzystał oraz jak mają się one do całego tematu.

Na początek weźmy SBMM, czyli skill based matchmaking. W grach sieciowych od dawna obecny jest system dobierania (matchmaking) graczy w oparciu o różne parametry, z których wyróżniamy dwa główne – oparty o poziom naszej postaci w grze (level based) i nasze własne umiejętności (skill based). Interesuje nas ten drugi, który obliczany jest na podstawie statystyk naszego profilu w danym tytule. Mowa tu o stosunku ilości pokonanych przeciwników do naszych zgonów w danej rozgrywce – K(ill)/D(eath) ratio. Wylicza się z nich średnią, która wykorzystywana jest potem do umieszczania na serwerach (lobby) graczy o zbliżonych do siebie umiejętnościach. Dzięki temu wszystko jest wywarzone, że każdy może się dobrze bawić i trafić na równych sobie. Oczywiście nie zawsze to działa, jak np. w Predator: Hunting Grounds, gdzie gracze z najwyższym poziomem Predatora mogą trafić na początkujących agentów. Jak łatwo się domyślić zabawa nie jest wtedy wyrównana ani przyjemna dla jednej ze stron. Oczywiście zawsze może się zdarzyć, że trafimy na znacznie słabszych lub lepszych graczy, nie jest to jednak codzienność, jak to jest w wypadku ostatniej afery związanej z Warzone.

VPN, czyli wirtualna sieć prywatna (virtual private network), to sposób szyfrowania połączenia pomiędzy dwiema sieciami, lub użytkownikiem, a siecią. Pozwala on na anonimowe i bezpieczne przeglądanie zawartości Internetu, granie czy zakupy. Może też umożliwić łączenie się z serwisami zablokowanymi regionalnie (jak zastanawialiście się jak w Polsce korzysta się z Disney+, to już wiecie) albo granie na serwerach w dalekich regionach świata bez spadku jakości połączenia. I tu leży pies pogrzebany.

Istota całego problemu

W środowisku Call of Duty już od jakiegoś czasu wiadomo było, że VPN jest wykorzystywany do łączenia się z serwerami np. egipskimi i indyjskimi. Z racji umiejscowienia jest tam znacznie większy stosunek graczy niedzielnych, czy początkujących, do zawodowców, przez co bardzo łatwo jest raz za razem trafić na tzw. słabsze lobby.

Parę dni temu kilku polskich streamerów (m.in. Izak) przyznało się do grania na słabszych serwerach (czyli takich gdzie nasi przeciwnicy są słabsi od nas) przy wykorzystaniu VPN-ów. Wszystko byłoby spoko gdyby:

  • całość nie odbywała się w ukryciu przed członkami całej społeczności (fanami, innymi streamerami i zawodnikami)
  • nie była wykorzystywana do bicia oficjalnych rekordów, podbijania własnych statystyk czy podczas turniejów.

Zaznaczyć muszę, że nie krytykuję tu konkretnych osób, jak wspomniani Polacy, chociaż pewne ich tłumaczenia na to zasługują (o tym później), ale cały problem, który obecny jest na skalę światową.

Trzeba tu zwrócić uwagę, że Polacy nie są pierwsi i, w ich wypadku, sam fakt korzystania z takiej opcji nie jest głównym elementem problemu. Ciężko jest przecież bić rekordy czy wygrywać na turniejach, podczas gdy przeciwnicy sami tak grają. Tutaj zdecydowanie wina leży, w większości, po stronie Activision i Infinity Ward i ich polityki względem prowadzenia serwerów, klasyfikacji i matchmakingu. Ale nie tylko, gracze też są winni temu, że problem aż tak się rozwinął, że został w końcu zauważony. Gdyby wszyscy poszli torem wielkich streamerów z Ameryki, którzy masowo przestają grać w jakichkolwiek turniejach z tego właśnie powodu, to twórcy musieliby zareagować i dokonać poprawek. Jeśli problem będzie bagatelizowany, a gracze będą z takich opcji korzystać, to nie będzie miało to pozytywnego, dalekosiężnego wpływu na całą społeczność.

Druga sprawa to szczerość wobec własnych fanów i całej społeczności. Jest to, jak dla mnie, największe przewinienie wszystkich streamerów, którzy korzystają z tej techniki do uatrakcyjnienia własnych transmisji, czy nawet ogólnie do grania. I ja to całkowicie potępiam i absurdalne jest dla mnie tłumaczenie Izaka, że robił to po to, aby grało się im przyjemniej.

Każdy z nas lubi oglądać, jak ktoś jest w jakiejś dziedzinie, zwłaszcza sportach, bardzo dobry. Podobnie jest w świecie gier. Oglądając zawodowców możemy się od nich uczyć i podziwiać umiejętności, o których albo możemy pomarzyć, albo które możemy osiągnąć przez ciężką pracę. Teraz powiedzcie mi, jak w waszych oczach wygląda sytuacja, kiedy streamerzy zawyżają własne umiejętności grając na słabszych lobby? Zamiast uczciwej walki i prezentacji faktycznych umiejętności, oglądamy kogoś, kto pozuje na “super hiper mega gracza” który, wykorzystując do tego nowicjuszy lub graczy niedzielnych, oszukuje własnych widzów. Żeby nie było, Izak to bardzo dobry zawodnik, ale nie o to tu chodzi. Oglądając takie rozgrywki można na pierwszy rzut oka stwierdzić, że jest bogiem Warzone, kiedy faktycznie tak nie jest i, gdyby grał z równymi sobie, to cały mecz wyglądałby kompletnie inaczej.

Puenta

Wracając do sprawy przyjemności z grania. Nie wiem jak wy, ale ja lubię wyzwania. Zwłaszcza w grach sieciowych. Nie przepadam za graniem z samymi nowicjuszami, ani nie łechta to mojego ego, ani nie lubię wiecznie wygrywać ogrywając innych o kilkanaście punktów/bramek/fragów. Mistrz Yoda powiedział kiedyś: porażka to jedna z najlepszych nauczycielek. Naprawdę sprawia wam przyjemność, drodzy streamerzy, granie z amatorami? Wynosicie coś z tego? Jakąś naukę? Zdajecie sobie sprawę, że grając z takimi ludźmi możecie im psuć całą zabawę (odsyłam tutaj do mojego przykładu z Predatorem) do tego stopnia, że mogą poczuć się zniechęceni i przestać grać?

To samo wasi widzowie albo ktoś kto przypadkiem trafi na streama. Wchodzi taki Janek na wasz kanał, widzi jak młócicie wszystkich na lewo i prawo i myśli sobie, że nigdy nie będzie tak dobry, jak wy i gra idzie do kosza. Potem przychodzi Krzysiek i mówi “Ale on jest zajebisty, normalnie najlepszy! Dam suba i donejta, bo przecież gościu mistrzunio!”. A tak naprawdę wy tylko strzelacie do innych, jak do kaczek (bez obrazy dla amatorów) i cała rozgrywka nie ma żadnego związku z waszymi faktycznymi umiejętnościami, których wam naprawdę można zazdrościć. Jest to po prostu zwykła, nieetyczna fałszywość. Inaczej tego nie potrafię nazwać.

czytaj też: Niespełnione obietnice niewarte Twojej uwagi – Call of Duty: Black Ops Cold War [kampania]

Polecam rozmowę Wojtka “Łozo” Łozowskiego na ten temat z Izakiem, znajdziecie ją tutaj.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Esports