GamingNews

Ciąg dalszy niezwykłej epopei No Man’s Sky

5 min czytania

Historia odkupienia gry No Man’s Sky i studia Hello Games zasługuje na własny film. I jest świetnym przykładem dla innych deweloperów.

Część z was może pamiętać pierwsze zapowiedzi No Man’s Sky. Gra małego studia Hello Games, znanego wcześniej jedynie ze skromnych gier o kaskaderze Joe Dangerze, dostała pierwszy trailer krótko po dwóch innych galaktycznych epopejach – Star Citizen i Elite Dangerous. Z wierzchu przypominała pozostałe, w głębi jednak wyglądała na połączenie obydwu tytułów, na dodatek przez pryzmat gry bardziej zręcznościowej niż obydwa symulatory. Proceduralność wszystkich elementów, od statków przez zwierzęta do samych planet, układów i galaktyk potęgowała wrażenie gry o nieskończonych rozmiarach. Wszystko okraszone miało być grafiką rodem z okładek książek sci-fi z wczesnych lat gatunku. Zresztą zobaczcie sami.

Można przyznać, że dalej wygląda imponująco, zwłaszcza jak weźmie się pod uwagę rozmiar planet zbliżony Ziemi i możliwość wylądowania na innym ciele niebieskim bez żadnego ekranu ładowania. Atmosferę dodatkowo podkręcało Sony ogromnym marketingiem i szef studia, Sean Murray, który podekscytowanym głosem opowiadał o produkcji w różnych wywiadach. Ogromne bitwy kosmiczne, czerwie na pustynnych planetach, liczne zadania, handel i kontakty z rasami, granie wspólnie z innymi graczami i niesamowite zakończenie w centrum galaktyki, które było naszym głównym celem – w oczach wielu graczy No Man’s Sky wyglądało na jedną z najlepszych gier na świecie.

Nastał dzień premiery i rzeczywistość okazała się kompletnie inna. Najlepiej skomentuje to pewien popularny filmik, który powstał tuż po premierze gry. Przepraszam jakość, lepszego nie da się już dzisiaj znaleźć. Koniecznie włączcie dźwięk!

https://www.youtube.com/watch?v=-5jWtz3rzco

No Man’s Sky okazało się się grą szeroką jak ocean, ale płytką jak malutka kałuża. Prawie każdy zapowiadany element okazał się kłamstwem, albo był niedopracowany. Czerwie? Brak. Gigantyczne bitwy i ogromne floty, w tym nasze? Brak. Multiplayer? Brak, brak i jeszcze raz brak. Planety były brzydkie i powtarzały się, zwierzęta wyglądały jak z koszmarów samego Doktora Moreau, a rozgrywka była nudna i oferowała jedynie ciągłe zbieranie zasobów.

Był to jeden z pierwszych tak głośnych przypadków na świecie, kiedy gra wyszła tak bardzo za wcześnie, że była zaledwie szkieletem samej siebie. Wtedy też po raz pierwszy można było zaobserwować w Internecie pierwszą falę hejtu o takiej skali. Nie będę przytaczał słów czy gróźb, które padły w stronę Seana Murray’a, Hello Games i Sony. Groźby śmierci to momentami było mało. Najgorszym był fakt, że po Seanie i ekipie słuch zaginął. Ani jednego tweeta, wiadomości do prasy czy na ich stronie. Nic.

Rok później rozpoczęła się niezwykła historia, w której mogliśmy być świadkiem przeobrażenia larwy w motyla. Bez żadnej zapowiedzi Sean Murray ogłosił patch o nazwie Fundamenty, którego zadaniem było nie tylko rozpocząć powolny proces rozbudowy gry, ale i odbudowanie zaufania graczy na całym świecie.

Pięć lat i wiele darmowych i ogromnych dodatków później, No Man’s Sky nie tylko przerosło oryginalną wizję twórców, ale i stało się jedną z najlepszych gier dostępnych na rynku. I wygląda tak:

To, co mogliście teraz zobaczyć, to zapowiedź najnowszego rozszerzenia, które przygotowało dla nas Hello Games. Pozwoli nam na adoptowanie dowolnego zwierzęcia, które spotkamy na swojej drodze, jako towarzysza. Będzie on z nami podróżował, pomagał nam w zdobywaniu surowców, misjach czy walce. Cały system nie kończy się na tym, oj nie. Hello Games po raz kolejny oddaje nam naprawdę dużo zawartości. Oczywiście będzie można je karmić, nie będzie to przymusowe, różne posiłki będą po prostu oferowały różne bonusy przez poprawianie nastroju etc. Podobny wpływ będzie miała możliwość zabawy i głaskania. Co powiecie na rozmnażanie podopiecznych i zabawę w genetyka? Proszę bardzo, jest. A może sześć różnych osobowości dla zwierząt, na dodatek odpowiednio reagujących na siebie nawzajem i otoczenie. To tylko wierzchołek góry lodowej, o której możecie przeczytać w najnowszym poście na stronie gry. W skrócie – Tamagotchi zmiksowane z Pokemonami trafiło do uniwersum Atlasa. Teraz pomnóżcie te elementy przez miliony kombinacji proceduralnego generatora i miliony światów do odwiedzenia.

Na ten moment to już nawet nie jest historia o odkupieniu, a o tworzeniu gry legendarnej. Wystarczy spojrzeć na spis wszystkich dodatków i ich usprawnienia, z których każdy jest dostępny za darmo. W tytule nie ma na dodatek absolutnie żadnych mikrotransakcji. Tak, jest specjalna waluta do zakupu elementów kosmetycznych, jednak można ją zdobyć jedynie w grze, na wiele sposobów.

No Man’s Sky to, na ten moment, jedna z gier idealnych. Pozwala oderwać się od trudów dnia codziennego w okresie pandemii i zanurzyć się w fantastycznym i ciekawym świecie. Stąd jej ciągle rosnąca popularność. Ostatni rok był dla produkcji, pod tym względem, najlepszy. To nie koniec, to zaledwie pierwszy update z czterech mniejszych w tym roku, oprócz tego pozostaje nam jeszcze duży roczny. Hello Games zdaje się powoli wprowadzać do swojej gry każdy możliwy element znany z literatury science fiction.

Historia No Man’s Sky pokazuje nam jak gier nie wydawać, szkoda tylko że nagle wszyscy, z CD Projekt RED włącznie, zaczęli brać z niej przykład. Nie każdy jednak ma w sobie tyle samozaparcia, by stale dopracowywać tytuł i dodawać nowe i spore rzeczy, nie żądając przy tym od graczy żadnych pieniędzy. Pod tym względem malutkie, bo liczące 26 osób, studio Hello Games jest najlepsze na świecie.

Czapki z głów.

czytaj też: Lubisz pracować z łóżka? Uważaj, może mieć to poważne konsekwencje dla Twojego zdrowia

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming