ActinaGamingRecenzja

Być jak Dr. Evil – recenzja Evil Genius 2: World Domination [PC]

-

7 min czytania

Kręcenie długim wąsem, głaskanie kota i złowieszczy śmiech – Evil Genius powraca z pełnoprawnym sequelem, Evil Genius 2: World Domination.

(Tytuł ogrywaliśmy na sprzęcie dostarczonym przez firmę Actina)

Pierwsza odsłona Evil Genius to jedna z moich ulubionych strategii. Już w 2004 roku była bardzo unikatowym tytułem na tle innych gier tego typu. Pozwalała ona na wcielenie się w złego megalomaniaka, którego jedynym celem jest zdobycie władzy nad światem. Wszystko utrzymane jest w klimatach klasycznych filmów z Jamesem Bondem, czyli lata 60/70 z lekkim, kampowym przymrużeniem oka.

Deweloperzy ze studia Rebellion już wiele lat temu wypowiadali się na temat możliwego sequela:

Zawsze chcieliśmy stworzyć w pełni funkcjonalną kontynuację na PC. Przygotowaliśmy już koncepty kontynuacji Evil Genius dla wydawców, ale nie byliśmy w stanie zapewnić potrzebnych nam funduszy. Od tego czasu szukamy alternatywnych sposobów finansowania i stworzenia tej gry. Zamierzamy to zrobić. I to wkrótce.

To wkrótce okazało się być dopiero rokiem 2020, kiedy to zapowiedziano sequel, będący również rebootem pierwowzoru. I finalna wersja tym właśnie jest. Można nawet powiedzieć, że dodatkowo jest też remasterem. W finalnej wersji dokładnie to samo, co w jedynce, wzbogacone o pełniejszą fabułę, liczne usprawnienia i kilka dodatkowych elementów. Jest tak samo grywalna jak poprzednik, ale niestety nie udało się uniknąć też kilku frustrujących wad od lat obecnych w tego typu grach.

Być jak Dr. Evil - recenzja Evil Genius 2: World Domination [PC]

Evil Genius 2 okraszony jest grafiką prosto z kreskówek, pełną detali i przeuroczych animacji.

Rozgrywkę zaczynamy od wybrania jednego z czterech zwyroli, który będzie naszym awatarem w grze. Każdy z nich ma określoną pulę punktów życia, energii i dwie umiejętności, który w pewnym stopniu wpływają na nasz styl rozgrywki danym megalomaniakiem. Następnie wybieramy jedną z trzech map i poziom trudności. Po krótkim wprowadzeniu, przedstawiającym przybycie wielkiego złego na jego tropikalną wyspę, pojawia się pierwsza nowość w grze – przerywniki z dialogami. Evil Genius 2 ma zaskakująco rozbudowany wątek fabularny. Przejawia się to w licznych rozmowach z poplecznikami i nie tylko. Nie można co prawda wybierać opcji dialogowych, ale są one przyjemnym urozmaiceniem całego procesu budowania naszego leża i powolnego przejmowania władzy nad światem. Na dodatek każdy z antybohaterów ma swój sposób mówienia i unikalne kwestie dialogowe. W połączeniu z różnymi mapami i innymi agentami do zrekrutowania daje to całkiem sporo regrywalności.

Główne danie całej rozgrywki można podzielić na trzy odrębne porcje. Pierwsza przypomina, w dość mocnym uproszczeniu, wszelkie inne tzw. tycoony, pozwalające na rozbudowywanie i prowadzenie biznesu. Sami zadbamy o rozkład i rozmiar pomieszczeń, korytarzy, ich wyposażenie i elementy dekoracyjne. Poza tutorialem, który narzuca nam na początku konkretne miejsca pod budowę, mamy całkowicie wolną rękę. Ważne jest też przemyślane stawianie najważniejszych pokoi – postawienie skarbca albo centrum dowodzenia blisko głównego wejścia jest ryzykowne. Agenci światowych mocarstw kierują się głównie tam, aby sabotować nasze działanie. Bardzo łatwo jest któregoś przeoczyć co, przy słabym rozstawieniu wszystkich pułapek, może prowadzić do nagłej pobudki z błyskawicznie uszczuplającą się ilością gotówki czy brakiem mocy w całej bazie. Dobra rada – po wybudowaniu pierwszych pomieszczeń polecam zburzyć je wraz z korytarzami i od nowa planować nasze leże. Dzięki temu możecie uniknąć kilku restartów, bo nagle brakuje wam miejsca, albo konkretne pomieszczenie okaże się zbyt duże proporcjonalnie do funkcji, jaką pełni. Zasada jest prosta – najważniejsze miejsca stawiamy z dala od wejść, także tego, które prowadzi do naszego prywatnego lądowiska.

Druga faza gry następuje, kiedy wybudujemy nasze sanktuarium, czyli główne biuro mistrza zbrodni, które jest jednym z ostatnich pomieszczeń, które odblokowujemy. Niestety właśnie w tym momencie wkradają się typowe i trochę frustrujące elementy tego typu gier. Tytuł gubi trochę tempo i zmienia się w nudne wpatrywanie się w ekrany dominacji i badań i żmudne nadzorowanie naszych pracowników, ich potrzeb i pilnowanie czy przypadkiem żaden agent nie obszedł naszych zabezpieczeń. Nic nie budujemy tylko odhaczamy misje z listy, wysyłamy popleczników w świat aby spiskować i kraść pieniądze i czekamy, aż w końcu uda nam się odblokować pierwsze plany broni ostatecznej zagłady. Nie zrozumcie mnie źle, gra ma dalej kilka elementów, które próbują to wszystko urozmaicić, jak na przykład misje poboczne, które dają nam dostęp do specjalnych agentów, pełniących funkcję słynnego Buźki z filmów o Agencie Królewskiej Mości. Są one jednak zdecydowanie za długie i niektóre z nich potrafią mieć naprawdę zawyżone wymagania do ukończenia. Może się też zdarzyć tak, że w pierwszych rozgrywkach, kiedy nie wiemy do końca jak wszystko działa i wpływa na siebie, skutecznie zablokujemy sobie drogę do dalszej progresji. Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej możliwe.

Być jak Dr. Evil - recenzja Evil Genius 2: World Domination [PC]

Najważniejszy ekran gry – to tutaj będziemy spiskować i planować przejęcie władzy nad światem. Niestety w środkowej części rozgrywki spędzamy w nim zbyt dużo czasu.

Evil Genius 2: World Domination nabiera ponownie rumieńców w końcowym etapie rozgrywki, kiedy rozpoczynamy prace nad wspomnianą wcześniej bronią zagłady. Nie będę tu za dużo zdradzał, ale kiedy po raz pierwszy dotarłem do tego etapu, to wszelkie rozczarowanie środkową częścią gry szybko zniknęło. Wraca budowanie, a nasza baza jest jeszcze bardziej narażona na akcje odwetowe ze strony światowych agencji. Konieczne jest przemyślane przemodelowanie wszystkich zabezpieczeń i pomieszczeń, aby zapewnić zarówno odpowiednie bezpieczeństwo całej wyspie, jak i wszelkie potrzebne środki do ukończenia całego projektu. Cały czas też korzystamy z ekranu dominacji, który ponownie staje się tylko jednym z elementów gry, a nie tym jedynym, nad którym siedzimy bez końca. Powiem tak, jak lubicie strategie wymagające czegoś więcej, niż tylko szybkiego klikania i używania skrótów klawiszowych, to naprawdę warto przeboleć te kilka godzin siedzenia nad excelem z okazjonalną akcją obrony przed Agentami.

Kiedy wszystko w Evil Genius 2 działa i nie wkrada się nigdzie nuda, spowodowana rozciągniętymi zadaniami ze środkowego etapu gry, to jest to jedna z najlepszych strategii menadżerskich obecnie na rynku. Nie tylko jest urocza wizualnie, ale i przyjemnie trudna. Budynków do wybudowania mamy bardzo dużo, w tym nie tylko dla naszego leża, ale i przykrywki dla całej operacji, jaką jest kasyno dostępne dla turystów i dające nam dodatkowy zastrzyk bardzo potrzebnej gotówki. Samo budowanie jest przyjemną zagadką logistyczną, zwłaszcza w końcowym etapie gry,  i ciągłe żonglowanie pomiędzy finansami, poziomem wykrycia przez władze i obroną przed Agentami potrafi naprawdę wciągnąć. Gdyby nie środkowa część gry, z którą zresztą mają problem prawie wszystkie strategie nie będące wojennym RTS-em w stylu Starcrafta, to byłaby godna polecenia każdemu bez wyjątku. Fani serii natomiast mogą spokojnie odłożyć oryginał na półkę – Evil Genius 2: World Domination to godny następca jedynki, który w znaczny sposób rozwija to, co dostaliśmy wcześniej. W dobie city builderów, wielkich strategii i realistycznych tycoonów o transporcie, kolei czy restauracji i zoo, ten kampowy, zabawny i przeuroczy graficznie tytuł jest jak powiew świeżego powietrza z lekką nutą wysypiska starych jak branża gier problemów. Pasjonaci gatunku, a zwłaszcza części pierwszej – kupujcie bez zastanowienia. Reszcie z was polecam poczekać na jakąś przecenę, nie każdy będzie miał tyle oporu, aby przejść przez trochę przydługi środkowy segment. Scaramanga to to nie jest, ale Dr. Evil jak najbardziej.

czytaj też: Kup Elona Muska i wymień go na Pamelę Anderson. Powstała kryptowaluta, w której wartością jest popularność

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina