ActinaGamingOd redakcjiRecenzja

Baśń pełna ciepła i uroku – recenzja Biomutant [PC]

-

10 min czytania

Biomutant to kolejna wariacja na temat stylu rozgrywki znanego z Legend of Zelda: Breath of the wild. Jest też jedną z najbardziej unikatowych gier przedstawiających świat po apokalipsie.

Artykuł powstał we współpracy z: ACTINA

Na premierę Biomutant, pierwszej gry młodego studia Experiment 101, czekaliśmy, podobnie jak na jakiekolwiek informacje na jej temat, prawie cztery lata. Zapowiedziana w 2017 roku produkcja bardzo szybko zdobyła serca graczy i wzbudziła ich ogromne zainteresowanie. Zaintrygował nas świat, postaci i ich przeróżne mutacje oraz ogólny klimat rodem z chińskiego kina sztuk walki i westernów.

Przez te cztery lata, które minęły od czasu pierwszych zapowiedzi, informacje na temat tego tytułu były bardzo znikome. Po prezentacji na Gamescomie i zapewnieniach szefa studia, Stefana Ljungvista, o ukończeniu całej zawartości merytorycznej gry Biomutant, jak i jego twórcy, zniknął z powierzchni Ziemi. Taka sytuacja zazwyczaj nie wróży nic dobrego – deweloperskie piekło, zmiany w personelu czy samej grze, brak funduszy etc. Z produkcją Experiment 101 sytuacja była troszeczkę inna. Kiedy na początku obecnego roku ujawniono nie tylko koniec prac nad tytułem, ale i definitywną datę premiery, Ljungvist wyjawił  też główną przyczynę braku jakiejkolwiek komunikacji. Zamiast na ciągłej promocji tytułu, prezentacjach i wersjach demo deweloperzy postanowili się skupić na usunięciu wszelkich możliwych błędów i doszlifowanie rozgrywki łączącej strzelanie i walkę wręcz.

Jaki więc jest Biomutant? Czy warto było z wypiekami na twarzy czekać te cztery lata na tytuł, o który wiemy tyle, co nic? Krótka odpowiedź – zdecydowanie tak.

Baśń pełna ciepła i uroku - recenzja Biomutant [PC]

Główny protagonista to bohater rodem z najlepszych spaghetti westernów i azjatyckiego kina akcji -bezimienny, małomówny i zawsze stający w obronie niewinnych

Urocza baśń o tym, co dobre i złe

Główny bohater Biomutant to cierpiący na amnezję antropomorficzny kot na początku jawi się nam jako czysta kartka, o czym zresztą wspomina narrator gry podczas procesu jego kreowania.  Muszę przyznać, że już w tym momencie zacząłem bardzo się obawiać o fabularną stronę gry. Motyw bohatera bez wspomnień jest jednym z najbardziej ogranych w historii gier i bardzo potrafi on wpłynąć na rozwój całej opowieści. Bardzo szybko się jednak okazuje, że moje obawy były kompletnie niepotrzebne.

Gra rozpoczyna się od powrotu naszego bohatera w rodzinne strony po kilkuletniej wędrówce po pustkowiach. Podczas próby przedostania się przez zamknięty mur, otaczający ostatnie kwitnące życiem miejsce na Ziemi, spotyka on starego przyjaciela rodziców, który dość szybko przypomni nam kim jesteśmy, skąd pochodzimy i jaki jest nasz cel. Są nimi pomoc któremuś z czterech plemion zamieszkujących tę krainę i uratowanie Drzewa Życia przed zniszczeniem.

Co pierwsze rzuca się w oczy podczas grania w Biomutant to świat przedstawiony, jego mieszkańcy i forma opowieści, która zabiera nas nieokreśloną ilość lat naprzód, kiedy to ludzkość przestała istnieć. Pozostałe przy życiu zwierzęta muszą radzić sobie z efektami katastrofy ekologicznej, spowodowanej przez megakorporację Toxanol, której radioaktywne odpady nie tylko doprowadziły do naszej zagłady, ale i do mutacji wszystkich stworzeń. Nabrały one cech ludzkich, stworzyły własną społeczność i przez pewien czas żyły w całkowitym pokoju. Ich życie i filozofia zainspirowane były kulturą wschody – dzieci trenowały sztuki walki od wczesnych lat, dążono do balansu pomiędzy każdym aspektem życia, w tym i mrokiem i jasnością, które żyją w każdym z nas. Dochodzi jednak do pewnych wydarzeń, które powodują rozłam całej społeczności na cztery plemiona, które walczą nie tylko ze sobą, ale i z Drapieżnikami, frakcją pełną brutalnych oprychów czyhających na życie wszystkich pokojowo nastawionych mieszkańców tego świata, oraz ze Świaciożercami, czterema ogromnymi istotami, które są zagrożeniem dla Drzewa Życia, centralnego miejsca krainy i miejsca kultu wielbionego przez wszystkie plemiona.

Już sam pomysł na świat jest bardzo intrygujący, gdzie pomimo ogromnej katastrofy natura odzyskała należyte jej miejsce. Forma narracji, znana z takich produkcji studia Supergiant Games, jak Hades czy Bastion, czyni jednak z tej gry coś więcej niż zwykłą produkcję z otwartym światem. Każda postać mówi tu językiem całkowicie dla nas niezrozumiałym, główną rolę ekspozycyjną pełni więc narrator, który nie dość, że opisuje wszystkie dialogi w bardzo specyficzny sposób, to jeszcze komentuje wszystko co robimy, nieważne czy akurat biegniemy, wspinamy się, walczymy czy po prostu na chwilę przystaniemy popodziwiać piękny świat. Dzięki temu dość szybko gra stała się dla mnie interaktywną przypowieścią albo baśnią, pełną morałów i filozoficznych zagadnień obecnych w dialogach, a nie kolejnym elektronicznym tworem, w którym odhaczam kolejne zadania. I, co najważniejsze, w idealny sposób łączy opowiadanie historii obrazem i słowem. Miłym aspektem jest też uwzględnieni przez twórców tych osób, którym mogłyby takie komentarze nie odpowiadać, a szczególnie ich częstotliwość. W opcjach gry znaleźć więc można odpowiednie ustawienie, które wpływa na to ile i jak często będziemy je słyszeć. Nie jest jedyny ułatwiacz, który został przez nich przygotowany. To jednak pozostawię w tajemnicy, nie chcę was ograbiać z zaskoczenia. Jeśli zdecydujecie się na zakup gry, to będziecie od razu wiedzieć, o który moment chodzi.

Dialogi potrafią być naprawdę długie, więc ważne było aby głos narratora był odpowiedni i miły dla ucha, zwłaszcza jak weźmiemy pod uwagę, że Biomutant to również gra rpg, która jest na dodatek całkiem obszerna. Muszę przyznać, że ani razu nie czułem się zmęczony ani znudzony słuchaniem jego opisów. Mówię tu o wersji angielskiej, wersja polska jest również dostępna, co jest zaskakujące, biorąc pod uwagę, że to gra double A. Niestety nie przypadła mi  zbytnio do gustu. Jest zbyt bajkowa i nie pasuje do opowiadanej historii. Jest to oczywiście tylko moje odczucie. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby wam się spodobała, bo wykonana jest bardzo profesjonalnie. Ja jednak, po ograniu kilku godzin w obydwu wersjach, wybrałem tę pierwszą.

Baśń pełna ciepła i uroku - recenzja Biomutant [PC]

Tytuł jest pełny unikatowych i fantastycznie animowanych stworzeń i przeciwników

Indie w każdym aspekcie

Od samego początku było wiadomo, że Biomutant to gra bardziej indie czy double, a nie triple A. Czuć to najbardziej w samej rozgrywce, a zwłaszcza w walce. Wymaga trochę przyzwyczajenia z racji tego, że łączy w sobie rozbudowaną walkę wręcz, strzelanie i system kombosów dla każdej broni, w tym palnej. Nie ma tu ani celowania z ramienia, ani systemu blokady kamery na przeciwnikach podczas walki wręcz. Bardzo często więc na samym początku się zdarza, że walka z większą ilością przeciwników jest trochę chaotyczna i potrafi frustrować. Kiedy jednak już wszystko załapiemy to rozgrywka zacznie wam sprawiać ogromną przyjemność. Jedynie wspomniane walki ze znacznie większymi grupami wrogów potrafią sprawiać problemy, zwłaszcza kiedy wkradnie się w nie chaos.

Całą gamę broni i ich kombinacji własnych i względem siebie urozmaicają mutacje, które możemy odblokować dla naszego bohatera. Znajdziemy tu moce psioniczne, pozwalające na rzucanie przeciwnikami, moce ogniowe czy nawet takie udziwnienia jak możliwość błyskawicznego stworzenia grzybka, który wybije w górę zarówno nas, jak i wrogów. Z każdym nowym poziomem, oprócz punktów mutacji, dostajemy też możliwość rozwoju każdego ze współczynników. Wpływają one na takie rzeczy, jak nasza prędkość, siła, zdrowie czy nawet wygląd. Im bardziej będziemy rozwijać na przykład siłę, tym bardziej będziemy umięśnieni. Zmiany w wyglądzie nie będą takie drastyczne, jak podczas kreowania postaci, ale i tak są zauważalne.

Nie byłaby to gra RPG gdyby nie było w niej systemu tworzenia broni i elementów wyposażenia. I tak też jest tutaj. Na szczęście nie jest to system bardzo wymagany, aby cieszyć się grą w pełni. Przez cały czas nie czułem przymusu tworzenia własnego sprzętu i tylko na początku pobawiłem się w mechanika. W pewnym momencie znalazłem po prostu odpowiadającą mi kombinację broni i inwestowałem zasoby w ulepszanie tychże, aby dalej sprawdzały się w walce w końcowych momentach gry.

Za plus uważam też eksplorację całego świata. Twórcy idą nam w tym momencie na rękę – do naszej dyspozycji oddano nam naprawdę wiele środków transportu: wierzchowce zwierzęce, mechaniczne, mech, balon na gorące powietrze, skuter wodny czy nawet latająca walizka. Za wiele wam tu nie będę zdradzał, ale polecę wam jedno – przemierzajcie świat i wykonujcie zadania organicznie, czyli dopiero jak na nie traficie.

Baśń pełna ciepła i uroku - recenzja Biomutant [PC]

Kiedy wszystko kliknie to walka zamienia się w balet. Do czasu jak nie zdenerwuje was chaos związany z kamerą.

Frajda dla każdego

Biomutant to moja ulubiona gra z otwartym światem od czasu Ghost of Tsushima, nawet pomimo lekkiej toporności. Od razu wciągnęła mnie atmosferą, designem świata i jego mieszkańców oraz świetnym, ale lekko topornym systemie walki. Zaskakujący jest też stan, w jakim gra została wydana. Nie ma tu praktycznie w ogóle błędów, a najbardziej rażące, na jakie natrafiłem związane były z kolizją z otoczeniem. Były to momenty, w których sam próbowałem na siłę wejść tam, gdzie nie powinienem. Biorąc pod uwagę rozmiar świata i obszerność zawartości, fakt, że tytuł został stworzony na takim poziomie przez zespół liczący 18 osób jest wręcz szokujący.

Najważniejszy jest jednak dla mnie fakt, że Biomutant przypomniał mi, za co kocham gry komputerowe. To, co lubię w opowieściach najbardziej, czy to w książkach, filmach czy grach, to możliwość przeniesienia się do niezwykłego świata, którego nigdy nie mam szans odwiedzić. Dziwne miejsca, stworzenia, nieznane nazwy i historia to to, co zawsze przyciągało mnie w literaturze fantasy i grach pokroju Legend of Zelda czy The Elder Scrolls. Dawno nie czułem takiej chęci do eksploracji i poznawania danego uniwersum. Fabułę mam już co prawda skończoną, ale mam jeszcze kilka miejsc nie odwiedzonych, do których na pewno wrócę. Podobnie jak ogram grę jeszcze raz. W Duchu Cuszimy mam na liczniku prawie 500 godzin, Biomutant zapowiada się podobnie.

Nawet pomimo problemów, typowych dla małego studia i ich pierwszych produkcji, jak piękny, ale trochę pusty świat czy wymagające przyzwyczajenia sterowanie (nie dlatego, że jest trudne), Biomutant to jak na razie najprzyjemniejsza i najbardziej relaksująca gra, w jaką grałem w tym roku.

czytaj też: Niesporczak to Superman natury. Teraz w ramach eksperymentów robią z nim coś rodem z kina akcji

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina