GamingRecenzja

Bardzo znajoma mitologia – Immortals Fenyx Rising [recenzja PS4]

-

10 min czytania

Bogowie, potwory, ogromny świat czyli kolejna gra od Ubisoftu. Czy to nie za dużo?

(Egzemplarz gry dostaliśmy do recenzji od firmy Ubisoft)

Okazuje się, że nie. Immortals Fenyx Rising to klon praktycznie 1 do 1 jednej z najlepszych gier wszechczasów, w którą spora ilość z was nigdy nie miała szansy zagrać. Mowa oczywiście o Legend of Zelda: Breath of the Wild na konsolę Nintendo Switch. Studio Ubisoft Quebuec wzięło co najlepsze z ostatniej gry o przygodach Linka, dodało co nieco z serii Assassin’s Creed i zaprawiło dość sporą dawką mitologii greckiej. Efekt końcowy? Historia Fenyx to baśniowy powiew świeżości w roku ogarniętym realistycznymi grami. Nie jest bez wad, ale każdy, bez względu na wiek i umiejętności, może teraz zwiedzić ogromny świat wypełniony po brzegi zagadkami, rewelacyjnie zaprojektowanymi potworami i przepięknymi widokami.

Bardzo znajoma mitologia - Immortals Fenyx Rising [recenzja PS4]

Historia Fenyx zabierze Cię w wiele fantastycznych miejsc

FABUŁA

Opowieść rozpoczyna się na skałach Kaukazu, gdzie przykutego na wieki Prometeusza odwiedza Zeus. Świat czeka zagłada z rąk Tyfona, jednego z dwójki dzieci Gai i Tartara.  Grecki władca bogów potrzebuje wróżbiarskich umiejętności tytana, aby móc uratować własny tyłek. Prometeusz zgadza się pomóc tylko wtedy, gdy Zeus wygra zakład – jeśli, przepowiedziany przez tytana, śmiertelnik pokona Tyfona, Zeus będzie musiał uwolnić Prometeusza. Jeśli śmiertelnik przegra, Prometeusz  stanie razem z bogiem piorunów do walki. Zeus uważa, że ​​ludzie są beznadziejni, więc zgadza się na wyzwanie. Tak rozpoczyna się historia Fenyx, greckiej bohaterki (kanonicznie) z przygodą godną największych herosów. 

Fenyx, młoda tarczowniczka i miłośniczka historii, która nigdy nie widziała bitwy, budzi się na nieznanym brzegu. Wędrując w głąb lądu, odkrywa, że ​​jej załoga i brat zamienili się w kamień. Jak przystało na prawdziwą, grecką opowieść, bohaterka przysięga, że uratuje ich za wszelką cenę. Tym samym rozpoczynamy eksplorację malutkiej wysepki, która służy za tutorial – poznamy mechaniki walki i zagadek, zdobędziemy też cały podstawowy sprzęt. Nie minie też chwila, kiedy poznamy Hermesa, boga złodziejaszka, który naprowadzi naszą bohaterkę na właściwą drogę. Razem z nim trafimy na główną wyspę do Siedziby Bogów, wysoko położonej świątyni, która posłuży nam za bazę wypadową.  Naszym zadaniem, oprócz pokonania Tyfona, będzie przywrócenie prawdziwej postaci czterem bóstwom: Atenie, Afrodycie, Aresowi i Hefajstosowi. Każdy z nich włada nad określoną krainą, które będziemy zwiedzać przy okazji wykonywania zadań. Brzmi znajomo prawda?

Przyznam, że na samym początku historia mnie nie porwała. Poza Zeusem i Prometeuszem, głównymi narratorami opowieści, którzy komentują wiele czynności, miejsc czy wydarzeń,  Fenyx i Hermes wydali mi się płascy. Zwłaszcza blondwłosy posłaniec bogów był momentami bardzo żenujący. Jednak już przy spotkaniu z pierwszym bogiem wszystko nabiera rumieńców. Każdy z nich, zarówno przed, jak i po przemianie, reprezentuje inne wartości, jakie określają człowieka. Przemieniona w drzewo Afrodyta nie dostrzega swojego wewnętrznego piękna, Ares pod postacią koguta ma depresję, bo stał się tchórzliwy etc. Wypełniając zadania dla każdego z nich, pomagamy im zarówno powrócić do dawnej postaci, jak i pogodzić się z własnymi słabościami. Jest to przedstawione czasami w prosty sposób, przyznam, ale dotyka wszystkiego, zarówno ludzkich zalet, jak i wad i ma, na modłę prawdziwej greckiej mitologii, sporo ważnych rzeczy do powiedzenia. I nie robi tego na siłę jak pewien inny tytuł, który łopatą rzuca nam w twarz hasełka, że przemoc nakręca przemoc czy, że każdy nie powinien się wstydzić tego, kim jest.

Bardzo doceniam też ilość klasycznych mitów, które twórcom udało się upchać to tej produkcji. Przemierzając krainy co chwilę usłyszymy dwóch narratorów opowiadających nam mity związane z poszczególnymi bóstwami – wojna trojańska, minotaur, złote runo itp. Jest takich momentów multum. Przypisane one są do podróżowania, konkretnych miejsc, zagadek, posągów etc. Bardzo przyjemnie się tego słucha, również z racji tego, że Zeus to zwykły buc, który dość dobitnie potrafi komentować opowieści Prometeusza.

GAMEPLAY

Weź wszystkie mechaniki z Breath of the Wild, dodaj widzenie w stylu Zmysłu Orła i samego, pierzastego towarzysza z serii o Asasynach i masz Immortals Fenyx Rising. Bezpośrednią inspiracją był bug w poprzedniej grze studia Ubisoft Quebec, Assassin’s Creed: Odyssey. Doprowadzał on do obsadzenia całej załogi naszego statku cyklopami. Twórcom na tyle się to spodobało, że postanowili zerwać ograniczenia historyczne i zanurzyć się po czubek głowy w mitologię grecką, w której zakochali się podczas tworzenia przygód Kassandry.

Bardzo ciekawi mnie, na którym etapie produkcji podjęto decyzję o ewidentnym kopiowaniu tytułu Nintendo. Czy było to od razu, po pierwszej prezentacji, kiedy pojawiły się u graczy pierwsze skojarzenia z Legendą Zeldy czy może po fatalnej premierze Tom Clancy’s Ghost Recon Breakpoit, kiedy wszystkie tytuły Ubisoftu zaliczyły obsuwę. Absolutnie każdy element rozgrywki jest przeniesiony z wyżej wymienionej gry. Będziemy zamykać Czeluście Tartaru, rozwiązując w środku pomieszczenia z zagadkami opartymi o nasze umiejętności, fizykę i elementy otoczenia. Zagadki znajdziemy też w terenie, np. znajomo poukrywane skrzynie z zasobami, które nie wymagają wiele do otwarcia. Nie zabrakło dodatków – poukładamy freski na zasadzie przesuwanych bloków, weźmiemy udział w wyzwaniach łuczniczych, bojowych czy sprawnościowych. Najciekawsze są konstelacje – w centrum znajduje się posadzka z otworami i wskazówka, jak na niej ułożyć poukrywane w okolicy przepiękne kule. Każda z nich kryje się za jakąś łamigłówką, czasem trzeba coś poprzesuwać, czasem strzelić zręcznie z łuku, a innym razem wystarczy pokonać kilku przeciwników

Walka to system z Assassin’s Creed, ale podrasowany by pasował do fantastycznego świata. Ataki są szybkie, uniki błyskawiczne. Do dyspozycji mamy blok, kontrę i kilka boskich umiejętności, jak Tarcza Ateny, Włócznie Aresa czy Fosfora. Wszystko jest widowiskowe i bardzo przyjemne dla oka i rąk

Fosfor to przyjacielski feniks, który będzie towarzyszył nam przez całą rozgrywkę. Korzystamy z niego tylko w walce, na szczęście nie jest kolejnym dronem, który pomoże nam odkryć ukryte skarby czy miejsca. Tę funkcję spełnia Widzenie, tym efektywniejsze im wyżej się znajdziemy. Dzięki niemu na mapie oznaczymy wszystkie znajdźki, wyzwania czy Czeluście Tartaru, od razu możemy też przypisać kilka punktów nawigacyjnych, aby od razu móc do nich wyruszyć.

Pozostałe elementy rozgrywki to też kopia Zeldy – zdrowie podniesiemy zbierając określoną liczbę ambrozji, a wytrzymałość, której pasek pojawia się tuż obok naszej postaci gdy jest w użyciu, za pomocą piorunów Zeusa, które znajdziemy w Czeluściach. W podróży pomogą nam konie, które oswoimy powoli się do nich skradając, czy skrzydła Dedala, które pozwolą nam szybować. Każda fizyczna czynność, poza bazowymi atakami, będzie zużywać naszą wytrzymałość – wspinaczka, pływanie, umiejętności specjalne, szybowanie. Za każdą aktywność dostaniemy surowce, które wydamy na ulepszenie wyposażenia, stworzenie eliksirów czy pozyskanie nowych umiejętności. Wszystkie usługi znajdziemy w Siedzibie Bogów, do której bardzo często będziemy wracać.

Bardzo znajoma mitologia - Immortals Fenyx Rising [recenzja PS4]

Skala świata jest ogromna i nie chodzi tu o rozmiar mapy. Nasza postać jest rozmiarów palca u stopy posągu Ateny ze zdjęcia.

TECHNIKALIA

To jedna z najładniejszych gier tego roku. Nie ma co ukrywać, że i najładniejsza, jaką ostatnią wypuścił Ubisoft. Podczas gdy AC: Valhalla, czy Watch Dogs: Legion, są realistyczne, tutaj twórcy postawili na baśniową, wręcz komiksową oprawę jeśli chodzi o design. Sprawia to, że gra będzie się bardzo powoli starzeć i nawet za kilka lat będzie mogła dumnie stać koło najlepszych tytułów. Mówię to grając na bazowym PS4. Immortals Fenyx Rising wygląda i działa na tej platformie znacznie lepiej niż pozostałe tytuły Ubisoftu z tego roku. Wszystkie krainy mają odpowiedni klimat i design inspirowane danym bóstwem, widać, że autorzy bawili się tematem, mogąc w końcu puścić wodze fantazji. Absolutnym mistrzostwem są tu modele potworów i zwierząt. Pomijamy tu standardowych ludzi, ale monstra są żywcem wyjęte z kreskówki, mają mnóstwo fantastycznych animacji i ciosów specjalnych. Za każdym razem, jak spotykałem nowego przeciwnika, to moja walka polegała na ciągłym uruchamianiu trybu foto i oglądaniu poszczególnych modeli.

Jak na razie wszystko fajnie, więc gdzie te błędy? Ano np. system kolizji trochę leży, głównie podczas rozwiązywania zagadek. Może to prowadzić do frustracji przy co bardziej wymagających łamigłówkach. Samo sterowanie też nie jest do końca precyzyjne, często zdarzało mi się, że za późno wykrywało wciśnięcie przycisku skoku, przez co podwójny skok skończył się w przepaści. Dubbing angielski też jest 50-50. Hermes jest tragiczny, podobnie Afrodyta po przemianie. Jak najszybciej czytałem wtedy napisy i przewijałem dalej, bo nie można ich słuchać. Na szczęście narratorzy, Fenyx w wersji żeńskiej i Ares ratują pozostałe potknięcia w tym temacie. Przekomarzań boga i tytana się przyjemnie słucha, głos Fenyx jest pełny zabawy, a Ares to złoto w obydwu postaciach, zwłaszcza w duecie z Misiem.

Bardzo znajoma mitologia - Immortals Fenyx Rising [recenzja PS4]

Zagadki sprawiają w tym tytule najwięcej przyjemnośco

PODSUMOWANIE

Naprawdę potrzebowałem takiego tytułu, po tym całym rabowaniu klasztorów, samurajach, nihilistycznej apokalipsie czy Zimnej Wojnie. Potrzebowałem czegoś lekkiego, ale wymagającego (na odpowiednim poziomie trudności) o baśniowej oprawie z ciepłym przesłaniem. Tutaj to dostałem, a opcja, że momentami mogę porządnie wysilić czarne komórki to wisienka na torcie.

Wiem, że dla wielu z was, obeznanych z Legend od Zelda: Breath of the Wild, fakt, że, ostatnia w tym roku, produkcja Ubisoftu, jest bezpośrednią kalką tego tytułu będzie pewnie wadą. I to ogromną. Ja zapytam dlaczego? Japończycy w ostatniej przygodzie Linka stworzyli niesamowitą formułę dla gier rpg z otwartym światem, niestety spora część graczy nie posiada konsoli Nintendo Switch, więc nie mają jak legalnie zapoznać się z tym tytułem. Dzięki Immortals Fenyx Rising mogą, a możliwość niczym nieskrępowanego poznawania świata we własnym tempie jest tu tak samo dobra.

Jeśli nigdy w życiu nie miałeś możliwości zapoznania się w flagowym tytułem Nintendo, a szukasz ciekawej i przyjemnej przygody na wiele godzin, to Immortals Fenyx Rising jest zdecydowanie dla ciebie. Jednak jeśli znasz już przygody Linka na Switchu, to wiedz, że tu dostajesz dokładnie to samo, wzbogacone o kilka elementów. Ale czy to źle? W roku 2020, pełnym stresujących sytuacji, ta lekka i przyjemna produkcja jest jak powiew świeżego powietrza prosto z boskiego Olimpu. Na dodatek jest dla każdego.

Szymon Czaja
Gracz od czasów Amigi 500 i Desert Strike. Pasjonat Gwiezdnych Wojen i wszystkiego co science fiction - od kampowego pulpu w stylu ''Morderczych pomidorów z Marsa'' do hard science fiction. Nie pogardzi też dobrym i mrocznym fantasy. Warhammer 40000 to, według niego, najlepszy world building w historii gier. Nie lubi używać liczb ani gwiazdek do oceniania rzeczy. Wyznawca mantry ''for gamers by gamers'', nie napisze recenzji, póki nie skończy gry i powie wprost, jak mu się coś nie podoba. Dalej czeka na ekranizację Thorgala i Szninkla i porządną wersję legend arturiańskich, żeby chociaż na chwilę mógł zapomnieć o Excaliburze, którego widział setki razy.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Gaming