EsportsGamingOd redakcjiWywiad

AVEZ Esport po bootcampie, jakie plany, jakie nastroje[wywiad]

-

10 min czytania

We wtorek miałem przyjemność spotkać się w Espocie z drużyną AVEZEsports. Jeszcze w styczniu sekcja Counter Strike przeszła reorganizację. Po raz pierwszy w nowym składzie chłopaki przez 5 dni intensywnie integrowali się i szkolili.

AVEZ postawił na świeżą krew z nadzieją, że zamiesza to w środowisku. Nie chcąc przeszkadzać w podsumowaniu bootcampu, wziąłem na chwile Kubę „Pokemob” Jankowskiego i Sebastiana „Fazorka” Ruziewicza. Na koniec o przyszłości organizacji i ogólnie o esporcie rozmawiałem z menadżerem drużyny Szymonem Milczarkiem.

Marcin Krzemień: Jesteście członkami nowo złożonej sekcji Counter Strike drużyny AVEZ Esport . Powiedzcie najpierw, skąd jesteście, jak długo gracie i jakie są wasze główne pozycje.

Kuba Jankowski: Mam 19 lat, jestem spod Poznania. W CS gram już prawie 8 lat, czyli od 2013. Teoretycznie jestem kapitanem drużyny, a gram na pozycji rifla. Pełnię też pozycję in game lidera bądź drugiego in game leadera.

Sebastian Ruziewicz: Ja jestem z Warszawy. W CS gram od 2014 roku. Aktualnie moja rola w zespole jest to Entry-fragger, czasem pomagam IGL-wi, często zajmuje się analizą przeciwników i wspomaganiem na treningach.

MK: Kończycie bootcamp w warszawskim Espocie. Jak minęły ostatnie dni?

Kuba Jankowski: Zdecydowania bardzo produktywnie wykorzystaliśmy ten czas. Zagraliśmy parę meczów oficjalnych, które mogliście oglądać i zobaczyć czy wszystko idzie do przodu. Wydaje mi się, że zgraliśmy się ze sobą. Wyglądamy teraz bardziej jak drużyna i dzięki temu będziemy mogli pokazać, że jesteśmy lepiej zgrani, niż byliśmy przed zjazdem. No i przede wszystkim pokazać nasze umiejętności.

MK: Mówisz, że chcecie pokazać umiejętności. Macie zawieszoną dosyć wysoko poprzeczkę. Organizacja z historią, która nie raz była na topie. Jak się zapatrujecie na najbliższe zawody. IEM się skończył, w tym roku nie mogliście być, ale przed wami kolejne. Jak motywacja na najbliższe spotkania?

Sebastian Ruziewicz: Oczywiście, że jest Hype i duża motywacja. Z miesiąca na miesiąc będziemy grali na coraz to trudniejsze drużyny, za nami już było dużo oficjali na drużyny sceny europejskiej, jak i polskiej. Myślę, że teraz to kwestia czasu, aby dostać się do dużego turnieju. Teraz każda gra, którą gramy analizujemy i staramy się eliminować błędy. Myślę, że jeszcze nam brakuje kilku rzeczy. Jestem pewien, że ciężką pracą dojdziemy do sukcesu.

MK: Od kilku tygodni gracie razem, macie swoje ulubione miejsca i mapy. Jest jakaś konkretna, na której bardzo dobrze i swobodnie się czujecie?

Sebastian Ruziewicz: Nie mamy chyba takiej konkretnie, mamy całkiem szeroki map pool. Jeśli miałbym za siebie powiedzieć to chyba pociągi, czyli de train. Mamy zaje… snajpera, który tam się dobrze czuje. Generalnie ciężko odpowiedzieć na to pytanie.

MK: Niedługo następny mecz. Cały czas się dogrywacie. Czy presja wygrywania was stresuje, czy raczej podchodzicie bardziej na luzie, aby sprawdzić, jak poszło zgrupowanie?

Kuba Jankowski: Chyba podchodzimy do gry z chłodną głową, wiadomo, lekki stres jest, bo chcemy wygrać. Musimy podejść do tego spotkania jak do każdego innego, czyli skupiamy się na nim całkowicie. Jeśli przegramy, trudno, trzeba wyciągnąć wnioski i z następnym meczem pokażemy się z jeszcze lepszej strony. Jeżeli wygramy, to nie odpoczywamy, dalej pracujemy ciężko. Jakby nie było, fajnie jest wygrywać.

Sebastian Ruziewicz: Do każdego przeciwnika podchodzimy z szacunkiem. Często mają przewagę wieloletniego doświadczenia. Wiemy, że każda porażka jest szansą na naukę i rozwój.

MK: Panowie, teraz trochę z innej beczki. Jesteście ze sobą w Espocie i hotelu 24 godziny na dobę. Czasem trzeba rozładować napięcie. Macie drużynowego śmieszka?

Sebastian Ruziewicz: No jak się robi zbyt poważnie, to zwykle sytuację rozładowuje nasz trener. Powie coś śmiesznego czy poudaje masażystę. Utrzymuje dobry balans w drużynie. Ogólnie, do bootcampu podchodzimy z powagą, przyjechaliśmy tutaj nauczyć się paru rzeczy. Chcemy wyeliminować błędy, które wyłapiemy na treningu.

Kuba Jankowski: Skupiamy się na grze na 100%, treningi robimy na 100% Jak siedzimy w Espocie to dajemy z siebie wszystko, a później wiadomo, jak wracamy do hotelu, to są już większe luzy. Wtedy możemy sobie na spokojnie pogadać. Nie traktujemy siebie jak pracowników, bo w końcu jesteśmy rodziną.

MK: W niedziele był ostatni mecz na IEM. Czy są jakieś konkretne sytuacje, które zapadły wam w pamięć. Myślicie, że podciągniecie poziom i za rok to was będziemy oglądać?

Sebastian Ruziewicz: Podczas oglądania, nauczyliśmy się ciekawych zagrań. Styl gry Virtusów mnie zaskoczył. Przede wszystkim indywidualnością i agresywnym podejściem do walki. Mam wrażenie, że teraz CS polega na takim graniu, bardziej agresywnym, trochę mniej patrzy się na taktykę. Ciekawi mnie ten styl.

MK: Takie „Rush B”?

Kuba Jankowski: Może nie aż tak (śmiech), ale ten agresywny styl może być rzeczywiście dobrym kierunkiem.

MK: Testowaliście te zagrywki na bootcampie?

Sebastian Ruziewicz: Od paru dni sprawdzamy nowy styl, takie trochę wypuszczanie paru osób na mapę, próbowanie. Wyznaczyliśmy najlepsze osoby do retakowania itp. Zobaczymy, niedługo następne turnieje.

MK: Kiedy najbliższy?

Kuba Jankowski: Dzisiaj.

Fot. Vigilant Magazine

Kuba „Pokemob” Jankowski, Szymon Milczarek i Sebastian „Fazorek” Ruziewicz

Chłopaki musieli się zbierać na przygotowania, ja tymczasem zostałem z menadżerem zespołu. Z Szymonem chwilę porozmawialiśmy o AVEZ, esporcie i planach na przyszłość.

MK: Szymon jak długo jesteś związany z AVEZ?

Szymon Milczarek: Jestem menadżerem Dywizji CS GO i ogólnie menadżerem drużyn w AVEZ Esport. Zarządzam tymi drużynami i je prowadzę. Staram się je pilnować, kształtować i wspierać. Moja przygoda z AVEZ Esport trwa od 2019 roku. Zaczęło się to wszystko od drużyny kobiecej, która w tym czasie do nas dołączyła. Ja byłem z tymi dziewczynami zaprzyjaźniony. Później drogi się rozeszły. Dziewczyny poszły w inną stronę, a ja miałem bardzo dobry kontakt z zarządem. Te relacje zaczęły się robić coraz głębsze, powstawały wspólne pomysły, akcje. Stwierdziłem, że jest to bardzo fajna ekipa i chciałbym z tymi ludźmi nawiązać szerszą współpracę. Wtedy jeszcze jako dzieciak, bo teraz mam 21 lat i dalej jestem jeszcze młodą osobą w esporcie. To było takie moje marzenie, żeby ugryźć to od zaplecza, a nie jako gracz. Stąd pomysł, aby nawiązać szerszą współpracę z AVEZ i budować coś fajnego.

MK: Wspomniałeś, że mieliście drużynę całkowicie kobiecą, to wciąż rzadki widok. Nie widać za bardzo kobiet w drużynach, a jest to jednak znaczna ilość graczy i potencjalnych zawodników. Czy planujecie powrócić do pomysłu, czy jeżeli znajdziecie odpowiednią zawodniczkę, to dołączycie ją i stworzycie ekipę mieszaną?

Szymon Milczarek: Uważam, że dwa, trzy lata temu te kobiece drużyny zaczynały rozwijać się w CS-ie. Parę drużyn na wysokim poziomie mamy i powiedzmy, że to zrobiło duży krok do przodu od tamtego czasu. Aczkolwiek uważam, że trochę czegoś jeszcze brakuje. Przede wszystkim dziewczyny mają dużo potencjału. To nie jest sport tylko dla chłopaków. Dziewczyny mogą pokazać się z dobrej strony, ale brakuje takiego miejsca do tego. Takich typowych rozgrywek gdzie moglibyśmy je zobaczyć. Mieliśmy jeden sezon mistrzostw Polski, zorganizowany przez ESL i parę takich mniejszych turniejów. Według mnie to zdecydowanie za mało, żeby dziewczyny mogły pokazać, na co je stać. W Polsce brakuje takiego miejsca. My w tym momencie mamy Magdę, która grała z nami jako stand in. Pokazuje to, że
jest szansa na drużyny mieszane. Nie ma tutaj barier jak w tradycyjnym sporcie. Nie ma czegoś takiego jak warunki fizyczne. Tak naprawdę można robić to, co się kocha i się przy tym wszystkim fajnie bawić.

MK: W takim razie jakie macie plany na swoje dywizje ?

Szymon Milczarek: Z Avezem mamy plan się rozwijać. Teraz mamy różne dywizje, mamy Rainbow 6, od dzisiaj Valorant gdzie informacja krąży już w mediach. Chcemy iść do przodu, stawiać nie tylko na te dywizje, które mamy teraz. Uważnie obserwujemy co się pojawia na rynku esportowym. Na tę chwilę ciężko odpowiedzieć.

MK: No właśnie wspomniałeś teraz, że chcecie się rozwijać i akurat dzisiaj ogłoszony Valorant, jakie są wasze plany na najbliższy czas?

Szymon Milczarek: Przede wszystkim planujemy wtargnąć w inne dziedziny tego sportu. W jakieś nowości, które nie koniecznie się pokazywały. Tak jak i teraz, wspomniany Valorant, wspomniany CS, czy Rainbow 6, bo te rozgrywki znowu nabierają jakiegoś pędu. Pojawi się tego coraz więcej.  O Valorant dużo ludzi myślało, że nie będzie hypeu, a są rozgrywki, coraz większe. Dzisiaj są na przykład kwalifikacje do jednego z bardziej prestiżowych majorów i tam też nasza drużyna startuje. Także takim celem jest szansa dla zawodników, którzy nie mieli okazji na rozwój, a u nas mają i mogą się pokazać. W przyszłości mogą walczyć i zdobywać oczywiście trofea.

MK: Wracając do CS-a jaki są najbliższe plany?

Szymon Milczarek: Przede wszystkim mamy teraz skład bardzo młody. Chłopaki, którzy dużo szans do tej pory na scenie nie mieli, to my jako marka AVEZ, która jest rozpoznawalna, chcemy im dać możliwość. Pojawiają się coraz większe turnieje, a z nimi zaproszenia dla organizacji, tak jak teraz do Blasta, gdzie jest do wygrania pokaźna kwota. Dla chłopaków młodych w tym przypadku może się wiązać dużym stresem. Na pewno jest to dla nich presja psychiczna, ale chodzi o to, żeby dać szansę też młodym. Nasz poprzedni skład, który był dobrze znany wszystkim, gdzie Kei i Kylar, też byli młodymi zawodnikami, na początku otrzymywał hejt, bo jest dużo wiecej doświadczonych zawodników. Chodzi o to, że ci młodzi, chcąc się wykazać potrafią dać nam naprawdę niezłego CS-a. Mieliśmy epizod w mistrzostwach polski, nie udało się, ale zagraliśmy 12 zwycięskich rund, kiedy ludzie myśleli, że przegramy do zera. Bardzo dobrze chłopaki się pokazali. Później Śląsk Wrocław gdzie wygraliśmy z nimi 2:1. No mi się wydaje, że jest to kwestia treningu i młodzi też potrafią pokazać naprawdę kawał dobrej gry.

MK: To jest ich pierwsze zgrupowanie, jak oceniasz wasz bootcamp?

Szymon Milczarek: Tak jak mówiłem, dla niektórych jest to szansa pokazania się. Poza tym siedząc na team speaku czy jakimś innym komunikatorze głosowym, rozmawiając ze sobą godzinami dziennie, można się tak już zrozumieć, że to pierwsze spotkanie jest takie, jakby się znali, nie wiadomo ile czasu. To jest ich pierwsze przywitanie, pierwsze dni przede wszystkim pierwsza integracja. Według mnie chłopaki, mimo pierwszego spotkania, podeszli do tego strasznie profesjonalnie. Wiedzieli, po co przejechali, jaki jest cel. Oczywiście czas wolny też jest potrzebny, aby się zintegrować, ale głównym celem było powalczenie o to, żeby swoje umiejętności wznieść na wyższy poziom, żeby z biegiem tego doświadczenia pokazać, że wiedzą jak ten czas wykorzystać i że to nie będzie czas zmarnowany. Oceniając parę dni, które tutaj spędziliśmy, jestem pod wielkim wrażeniem, bo pierwszy dzień był strasznie chaotyczny. Dzisiaj kończąc tutaj ten pobyt, jestem w stanie powiedzieć, że naprawdę przyłożyli się do tego sumiennie i pokazali, że wiedzą, o co chodzi. Jestem spokojny o to, że niedługo mogą pokazać coś fajnego.

Z Szymonem się pożegnałem, bo musiał wracać do chłopaków. Bootcamp to poważna sprawa, więc nie zabieram im więcej czasu.

Czytaj też: Indie Devs: Creepy Jar, rozmowa z Krzysztofem Sałkiem

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Esports