Gaming

Ale jak to nic nie dało? – Twitch DMCA drama ciąg dalszy

-

4 min czytania

Wyobraź Sobie sytuację. Twój pracodawca daje Ci szczegółowe informacje na temat tego, co musisz zrobić, by uchronić się przed zwolnieniem z pracy. Robisz wszystko tak jak zostałeś poinformowany. Pare dni później na swoim biurku znajdujesz pismo oznajmiające, że w sumie… nic to nie dało. Właśnie w takiej sytuacji znaleźli się po raz kolejny streamerzy platformy Twitch.tv.

Historia kołem się toczy. Nie tak dawno, bo dwa dni temu opisałem wam sytuację dotyczacą problemu z prawami autorskimi na wyżej wymienionej platformie. Wszystko zapowiadało gorzki, jednak sprawiedliwy koniec.

Streamerzy pousuwali swoje materiały, wyrzucili lata nagromadzonych filmów i klipów, ale wyglądało na to, że uchronili się przed biurokratyczną rzezią swoich kanałów…

A przynajmniej tak uważali.

Twitch po raz kolejny zaskoczony

Jak sami przyznają, zaskoczeni przez nagły przyrost roszczeń musieli podjąć działania. Obiecany system narzędzi dostępny twórcom wciąż czeka na zaimplementowanie, a wprowadzone ”programy edukacyjne” wydają się bardziej zasłoną dymną, aniżeli faktycznym rozwiązaniem problemu. Wcześniejszy brak działań wytłumaczony został małą ilością zgłoszeń – było to niecałe pięćdziesiąt rocznie. Dla porównania aktualnie jest ich tysiące każdego tygodnia. Warto też nadmienić, że niemal wszystkie te roszczenia dotyczyły muzyki puszczanej w tle podczas streamów.

DMCA w obecnej formie zmusza platformę do usunięcia oflagowanego materiału. Jeżeli tego nie zrobią, grozi im sprawa sądowa, a przy obecnej ilości tego typu roszczeń jest to po prostu niemożliwe i nieopłacalne.

Ostatnia deska ratunku

No dobrze, w takim razie co mogą zrobić? Sprawa jest delikatna, ale internauci wyszli z paroma propozycjami takimi jak rozdzielenie ścieżki audio w transmisjach, automatyczne wyciszanie swoich materiałów archiwalnych, ukrywanie filmów i klipów, a może nawet wykupienie specjalnych licencji.

Aktualnie jednak skupiają się na trzech sposobach poprawy sytuacji.  Po pierwsze, system ułatwiający wykrywanie oraz usuwanie muzyki zawierającej prawa autorskie, pozwalający na większą kontrolę nad tym, co usłyszymy na nagraniach archiwalnych. Następnie, wznowiono rozmowy z wytwórniami muzycznymi na temat wcześniej wspomnianej licencji, która miałaby obejmować całą platformę. Na końcu zaś, zaimplementowanie takiej licencji. Może być jednak problematyczne – i kosztowne.

Na ten moment są to jedynie plany. Szybkość ich wdrożenia oraz to, czy w ogóle zostaną wykonane, nie są ani znane, ani jasne. Aktualnie jedynym PEWNYM (na czas pisania tego artykułu) sposobem powstrzymania napływu roszczeń z tytułu puszczania muzyki to, cóż. Niepuszczanie jej w ogóle. Dotyczy to ścieżek dźwiękowych w grach typu GTA (gdzie w radiu możemy usłyszeć typową twórczość komercyjną) czy innych posiadających muzykę nieoryginalną. Realnie oznacza to, że od teraz każdy streamer będzie musiał kompletnie wyciszyć ścieżkę dźwiękową streamowanej gry.

Brzmi jak żart? Cóż, Twitch zapytany o Cyberpunka i zawartą w grze muzykę oraz możliwość jej streamowania odpowiedział… tak:

 Hej, dziękujemy za kontakt. Polecamy zapoznać się z EULA gry i wykorzystać każdy sposób na wyłączenie muzyki, jeżeli gra posiada taką opcje, lub wyciszenie audio gry.

Innymi słowy, muzyki skomponowanej do Cyberpunka streamerzy raczej sobie nie posłuchają podczas ogrywania jednego z największych tytułów tego roku.

Środki ostrożności czy skrajność?

Sytuacja urosła już niemal do rozmiaru żartu. Możemy znaleźć klipy zagranicznych twórców (gdzie problem jest DUŻO poważniejszy niż u nas) korzystający ze specjalnych programów. Mają one na celu uchronić twórcę przed potencjalnym zagrożeniem ze strony streamowania muzyki chronionej prawami autorskimi.

Szybkie słowo wyjaśnienia – streamer na załączonym klipie znany jest pod pseudoniem Sodapoppin. Tłumaczy on właśnie swojej widowni, że specjalny bot ostrzegł go o potencjalnym zgłoszeniu. Co takiego spowodowało aktywację systemu? Podkład muzyczny w jednym z głównych miast w grze.

Cały ten artykuł można zamknąć tylko w jeden sposób – satyrycznym przedstawieniem aktualnej sytuacji na platformie.

Mogą Ci się spodobać

Więcej w kategorii Gaming