ActinaGamingIndie GamingRecenzja

41Hours: Prologue. Mogłoby coś z tego być, ale… nie tym razem. [Recenzja PC]

-

5 min czytania

Kiedy przeglądałem gry, w które chciałbym zagrać w oko wpadła mi produkcja 41Hours: Prologue od rosyjskiego dewelopera i wydawcy The Valkyrie Initiative.

Moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu zwiastuna gameplayu były bardzo pozytywne. Jednak im dalej w las, tym ciemniej. Klucz do gry otrzymałem przedpremierowo, abym mógł na spokojnie sobie pograć i napisać recenzję. Niestety cała przyjemność z grania została popsuta przez problemy z grą, która po prostu zawieszała się po jakichś dwudziestu minutach.

No dobra wyskakuje błąd sterowników, to pewnie trzeba je zaktualizować. No właśnie nie do końca. Wszystko było dobrze, dopóki nie zainstalowałem gry. Okazało się, że coś mi nabroiła i musiałem zreinstalować wszystkie drivery. Zgłosiłem błąd do producentów na discordzie i tu o dziwo szybka odpowiedź, krótka wymiana zdań i cisza.

Naprawiłem komputer, wszystko działa, zainstalowałem od nowa sterowniki i podszedłem drugi raz do gry, bo tym razem nic nie popsuła. Najwidoczniej błąd naprawiono przy pierwszym patchu – to na plus.

Za pierwszym razem nie skończyłem tutoriala, ale przez te kilka, kilkanaście minut, które pograłem, jeszcze byłem zadowolony. Niestety ponowna instalacja i granie rozwiały wszelkie nadzieje.

Teoretycznie w grze otrzymujemy wszystko, co każdy fan science fiction uwielbia. Mamy wielkie roboty, wojskowych, teleportację, telekinezę, manipulację czasem i portale oraz dużo innych. Super, prawda? No właśnie nie do końca.

Historia

W grze gramy Ethanem, który według opisu samego dewelopera jest “naukowcem pracoholikiem, który szuka swojej żony”. Niestety ten opis jest tak strasznie mdły i nic nam nie mówi, że wprowadzenie do gry jest jeszcze bardziej zakręcone. Dostajemy strzępki informacji w postaci strony komiksowej, co jest fajnym rozwiązaniem, zwłaszcza dla Indie Dewów, bo oszczędza pieniądze, a fajny artwork może się sprzedać.

Niestety po kilku zdaniach i komiksowych chmurkach gdzie zdarzają się błędy ortograficzne (można wybaczyć, bo Angielski to nie jest ich główny język) zostajemy wrzuceni na tutorial. Nie dowiadujemy się za dużo o głównych postaciach i świecie z gry.

41Hours

Fot. Komiksowy sposób opowiadania nie byłby zły, ale trochę go za mało

Grafika i Gameplay

No dobra trochę w życiu grałem i na pierwszy rzut oka jest nieźle. Kilka razy się obróciłem i mina zrzedła, motion blur przy odwracaniu sprawia, że niewiele widzimy, jeśli chcemy się rozglądać. Próba wyłączenia i… nie ma takiej opcji. Idziemy dalej, grafika jest niezła, zwłaszcza że to niezależny wydawca. Tereny są ładne, ale niech to nas nie zwiedzie. Docieramy do pierwszej “wioski” ucząc się wykorzystywać niewidzialność, trochę zbędna funkcja, bo nie ma walki wręcz. Po drodze mijamy pojedynczych przeciwników, z którymi nie powalczymy, ze względu na brak amunicji.

Wchodzimy do pierwszej chatki, rozglądamy się i wygląda dobrze, tu jakieś brudne naczynia tu pudełko od pizzy, na piętrze amunicja, apteczka, regał z książkami. Idziemy do następnej bardzo podobnej, a w niej praktycznie to samo. Podobny układ, pizza, lekki bałagan na piętrze apteczka i amunicja. Tak samo wygląda kolejna i kolejna.

Ten efekt pokazuje trochę taki leniwy styl  tworzenia, bo w kolejnych było dokładnie to samo. Jednak dość zwiedzania to jest FPS, więc trzeba postrzelać. Widzę grupkę żołnierzy, to strzelam w pierwszego, w tym momencie od całej piątki leci we mnie salwa i zaczynają ganiać i strzelać, bo wiedzą gdzie jestem. Włączam niewidzialność i mnie nie widzą. Strzelam w jednego i wszyscy niezależnie gdzie są, znów mnie widzą. Taki mały błąd.

Jak się skryjesz w domku, to biegają wokoło i nie mogą do niego wejść, trochę odczekasz i biegniesz dalej. Aha z PM wystarczą trzy czy cztery strzały na przeciwnika z karabinu jeden, niezależnie od wyglądu żołnierza. Roboty czołgi- dwa strzały z amunicji PP i zniszczone.

Błędy

Oprócz gigantycznego problemu, który mi wyrządziła gra na samym początku, teraz działała całkiem nieźle. Nie licząc tego, że kilka razy udało mi się przejść przez ścianę. Nie można rzucać portali przez na przykład siatkę, bo jest traktowana jako ściana. Strzelać też nie możesz. Skrzynki, które możesz przemieszczać i po nich chodzić mają tendencję do chwiania się, więc chcąc wspiąć się na balkon, wszystko się trzęsie. To jest czubek góry lodowej. Przyznam, trochę tego jest.

Fot. 41Hours

Fot. Ściany mają tendencję znikać, robi się wtedy pod schodami komórka Harrego Pottera

Podsumowanie

No dobra, gra otrzymuje wsparcie i widać, że pracują, bo w ostatnich 2 tygodniach były update. Nie lubię przekreślać rzeczy od razu, ale jak na ten moment gra nie jest zachwycająca. Koncepcja jest fajna, szczególnie że można zwolnić czas jak w Max Payne, są portale jak w Portal (no prawie). Poczekałbym jeszcze, gdyby ktoś się zdecydował. Niestety nie jest to przełomowa gra, a mogłaby być przynajmniej dobra. Dużo jej brakuje zarówno pod względem historii, jak i gameplayu.

Czytaj inne recenzje z działu Actina:

Nie taki Mroczny Pan, jakim go malują – Doom Eternal The Ancient Gods Part Two [recenzja PC]

Bang-On Balls: Chronicles, they can into space! [Recenzja]

Marcin Krzemień
Marcin Krzemień — kolekcjoner, fascynat gier Indie i niszowych systemów RPG. Pasjonuje się podbojem kosmosu. Prowadzi cykle: Blast from the Past, IndieDev, Supervillain Origins i inne. Znaleźć możecie go na Twitchu jako Redaktor_Krzemien.

    Mogą Ci się spodobać

    Więcej w kategorii Actina